Pan Tealight i Niespalona…

„Ogień ją dotykał, muskał jej ciało, wilgotne, jeszcze pachnące morzem… włosy mokre, poskręcane, poplątane i widocznie skonfundowane całą tą sytuacją, pełne muszelek, nici z rybnych sieci oraz wodorostów… dotykał dłonie, lekko spierzchnięte, jakby zasolenie było byt mocne, albo i pływała tak długo, że aż przestała być sobą, lub stała się sobą naprawdę… Muskał i stopy, do których przyczepiły się mikroskopijne grudki, kamyczki, kryształki i szkiełka, nie bacząc na oną sukienczynę, porwaną, zielonkawą, łataną, która dziwnie żyła, kręciła się, odpowiadała na jego działania…

Dotykał jej niczym kochanek, delikatnie, wrażliwie, ale i stanowczo, pewnie, może i nawet znajomie.

Jakby obydwoje wiedzieli czego chcą, jakby naprawdę się znali, jakby to nie było ich pierwsze spotkanie, jakby nawet się lubili, jakby wiedzieli o co w tym wszystkim chodzi, ale i z odrobiną pewnej niepewności, pozostawiając między sobą one niedopowiedzenia, ale też i mącąc w oczach obserwatorom, jeśli jakowyś tu byli… Bo on wiedział do czego jest zdolny, a ona, nie chciała spłonąć.

Nie jeszcze. 

A może nie nigdy.

Nie wiedziała jeszcze, czy chce, czy jednak się zdecyduje na taką drogę, na podjęcie takiej decyzji, na jakąś taką, po prostu drogę… czy jednak pozostanie taka, nieruchoma, tutaj, na plaży, tam, gdzie właśnie układali bale na nowe ognisko.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Mocno śpij” – … opowieść…

… opowieść o Ojcu Ciszy szokuje. Boli i naprawdę miejscami szokuje, bo… wyobraźcie sobie morderstwa, dzieci, wszelkiego rodzaju zło, o którym nawet nie chcemy czytać, odwracamy wzrok, staramy się chronić ukochanych. Za wszelka cenę… Ale czy to w ogóle możliwe, szczególnie w dzisiejszych czasach.

Teraz…

Ta historia zaczyna się sprawą z przeszłości. Kultem, aresztowaniem winnego, brakiem słów, onym niemówieniem… oraz jedynym, który przetrwał. Oraz niepewnością. W końcu nie padły słowa, które winny wybrmieć… Czy czasem policja nie popełniła błędu wiele lat temu? Czy arestowano prawiwego przestępcę? A może jednak, w tym miasteczku istniało coś więcej, coś straszniejsego…

W Twisted Tree?

Straszna książka, przerażająca, ale i wciągająca… niestety. Dlaczego niestety? Ponieważ każde z nas nosi w sobie demony, które ten autor potrafi wybudzić, jeśli drzemią, i wypchnąć na zewnątrz. I sprawić ponownie, że boimy się presłości. Wspomnień. Bo jeśli ten człowiek spisał taką opowieść, to co stało się nam samym…

O czym mogliśmy zapomnieć?

Bardzo dobra, ale nie dla każdego.

Z cyklu przeczytane: „Pan Kołysanka” – … Harrod’s Reach. Miejsce, gdzie dziwny tunel stał się koszmarem. Tunel, tory, dziwne rośliny. Dźwięki, omdlenia, znikający ludzie… czyli taka normalność horrororwa, ale, w tej historii jest i coś więcej. Jest podejrzany, który zdaje się być aż nadmiernie oczywisty… jest i policjantka, którą naprawdę chemy wyciągnąć z tych stron, ochronić, i jest on…

Tak naprawdę jest w tym jakaś baśniowość, koszmarna, bardziej z kart Grimmów baśni, i to tych nieocenzurowanych, jest i miłość, jest horror, thriller, urban legend, oraz prawda. Tylko, czy można w nią uwierzyć?

Nie jest łatwo…

Jest i społeczność. Interesująca, intrygująca, ale Market potrafi tworzyć swoich bohaterów, aż człowiek zaczyna wątpić, czy to tylko iluzja, czy tylko zmyślenie, czy jednak… prawda wyciągnięta z jakichś legend, opowieści starszych, szepty nocy i skrzypienie drzew? Na pewno jest… Ta powieść przeraża, ale trochę inaczej niż inne książki tego autora. Jakoś włazi w nas, rozprzestrzenia się, a potem… wymazuje swoją obecność z naszych myśli. Pozwala zapomnieć o swoim istnieniu. By potem uderzyć…

Bo Market umie wystraszyć i w zakończenia jest genialny!!!

Z cyklu przeczytane: „Gość z Koszmaru” – … rezydencja i pisarz. Mroczne wspomnienia, niesamowite miejsca, i do tego wyobraźnia, która, niestety… staje się rzeczywistością. Zapisane na kartkach koszmary stają się czymś namacalnym. Ale przecież kto, jak? Książka właściwie jeszcze nie istnieje, a jednak… ktoś wie, ktoś ją zna… On sam? Autor? Czy ktoś inny?

Wplątany w sprawy, które zawarł na kartkach, nasz bohater staje twarzą w twarz z własnymi koszmarami i… i książka powala. O razu zabrałam się za całe trio, nie wiem dlaczego? Może zwyczajnie były dostępne, a może to fatum? I wiecie co, gdy skończyłam tę, mam w sobie ogromny głód onego więcej… więcej tego autora, więcej onych opowieści… więcej, więcej, więcej…

Mrok, napięcie i zło, postacie poboczne, które pulsują nadmierną aż intensywnością. To i thriller i koszmar i coś jeszcze.

Coś łagodniejszego…

Może i nie genialna, może kończy się za wcześnie, a może dlatego jest właśnie taka intrygująca, mocna, taka… dobra.

Okay, ostatnie 10 dni czerwca to trochę był szok temperaturowy dla organizmu. No dobra, przynajmniej mojego, który ma niską tolerancję na gorąc. No tak jest i już, to ja, mogę sobie nie lubić temperatur wysokich, ale pływanie… ech, pływa się w onej spokojnej, chłodnej, dziwnie słodkiej morskiej wodzie, świetnie! Kąpiel midsummerowa zaliczona. Tak serio, to człowiek chodziłby pływać codziennie, ale… to problem. Nie, nie w chodzeniu, ale w tym, że zaraz po musisz wziąć prysznic, potem kurde odżywka, krem, no nie… jak inni to robią?

Nie chcę być suszoną śliwką tak przedwcześnie!

I tak, Sol over Gudhjem było, wygrane danie to: makrel-forrel og sausage roll. Zwycięzca ma 28 lat, Julian Elkjær. Tak, danie wygląda na małe… no ale wiecie, to kuchnia, a nie jedzenie! Nie mieszajmy pojęć. LOL Potem mieli impreę, ale oczywiście ino zaproszeni, be plebsu… poimprezowo spali długo, to muszę im przyznać. Cisza nad bliżniaczymi miastami unosiła się do 9ej…

A dziś Sct. Hans…

Czyli chować wiedźmy!

Jak na moje ślepawe ślepia, to raczej za sucho na ogniska, no ale, przecież ja się na pewno na tym nie znam… mniejsza, nie lubię tego święta i tyle. Wolno mi. Fascynuje mnie jednak ona dwoistość przedstawiania/opisywania go, ale figurki na stosach, wiecie, człowiek ma jednak skojarzenia. Jednak, uważam, iż powinny tam zostać. Bo to tradycja, która nikomu nie szkodzi, tym bardziej wiedźmom, które ogień uznają wyłącznie za środek do transportu… i tyle.

Oto ona dwoistość.

Bo… nie palicie nikogo, ino za darmo fundujecie kukiełce podróż…

Ale… idzie lipiec.

Z nim wakacje, lato pełne i dla wielu czas wolny.

Nie dla mnie, no ale, może mi się uda ukręcić coś po sezonie? No co? Też chcę zobaczyć coś nowego, doświadczyć, ale nie jak dwa lata temu, czy nawet rok temu… nie wiem, ale dla mnie odwiedziny szpitala nie są czymś, co mam na swojej bucket list. A kurde mi się trafiło. I nie wspomnajcie mi o tym, że mogłam sobie wschód słońca nad Olandią z mostu podziwiać…

… to był okulista!!!

Ech!

No ale… się zobaczy, na razie człek marzy o tym, by przynajmniej noce nie waliły wielkim żarem, bo sen, to sprawa święta! Kwiaty kwitną, drzewka rosną, znowu ciągle poluje na mnie mały zającokrólik pod furtką. Serio… o co mu chodzi? Ptaszki trelują, wciąż… mewy wyprowadzają młode, cudne i puchate w kropeczki, na spacery… wciąż są dość agresywne, więc uważajcie! Morze może i płytkie, wciąż dziwnie nieruchome, potrebujące trochę przeczyszczenia, no co? Takie to ju morze, prawie wewnętrzne! A biorąc pod uwagę ono niskie zasolenie, to właściwie jezioro!

I tak, wiem, dla wielu wciąż zimne… serio?

Ech!

Lato… tak cłek siedzi na parapecie swoim własnym i czasem się zastanawia, jak to się stało, że to, co widzi z okna, to widzi, że to co tam jest, może dotknąć, że właśnie przejechał samochód Googla? WTF? Podobno jakiś koleś w gaciach śmieci wynosil i tak go złapali… usunęli zdjęcie, ale… Koleś, gdybyś nie powiedział, to nikt by nie widział, a tak… się przyznaj, że chciałeś się pochwalić gaciami…

Markowe były? LOL

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.