„Coś się nowego, dziwnego i przerażającego, działo z człekokstałtnymi…
Z onymi ludźmi, człowiekami, mędrcami co to mieli być… geniuszami i tworzycielami, ulepszaczami i marzycielami, tymi, co czują i cierpienie przekuwają w piękno… etiudami i operetkami, fraszkami i sonetami… coś z nimi było nie tak, choć w głębi siebie, w onej przepastności szarości uspokajającej, choć i nadmiernie skomplikowanej, Pan Tealight od zawsze uważał, iż zwyczajnie…
Byli felerni.
I to zaskakująco bezwględnie…
Ale teraz, jakby po tych wszystkich eonach, dziwnie byłoby zaczynać sprawę od początku, więc żyli, byli i wkurwiali wszelakie byty. Zapomnieli już dawno, iż nie mieszkają tutaj sami. Jakoś tak, z dziwną, oszałamiającą go łatwością… poza nią oczywiście. Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki Pomordowane nadrbiała za wsystkich, a przynajmniej, zdawało się, i próbuje…
… i ginie prez to…
Dobrze, tak naprawdę acynał myśleć, że nie jest człowiekiem…”
(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Czasem, spoglądając na wszystko z góry swojego domku na kryształowej górze otoczonej różami, kurna różami i głogiem, no płot all naturell, nie do przebicia… ale… Czasem, spoglądając na pola w oddali, morze, trochę bliżej, drogę, dachy nielicznych budynków, czy jak teraz, kolejkę dziwnie zaparkowanych aut, bo w Melsted mamy dziś dzień jabłkowy, 28my września chyba… już nie wiem, co to znaczy, więc, sorry, ale nawet nie jestem zainteresowana mieszaniem się z tłumami… Wróć, tym, to nigdy nie jestem zainteresowana…
Tłumy.
Koszmar!!!
Jednak…
Czasem, spoglądając na to wszystko, moe i ze skały, tu nad morzem, gdzie w dole mewy wrzeszczą, mniej, bo to już po gniazdowaniu, lenistwo się włącza, obsrywanie wszystkiego, morze się jak zawsze, nawet, gdy mało ruchawe, bije ze skałami, i przegrywa, ale i wygrywa, wygrywając swą melodię oraz tworząc zmiany… kształtując skały na swoje widzimisięstwo… więc tak się gapię onymi na wpół ślepymi ślepiami i dochodzę do wniosku, że gdy się mnie pytają: jak to jest żyć na Wyspie, to jedyną, prawdziwą odpowiedzią jest, iż nie wiem.
Nie wiem pojęcia.
Już… nie mam porównania…

Niby człowiek pamięta oną przesłość miastową, ale świat się zmienił, skomputeryzował, żarcie dostarczają pod drzwi i nie tylko żarcie… widzicie, wyniosłam się z dużego miasta prawie 20 lat temu. To dla niektórych całe, dotychczasowe, życie… i to już prawie dorosłe, więc… nie wiem, tak naprawdę nie mam pojęcia o tym, jak to świat wygląda teraz. Dla onej większości świata, co to podobno klnie na dostarczycieli żywności, rybne buły w McDonaldie i tym podobne…
Nie wiem.
Nie mam pojęcia, co odpowiedzieć na pytania w stylu: jakie są rónie… Dla mnie nie ma różnic, zwyczajnie i tu i tam wstajesz i kładziesz się, srasz i sikasz jesz i jęczysz na niskie zarobki… zmagasz się z codziennością, popatrzysz sobie w morze, a potem z powrotem użerać się z podatkami, samochodem, który nagle postanowił wyzionąć ducha… tak, tutaj, gdy auto już nie przechodzi badań sezonowych, to niestety, umiera… zostaje zesłane na złom. A pamiętajcie, w Danii się płaci za samochód dwa razy prawie!
Ból!!!
Ale Nutek…
Ot tak, po prostu.
Żadnego tam remontu, znaczy można, ale wiecie, czy to się opłaca? I to jeszcze jeździć ze strachem, że podłoga solą przeżarta, morzem zjechana może odpaść na pędzisosie w Szwecji, i staniecie się elementem kreskówki widzianej za dzieciaka… kto to był? Pluto? Chyba on… a może nie, może Donald…
… ech…
I już nie mówmy o poczcie… ostatnią przesyłkę to nawet nie wiem kto dostarczył. Jakiś dziwny samochód bez oznaczeń…

