Pan Tealight i Opad magiczny…

„Po prostu opadł…

… niczym deszcz, którego od tak dawna nie widzieli, tak naprawdę, do końca nie doświadczali… suchość w ustach, nosie i drapiące oczy, inne rzeczy dziwnie skrzypiące, lekko nadwyrężone, wszystko pokrętnie swędzące… bolesne nawet w onej kombinacji struktur nadwyrężonych i szemrań dziwnie nieukładnych…

I on opadł…

Na oną suchość wszelaką, na łamanie nazbyt ułatwione, kruchość milczącą, chyba, że ktoś na nią się nadział i wrzasnął donośnie zagłuszając szmer łamania się i innego tam odchodzenia sobie w ten mityczny pył. Bo brak wilgotności miał to do siebie, iż nie dopuszczał aż tak wielkiej ilości dźwięków do tych, którzy słyszeli, albo chcieli słyszeć, lub też nie mieli innego wyboru, w końcu dźwięki nie proszą, one uderzają w osobnika, a potem patrzą, jak ten się wije i próbuje oddychać i przyjąć w siebie oną moc całą, którą go radośnie, ale i boleśnie, właśnie obdarowały, nierozumiejąc do końca braku radości… ale może niektórzy tak ją okazywali…

… więc opadł.

Na to wszystko chcące właściwie ino zwyczajności deszczu, taki dumny w sobie, lekko tchnący boga kompleksowością, pełen puchu magicznego i pyłu wróżkowego, onej grzybiczności rozświetlającej i dnie i noce i to, co między nimi…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Pociągnięcie pióra” – … po śmierci… Tak wciąż się zastanawiam, dlaczego śmierć Anne Rice nie sprawiła, że na półkach pojawiły się jej ksiąki? Na pewno czegoś nie wiem, ale, kogo pytać? AI? Nie, dziękuję… za to pośmiertne dodruki i odnajdywania starych opowiadań Mistrza są.

I są one cudowne…

Nie, to nie jest płaski świat, to raczej urocze miniatury opowiadające o miejscach i ludziach i nieludziach, magii i nauce, niemagii i zamyśleniu, życiu zywczajnym mniej lub bardziej, takim teraz i w presłości.

Ukrytym i odkrytym…

Wiecie… obrazki, co to się pojawiają w głowach tych, którzy lubią pisać, znam to, spisane, opisane, opowiedziane… czasem wybrzmiewające jakąś mądrością wieków, a czasem powodujące uśmiech, czy też zamyślenie…

Po prostu…

… pióra pociągnięcia… urocze, piękne, takie, które w was zostaną i takie, które pominiecie. Przeczytacie i tyle… gdzieś odeją i tyle…

… a inne, może was zmienią? Nie ma ich wiele, ale są ważne.

I bzy i jabłonie, a jednak pierwsza połowa maja jakaś taka chłodna. Nie żebym narzekała. W ogóle. Wprost przeciwnie. Cudownie się to czuje. Po prostu niesamowicie. Okay, słońce mnie pali, nie lubię, nie trawię, nie mogę, z czasem zdaję się uzależniać od chmur, o ciemności, szarości…

… onego otoczenia miękkiego i tak dalej.

Może to taki mój problem, ale jednak ten sezon, lato wpychające się w naturze, mediach i ogólnie mówiąc zewsząd już atakujące… już mnie męczy. A przecież to wciąż wiosna. Pewno, że jeszcze tylko miesiąc, ale jednak. Dajcie sezonom żyć. Niech sobie wybrzmiewają, niech się kręcą!

No ale… są pszczółki, bączki, kwiatki i oczywiście te cholerne syren próby… pierwsza środa maja co roku… koszmar. Nawet jak nigdy tego nie słyszałam, wciąż wiem. Na telefon sygnał, w powietrzu brzmienie… a w tym roku jeszcze cholerne F 16ście zdają się mieć jakieś podniebne gody, czy coś? Czy w ten sposób robią się małe samolociki? Serio… no nie no, rozumiem, że stacjonują tutaj i tak dalej, że wojna, ale to, a każym razem chowam się pod stołem i oczekuję bomby…

Dlaczego?

Bo w szopa pracza latają nisko! A to rozpierdziela mózg.

Na Wyspie żyjąc, szczególnie poza latem, jakoś tak człowiek odskakuje od reszty świata. I jest to całkiem naturalne. Zwyczajne. Postawiona bariera ekologiczna jest widoczna, działająca, czasem przerażająca, czasem otulająca. Tłumacząca, dlaczego mieszkają tutaj akurat tacy luie, a nie inni. Ci, którzy próbują tutaj wielkich biznesów i chcą zmienić wszystko, kończą kiepsko… Mam teorię roku i trzech lat, jak przechodzą przez te dwa okresy, to potem jest jeszcze trzeci…

Ale to moja teoria.

Która się sprawdza, więc…

… więc nie będę zdradzać, nadal prowazę badania, ale jednego jestem pewna. Tutaj ludzi nie da się zmienić. Oni tutaj są, jacy są, my tutaj jesteśmy z określonego powodu i tyle. Jesteśmy, jacy jesteśmy i tyle. Inni? Dziwni może? Nie wiem… nie jestem już człowiekiem z zewnątrz, więc…

Nie wiem nawet jakie to mamy wady?

Przeglądając, tak z innej beczki, internetowe filmy onych ekspatów, jak to się wielu określa, zauważam tendencję tytułów: co mi się nie podoba tutaj… i tak jakoś, tego nie rozumiem. Po kiego jesteś w miejscu, które ci nie przypasiło? Bo ono jest modne, czy coś? Bo jeżeli chodzi o mnie… to ja, tutaj, poczułam się w końcu w domu, nie mam czegoś, czego nie lubię. Ludzie wszędzie są i dobry i źli, więc trudno wymyślać coś w tej dziedzinie… prawo, cóż, to prawo, polegasz mu, zgadzasz się z tym i tyle. Musisz, chyba, że chcesz wylecieć stąd. Tak jest wszędzie, prawo to prawo i tyle. Plusy i minusy są wszędzie… chyba… Czy wyobrażam sobie mieszkać gieś indziej?

Nie… nie wiem… chyba?

Nie?

Może?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.