Pan Tealight i Listonosz…

„Był nim…

… jakowymś akronimem wydłużonym, apokryfem i apodyktycznością.

I wymysłem był, a raczej Wymysłem, dziełem tożsamości Wiedźmy Wrony Pożartej Przez Ksiąki Pomordowane. Umęczonej i wkurwionej. Smutnej, ale jednak… niby nie chce się już jej walczyć, ale czuć krew… zbyt często czuć było oną krew. Krew zaskoczoną, że ktoś jej pozwolił umknąć z żył i tętnic, nagle oszołomioną ofiarowaną wolnością… krew dostarczycieli, krew „naglesiępojawiających”, krew obcych… choć czasem i tych, częściowo możnaby rzec, znajomych…

Ale tylko czasem.

Listonoszy…

Pewnego dnia, już trochę czasu upłyniętego temu, Wiedźma Wrona stworzyła sobie mit, herosa Listonosza, z pyłu i łez, potrzeby lizania znaczków i onego oczekiwania na coś, o czym się nie wie, a co nie jest rachunkiem, wieścią złą, czy czymś niechcianym… Listonosza Herkulesa. Ale nie takiego wielkiego, w końcu Wyspa nie była ggantycna, więc… no i musiał się mieścić w tych wąskich uliczkach, małych domkach, dziwnie nieforemnych drzwiach…

Podglądać przez okna, ale też, być niewidzialnym, gdy trzeba było…

… coś niewidzieć, a nie widzieć i bablać… jednak też być, gdyby coś było nietak, i adiaałać. Nie tylko wpychać ulotki i gaetki w otworki, ale przede wszystkim naprawdę dbać o listy i paczki, umieć z nimi interesująco rozmawiać i nosić je wygodnie, by się po prostu nie zaginały im rogi i tak dalej…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Szukaj mnie” – nie … Nosz kurce nie wiem, ale nie.

Może to dlatego, iż takie opowieści już były, może trafiłam na zbyt wiele onych historii mówiących o tych, które przetrwały, a może to ona przewidywalność? Nie wiem, ale strasznie ciężko mi się czytało ten tom, a stałam się lekką fanatyczką autorki. Lekką… w końcu jeszcze trochę tomów przede mną. LOL

Przede wszystkim to jedna z tych książek, gdzie nie mamy określonego głównego bohatera. Zaczynamy się gubić, ani jedna ani druga strona nie doprowadza wsystkiego do końca, nagle orientujemy się, iż jest precież jeszcze ta trzecia i już jest po ptakach. I nie, historia nie jest zła, raczej, dziwnie znajoma, z pierwszych stron gazet… o zamordowanej rodzinie, poszukiwaniu sprawcy i zaginionej dziewczynie, która mogła, ale nie musiała, jednak mogła… cóż, wielu tutaj sprawców oraz kryjąca się pod zbrodnią krwawa opowieść o zbrodniach umykających oczom opieki społecznej, o nienawiści dzieci wobec dzieci, o onej… przemocy, która naznacza, ale jest cicha, wstydliwa…

… która zostaje na zawsze w dorosłych…

To niesmowite i trudne tematy, ale rozbicie ich na tyle podmiotów spłaszczyło je… Zbyt wiele tutaj glin i oskarżycieli, a ofiary, i tak nie mają się komu wygadać… jednak wciąż warto. W końcu, trzeba pozwolić tym, które przetrwały opowiedzieć swoje historie. Trzeba im pozwolić żyć…

… inaczej…

Z cyklu przeczytane: „Czyste zło” – … mocna i niesamowita… Pokrętna i dziwnie niestabilna, lekko niedopisana, jakby rozłażąca się w swach, a jednak wciągająca powieść. Zbrodnia i zbrodnie, poszukiwany i ta, która ocalała.

Stare rany i nowe…

Pamięć…

Ta powieść to przykład pewnego problemu, który ma autorka, czyli wprowadzania nadmiernej ilości właściwie głównych bohaterów. Tutaj dałoby się powieść uratować, jeśli ocalała i komputerowiec byli by trochę odsunięci w czasie, gdyby tylko jedna policjantka dowodziła wszystkim, oraz ona, Bonita… jej przeszłość milcząca, ale brzmiąca, tajemnice… albo, gdyby ksiąka była zwykłym większym tomiszczem, jednak w dzisiejszych czasach, kto je jeszcze czyta poza mną… Trochę szkoda zmarnowanego potencjału, bo gdybyśmy mieli okazję obserwować ewolucję pary osobno, ich odczucia, w innym tomie, mogłaby być z tego niezła historia, a tak mamy zbyt wiele onych kluchów w zupie i rosołku nie widać, ale… i tak jest niesamowicie. Serio, czepiam się, ale tutaj tak mogłoby być doskonale… mamy cudowne osobowości, mamy tajemnice z przeszłości, oraz, jak to często bywa, tych dobrych, co to się okazują szmatami największymi… i kości wołające o przywrócenie im imion, które kiedyś nosiły…

Niesamowita…

Z jednej strony ocalała, z drugiej ofiara, z trzeciej organy władzy, a z czwartej czytelnik, który ma taką wielką ochotę zwyczajnie wziąć patelnię i przypi… no wiecie, temu łemu. Bo jakoś tak swędzą palce… praca antropologa, detektywa, sekrety małych społeczności i kolejności dziobania w nich…. intrygujące!

No tak…

Przyznaję, iż widząc, podczas ostatniego naszego powrotu na Wyspę, z onego tam wiecie kontynentu, gromadę zniewolnonych, elektrycznych, niebieściutkich pojazdów pocztowych, poczułam jakiś dziwny i przemożny smutek. Oną jakowąś, może romantyowaną teraz, tęsknotę i pożałowanie dla onych maszyn, tak dziwnie cichych, co to człowieka często zajeżdżały od tyłu, by tylko wręczyć mu paczkę, gdy to z lękiem, przerażony, wystrasony do onych granic oną nagłością spojawienia się i maszyny i obcego, diwnego, wrednego nader mocno, całowieka, grzebał właśnie w onej swojej ziemi, i oną brudną wielce i upierniczoną robaczywą śliwką rękawiczką, przejechał sobie po czole, z zaskoczenia, czy też może w obronnym ruchu…

No nie wiem, ale to poczułam…

W życiu jednak bym nie pomyślała, że zobaczę ogłoszenie w gazecie, iż u nas listonoszy poszukują! U nas, w swiecie, gdzie kurna pocztę likwidują? Gdzie w ogóle podobno poczta przetrwała tak długo, bo te tam wiecie, no, jak się one zwą, organizacje i związki mają, więc jakoś udało im się to forsować…

Pracować?

… więc o co chodzi?

Wiadomo, że listy będą doręczane ino do końca roku, tak restą w ogoszeniu stoi, e mają doręczać packi, i listy, jednak te drugie ino do końca 2025… czyli całkiem niedługo… ekhm… a resztę, to potem, no wiadomo…

… będzie jak będzie.

Nie wiem co będzie…

… właściwie, przyznaję, mam wątpliwości jeśli chodzi o to, co było, a nawet, co dzieje się teraz, więc… może by tak błoga nieświadomość, błogość błogości w onej jesiennej nieszarości? No tak, wielu opowiada, że Dania, to taki szary kraj, a u nas to kurna cholerne słonko i słonko. Nosz kurde no!!!

Wiem… zapewne jestem odosobniona w tej opinii, ale kocham szare dni, siąpanie deszcu i tak dalej. Chmury, światło, które jest, ale i go nie ma niby. Coś takiego, no wiecie, hygge. Nadmierna ilość słońca naprawdę doprowadza mnie do szału, ale, na moje szczęście, noce i szarości wieczorne powróciły, więc w końcu mamy jakąś tam ciemność. Hurra!!! Jak co roku człowiek może odpocząć od ciągłej jasności…

Tak, można być zmęczonym jasnością.

Tak, nie rozumiem ludzi wyjeżdających, szczególnie latem, w tak zwane ciepłe kraje… no wiecie, mogę nie rozumieć, umiem to wyjaśnić – szaleństwo – ale nie muszę tego rozumieć. Tym bardziej, iż narzekają na upały…

LOL

I tak… czas na więcej świeczek!!!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.