Pan Tealight i Kociołek…

„Czarny, na nóżkach, ale bez bucików.

Dziwnie niewielkich nóżkach, ale z onymi pazurkami, z całą fascynującą komplikacją kości i skóry, która się nośnym częściom ciała przydarza, ale jednak, no wiecie, że też mu zimno nie było… znaczy przydarza się i one osobniki chodzą, biegają, maszerują, skradają się czy nawet uciekają, ale… dlaczego bez butów?

Właściwie, przecież te buty są takie nieobowiązkowe.

Może chodziło o pewnego rodzzaju naturyzm, a może brak czucia, chociaż jak drapnął jedną z Wiedźm z Piecyka, to było takie ajwaj, że cała Wyspa słyszała i kraje dookolne. Niektórzy nawet mówili, że jakieś wstrząsy były odczuwalne, czy coś… no cóż, co kraj to wytłumaczenia, a tutaj ino ałka. Zabandażowali, dali plasterek z kucykiem, tak, to jedna z TYCH Wiedźm… i zapomnieli o tym.

Potem wiele rzeczy się wydarzyło, ale to już inna sprawa.

Inna.

Co do Kociołka, to był gotowy. Naprawdę. I bardzo zadowolony, że Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki Pomordowane go w końcu znalazła. Jakoś na tych małych trzech nóżkach trudno mu się chodziło, wiecie, i stąd te pytania o buty, bo gdyby były… ale lepiej nie wspominać, zaraz robiło się dziwnie…

Drażliwy.

Wiedźmie Wronie to nie przeszkadzało.

W ogóle…

… dlatego tak do siebie pasowali. Tak dziwnie, mocno… chociaż był czarny, nie kobaltowy, to jednak, od razu było wiadomo jak połączyć kropki.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Śmierć mrocznego lorda” –  … tia… takie stare fantasy. Wiecie, w takim typie, jak to rewiej pisano. Jak to niegdyś się czytało. Powieść niewielka, nowela właściwie pisarki znanecj z cyklu o Anicie Blake, światach w tym świecie, światach równoległych, wróżkach, czarach, magii…

Tym razem znajdujemy się w nie do końca określonej prestrzeni, ale określonym mieście, gdzie żyje dość specyficzna „rodzina”. Bardziej zlepek ludzi, którzy mają swoje uprzedzenia, traumy, umiejętności, których charakteryzuje to, w jaki sposób przetrwali swoje dotychczasowe życie, ale nie tylko… też i niechęć w kierunku…

Magii.

Ale oczywiście ona familia, to nie jedyne osoby, które poznajemy… jest ono dobro i zło, są siły, którym można się poddać lub z nimi walczyć, oraz świat, może lekko tchnący przeszłością, może i prawie wiktoriański, może nawet wcześniejszy… no i ta okładka… nie no, to wszystko to takie lata dziewięćdziesiąte…

… i niestety w onej gorszej odmianie.

No co?

Ksiąka jest po prostu kiepska. Od razu wiadomo co i jak, dialogi są sztywne, sztampa, wszelaka nagminność występowania tego, co niepotrzebne, durnych wypełniaczy zamiast podać nam bardziej na tacy bohaterów. Ale… jednak jakoś tak, wiecie,  sentymentu… zabawne to było. Nie żeby to była komedia, chodzi racej o fabułę, o oną historię, której tak naprawdę… nie ma. Znaczy jest, ale jakoś tak nie ma. Jakoś tak została wypłukana, iż choć wiemy, co ma się stać, od pierwszych stron, to jakoś i guzik nas obchodzi, a przecież powinniśmy coś czuć…

… więc niezbyt polecam, ale jak ktoś lubi liznąć onej zeszłowiecznej, ale nie klasycznej, przeszłości fantasy, można poczytać… taki to trochę, z jenej strony niewykorzystany potencjał, z drugiej tragedia.

W ramach podróży poślubnej, wieki temu, polecieliśmy na Ibię i tak, oczywiście, że powiązałam to z pracą, ale się nie liczy, bo skarabeusze, archeologia i tak dalej… po co gdzieś jechać jak nie ma staroci? No weźcie no, nie można tak. Ja nie umiem leżeć na jakiejś plaży i nicnierobić. Nie potrafię i uważam to za marnotrastwo wszystkiego. I tak, jak czytam też czasem chodzę, lub stoję… No jak nie , jak tak. LOL Pionizacja to fajna sprawa, a czasem można i dwa w jednym osiągnąć…

Ale…

Polecieliśmy na Ibizę…

Taka tam podróż poślubna, jak człowiek po ślubie już był dwa lata chyba, a i studenci kasy na podróże nie mają, ale wiecie, człowiek był w tym dziwnym świecie i ten świat mnie przeraził jeśli chodzi o oną plażowość, gołych ludzi, jakoś ona golizna tam jest inna, no nie wiem… tutaj przecież… ale, dygresja… chodzi mi o to, iż jeszcze w wieku zeszłym Baleary były częściowo chronione jako park narodowy, czy coś w ten deseń. Wiadomo, iż Ibiza miała być imprezowa, że cała reszta też, ale pewne wyspy, elementy ich… można było tam być tylko przez kilka godzin.

Sporadycznie zanocować… po chmurką.

Teraz człek patrzy, a tam wszędzie ludzie!!! Nosz zrozumcie moje zgorszenie oną ludzką durnością. A miało być tak pięknie, ale… o co chodzi i do czego nieudolnie kręcąc zmierzam, a o to, by mieszkali na Balearach, wiecie, ci co tam naprawdę mieszkają, a nie ino kurna wille bogatych przyjednych…

Poobno mają zmieniać prawo i tak mi się skojarzyło z Wyspą

Bo mamy problem.

Problemem są oczywiście bogaci, co to pokupili domy, a teraz nie wiedzą jak to umiejętnie sprzedać czy też podnajać, ale w miarę legalnie. Okna puste, ciemne i ściany niezabane, już nie malowane raz w roku, nie bielone, nie ółcone, straszą… kiedyś tak nie było, wiadomo, wsystko się zmienia, ale to…

Koleś, który pół Gudhjem wykupił oberwał z karmy, ale wiecie jak to jest z tymi kasiastymi, na pewno się wygrzebie… a ty wykły człowieku co chces tutaj mieszkać nie możes łatwo nabyć posesji w znośnej cenia, chociaż… Jak usłyszałam ile kosztuje mieskanie w mieście, to po prostu… tutaj za taką cenę dom z ogródkiem! No ale… co miasto, a co pustkowie, pewnie dla wielu depresyjne… jednym odpowiada powietre świeże, morze, widoki i takie tam, a inni mogą mieszkać z kimś okno w okno.

No więc…

… jak już kiedyś pisałam mamy ono prawo, w niektórych miejscach Wyspy, iż kupić można wyłącznie domy. W znaczeniu trza tam mieszkać cały rok i tyle, gotować tam i srać, a jeszce najlepiej dzieci robić. Nie żadne tam sommerhusy – choć tam dzieci chyba też wychodzą, co nie? Nie wiem, nie próbowałam… Nie że kupujecie coś, co wynajmiecie i tak dalej… jednym z takich miejsc jest właśnie Gudhjem, ale jak masz kasę, wsio można wyminąć. Problemem jest też zauważalny i dla mnie bardzo dziwny kult milionerów-miliarderów, czy jak to ich teraz zwą.

Wiecie, tych, co mają…

I teraz koleś ma, właściwie nie wiadomo po co mu, pewno, jak to hotele, to firma działa, przynosi zyski, ale robienie z domów knajp, nie tutaj! I po protestach, oraz biciu tych, co protestowali prez wyznawców konsumpcjonizmu miejscowego, tudzież mających w dupie spokój jakowyś codzienności… bo przecież to jest tak, że oczywiście, to jest miejsce turystyczne, ale nie przez cały rok. Zresztą, nawet w miejscu turystycznym, a jeszcze tak bliskim naturze powinny być mocniejsze obostrzenia pomagajace miejscowym, bo bez miejscowych to wsio się zapadnie i zgnije…

Ale…

No właśnie… w Danii każde obostrzenie ma swoją cenę… niestety.

I wielu na obejście go stać.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.