Pan Tealight i Moja Pani…

„Była Moja, tylko Moja i wyłącznie Moja!

Nikogo innego.

Nikogo, kto by nawet o niej pomyślał, której istnienie przemknęłoby przez głowę, czy inną część ciała, nikogo, kto by poznał jej opowieść, wysłuchał jej pieśń… zresztą, słuchanie w ludziach ostatnio zamiera, podobnie rozumienie tego, co słysą, więc… Może to wszystko nie było takie trudne, i była Moja, wyłącznie i tylko.

Moja!

Moja Pani!

Ale był i On… wiedział więcej, widział więcej, nawet czasem do niej podchodził, wydawało mu się na pewno, że z nią rozmawia, ale nigdy bym na to nie pozwolił, bo przecież była Moja, tylko Moja. Tylko i wyłącznie. Tylko ja ją słyszałem naprawdę, tylko ja ją rozumiałem, dbałem o nią i ją czciłem, pozwalałem, by oblewała mnie i światłem i ciemnością i… mnie karała.

Bo to robiła.

Robiła ze mną, co chciała.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Zuchwałe dziewczyny” – … o kobiety… Jeśli chodzi o tę autorkę, to zawsze chodzi o kobiety. Uwielbiam to w niej, ale te, w pewnym sensie kreuje ją to na autorkę pewnego, bepiecznego, rodzaju. I wiecie co, czasem człowiek właśnie tego potrzebuje… Wiecie, sięgacie po książkę i raczej wiecie czego się spodziewać…ale… czy zawsze? W końcu kobieta nie dość, że zmienną jest, to do tego miejsc, w których kobiety można umieścić jest tak wiele. Jesteśmy tak barwnym bukietem, choć media społecznościowe dają się uwiebiać nas szeregować w odpowiednie szufladki… nie, nie jesteśmy segregowalne…

… czasem lubimy grupować się kolorami…

W tej powieści spotykamy Lux. Dzewczynę, młodą kobietę, której coś obiecano. Podróż dookoła świata. Życie całkiem inne, a kończy jako ta, która sprząta i karmi. Która żyje może i w miejscu pięknym, ale w którym nie chce spędzić wieczności, a on, Nico, cóż… jemu pasuje. Łódź kiedyś naprawi… może… mieszkanie, cóż, jest gdzie spać, a że na podłodze, z innymi, czy to ma znaczenie…

Dla niej ma.

Zmiana nadchodzi nagle i wiąże się z parą młodych turystek. Oczywiście pełnych tajemnic, bo przecież tutaj każdy ma sekrety. Lux, Nico, i one dwie. Naprawiona łódź w końcu unosi się na wodzie, ale czy tajemnicza wyspa, na którą chcą się udać przyjaciółki, przyniesie samej Lux jakieś ukojenie? Czy może jednak nowe problemy?

Jak to się zakończy?

Jak zwykle zakończenie zwala z nóg, Hawkins potrafi w zakończenia. Mężczyźni zdają się być siłą natury, ale to kobiety niosą one historie na barkach, zawsze. I jakoś tak, cóż, przecież i tak jest… co z oną szyją rodziny? Tak przytaczając stare powiedzenie? Co ze spracowanymi rękami… dobra powieść. Serio! Może przewidywalna w pewnych postępowaniach bohaterów, ale…

… warto!

Z cyklu przeczytane: „Pokój na piętrze” – … tam. Ona… i ona… i tajemnica. I on… Tak naprawdę, pragnienie miłości, czy też misterny plan… młoda dziewczyna i marzenie… i jak to u tej autorki bywa, kobiecość, która wygrywa. Ale za jaką cenę?

I czy ci, co przegrali zasługiwali na taki koniec?

Czy zemsta, to zawsze jedyna odpowiedź? Wszelaka zemsta… niekoniecnie… nie, nie mówię o morderstwie, chodzi raczej o udowodnienie wszystkim, czy też tylko sobie, że się może… Tak jak w tej sytuacji. Ona, biedna, wyprowadzająca psy, marząca, spoglądająca na oną luksusową dzielnicę, pewnego dnia spotyka jego…

Mężczyznę z przeszłością.

Tajemnicami…  którym się wiąże… a potem, cóż, tak naprawdę go poznaje. Oną jego przeszłość, kobietę, która była tutaj przed nią, w tym domu… Czy stanie się jej odbiciem, czy jednak będzie sobą? Ale czy on chce jej, czy odbicia własnej żony? Tak… to thriller, ale też, cytując klasyka: „misterne działania myszy”. Coś więcej. Psychologia tłumu. Ono, nie mów, nie patr, nie słuchaj, po prostu potakuj… milczenie, które krzyczy.

Książka, która wciąga, ale też od pocątku kieruje nas w pewną stronę, świadomie, byśmy wybrali stronę, po której się opowiemy… i to zakończenie! Miodzio!

Upał musiał w końcu nadejść.

Ona dziwna duszność, wilgotność w suchym powietrzu, moszcząca się, rozpychająca, jakby chcała zapanować nad wszystkim, właściwie w dzień po onych nocach 10stopniowych… nagle ciepło, prawie 30 stopni i duszno… Nie ma czym oddychać i choć słońce nie pali, chmury miłosiernie je zakryły, to jednak… no kurna, duszno mi!!!

Aaaaa!!! I nie, to nie hormony!

Chociaż, może i to LOL

Wszystko zaczęło się na kilka dni przed Midsommerem.

Bezczelność, chociaż, biorąc pod uwagę dotychczasowe temperatury, to jakoś jestem wdzięczna za to, że dopiero teraz wyciągnęłam wiatrak i cierpię. No wiecie, jednak przedwczesne lato, to jak przedwczesne… inne sprawy. Ekhm, no wiadomo. Jakoś tak punktualność w wielu rzeczach pomocną! LOL Po Folkemodecie nadszedł czas na Sol over Gudhjem i nie, nie mam zamiaru tam iść. Po ostatnim dziwnym poparzeniu, jakie zafundowałam sobie przez dziwny zbieg okoliczności, w którym brały udział nie do końca wytarta szyja, ręka słońca i rąbane hiszpańskie margerytki, którym trza było uciąć głowy… no by kwitły bardziej i dłużej i w ogóle… ja do nich z pomocną głową, a one mi w szyję? Świnie!!! Ale nic to, człowiek przez kilka dni wyglądał, jakby go odwiesili ze sznura na czas, ale podczas odwieszania trochę poddusili…

Nie wnikajmy w szczegóły.

Teraz jescze bardziej mnie to lato przeraża.

Może by tak ziemiankę kopnąć? Półziemiankę półdziewicę? Stary żart… Ciekawe jakie mamy regulacje dotyczące czegoś takiego?

Turyściny mnogość.

Hałasy wszelakie…

Skonfundowane ptaki oczywiście pindorzą przez dzień i noc… jakby zapomniały, że jasne noce są i tyle, i można sobie dać na wstrzymanie, no błagam, przecież za darmo tak… nie da się ich wyminąć uszami. Można by tak nie śpiewać, choć z drugiej strony, jak tak człek se prysznic bierze i solsort mu zagląda do okna i pizga tymi nutami, co to by kryształy tłukły, to jest w tym jakaś disnejowska urokliwość… ale… no ile można!!!? Widać chyba dużo, bo wciąż to robią…

Płacą im jak nic, spisek! LOL

Ale… to przejdzie, jak zawsze, taki sezon.

Czasem trwa dłużej, czasem krócej. Ciepło, hałasy wszelakie, kosiarki, potem cisza, mroczność cudowna, za którą tak tęsknię, ale też korzystam jednak z onej jasności. Wiecie, przynajmniej jak se człowiek włosy wyrywa z różnych części ciała, to nie robi tego po ciemku… zimą robi. He he he! No co, ja  tych, co wolą mieć włosy w określonych częściach ciała. Wolno mi… a racej, próbujcie mi zabronić. Nie radzę. Widły zaostrzone… te słowne oczywiście… abo i nie… tutaj człowiek serio po prostu łatwiej o: I do not give a slightly fuck.

A! W tym roku nowa moda, w trawnikach zostawiają kółka…

Nie wiem jeszcze skąd to wzięli, ale nawet sąsiad paranoik przystrzygł wszystko na ono pół milimetra od gleby, ale kółeczka z kwiatkami i trawką sobie zostawił. Nawet królowej naszej kwiatki ukochane powsadzał.

Nawrócił się, czy co?

Albo ino taki trend, moda… pewno to szybko minie, żywopłoty traktują po macoszemu… chociaż, wiecie, w takiej suszy, w miejscu, gdzie trawy się nie podlewa, to miło to widzieć. Prosta rzecz, a cieszy.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.