„Mała, czerwona, niczym jakowyś ziemny, spulchlniający glebę, robaczek, tudzież może i stworzenie w formie duszącej bardzo, azaliż wżdy i coś, z czego skoczyć można, przeskoczyć, zwinąć, zawinąć, przywiązać, wyplatać tym, szyć i cerować, powiązać, rozłączyć, ciąć…
… no wiecie, potrzebna sprawa, przydatna.
Linka Zwijka.
Samodzielnie powracająca do swojej formy, tylko dlatego, że tak czuła się lepiej, bepieczniej… właściwie, ale nie mówcie nikomu, tak naprawę nigdy się nie kończyła… ale też i nigdy nie zaczynała. Nawet jak ją cieli, wysuwała się cichaczem ze szwów, z onych robionych ręcznie dziergań wszelakich, z tych makatek i portek, butów, bo i dratwą być potrafiła, pozostawiając szyjących, czy co gorzej, właśnie mających one ciuszki na sobie, kawałkami materiałów. Ot po prostu, spełniła swoje zadanie i powracała do siebie, do onej całości, by zwinąć się, tam koło pieca, i już tak być…
Zwyczajnie.
Z powrotem.”
(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Wampirze cesarstwo tom 1” – … O Bogowie! Nie myślałam, że to będzie takie, no wiecie… TAKIE!!! Niesamowite. Tak intrygująco sklejone, opisane bez onej nowomoy pełnej ialogów i braku opisów. e będzie tak nęcące, e wciągnie i pochłonie mnie… na za krótko jenak. Chociaż książka gruba jak Biblia, to jednak wciąż chcesz więcej i więcej, więc obre, że od razu miałam rugi tom pry sobie…
Bardzo dobrze.
I tak, z jednej strony to zaczerpnięte z naszego świata mitologie i wampiry, z drugiej, całkiem odmienny świat, codzienność, walka… wywiad z prawie wampirem, ale i wampirem, coś w rodzaju pamiętnika, ale też i kurcze, coś tak dziwnie głębokiego i lekkiego zaraem. Inteligentnego, ale też i pełnego onej słodkiej sprośności… sprośności osobowości, ale i nienadmiernej seksualności. Wiecie, człowiek z czasem ma dość, gdy rokładają nogi na kaej stronie…
Kure, co ja dotąd czytałam?
Chodzi mi o to, iż oto fantasy dla dorosłych. Co już coś przetrwali, mają wspomnienia, bóle w krzyżu i sercu, duszy zabrudzenia oraz jakieś tam przemyślenia… nie są już biali i czarni, ale skąpani w szarościach…
… jak nasz główny bohater…
I wiedzą, że czasem, po prostu… trzeba próbować nie przeżyć.

Z cyklu przeczytane: „Wampirze cesarstwo tom 2” – … czyli „Cesarstwo potępionych”, to fascynująca kontynuacja fascynującej opowieści, fascynującymi bohaterami… i w ogóle nadmiarem mojej własnej, bujnej i tchnącej namiętnością, oną historią fascynacji…
I jeśli nawet domyślaliście się ciągu dalszego, to powiem wam, iż może on was zaskoczyć, ale nie musi, znaczy się niekoniecznie zaskoczy, ale ona narracja, te postacie, to pisanie, opisy, no po prostu cudne!
Warto, połknęłam w prawie dzień, no dobra, dwa, miałam coś o zrobienia… ale jakoś tak, czy będzie tom trzeci? Musi, co nie?
„Empire of the Dawn”?
Oj tak!
‚From holy cup comes holy light;
The faithful hands sets world aright.’
‚And in the Seven Martyrs’ sight,
Mere man shall end this endless night.’

Pierwszy weekend maja i mamy deszcz.
Może to jeszcze nie taka ilość deszczu, by odwoływać suszę, ale zieleń od razu pochwyciła oną pochmurność i nieba łkanie, i zamieniła je w zieleń i białe płatki kwitnących krzewów. Śliwa przekwitła, bzy zaczynają się puszyć, forsycja gubi płatki, wiatr uderzył i znowu wiem jak to jest, gdy łeb zwyczajnie napierdala…
… dawno tego ju nie czułam.
Dziwne.
Ta ciągnąca się od zeszłego roku susza, to coś niesamowicie intrygującego, ale też i bolesnego. Zatoki zaczynają się poawać, na zewnątr nie można wytrzymać, a przecież nie jest nawet gorąco. Wprost przeciwnie. Mile i chłono, niektórym zimno nawet… a tak, niektórzy nazywają to zimnem.
Oczywiście zjechali się Turyścinowi na majówkę, ale tak jakoś… nie wiem czy byli zadowoleni. Zresztą, nie oszukujmy się, nie obchodzi mnie to… w końcu co mam z tym zrobić? Czy mnie to w ogóle dotyka? Czy turyzm jakotaki jest jeszcze wciąż czymś, co mamy tutaj poza latem?
Nie wiem…
Badania kwiczą, ale wciąż chcą zabudowywać miejsca zalewowe, więc może i ludzie mają jakąś kasę? Patrząc jednak na pozamykane sklepy i przestrzenie, których nikt nie chce zająć, to jakoś tak… nie wiem…
… nic już nie wiem…
Chwasty se powyrywam, one mają nieskomplikowane procedury.
Rosnąć… za wszelką cenę.

Życie z punktu wizenia ogrou jest dziwnie uporząkowane. Możesz wszystko olać i pozwolić ziemi zamienić się w busz, albo możesz walczyć. Problem w tym, iż jak dostanie ci się coś takiego z trzema listkami, co pędami leci, to jesteś pogrzebany. No nie wygrasz… i susza temu nie straszna.
Nosz cholera mnie weźmie…
Albo, odpuszczę… niech rośnie…
Kto mi zabroni?
Ale moje drzewa i krzaczki!!! Nosz nie poddam się, może i niechętnie walczę i tak po prawdzie do dupy ze mnie ogrodnik, ale magistra mam z obsługi łopatki i gracki!!! Nie poddam się… zresztą, przynajmniej taka praca, to coś… co widzisz, w znaczeniu efektów swojej ciężkiej pracy i opuchniętych nadgarstków…
Przynajmniej widzisz…
Bo internety i tak zwana robota zdalna to na kija…
I gyby tylko nie one kopytne rogacze, to może byłyby tulipany, ale nie, wpierdzielają wszędzie, na całej Wyspie… nosz kurna no!!! Bezczelność natury jest już mityczna tutaj!!! Żeby ino tulipany i moje młode drzewka?
Gnoje!!!
Zaczynam roumieć ludzi, którzy nie tolerują lasu i kochają ogrody, ale nie jestem jedną z nich… ja chcę lasu… a w nim onych zawilców i przylaszczek i konwalii… i nawet czosnku niedźwiedziego…

