„Bo wiecie, on miał z nią pewien…
… znaczy miał do niej stosunek, znaczy… wielu wolało o tym nie myśleć, bo te igły… ała! Wolało jakoś tak nie używać wyobraźni i tak dalej, wolało, po prostu odsuwać od siebie i myśl i jakąś tam łechcącą ciekawość, no jakoś tak… wiecie, jak to nie myśli się o tym, co robią rodzice za nie do końca zamkniętymi drzwiami, jakoś tak, lepiej nie, po prostu, jeśli chce się utrzymać żołądkowe treści, lepiej jakoś tak jest.
Nie myśleć…
Ale jednak to łechotało.
Gdzieś pod skórą…
Ta cała historia. Jej ciało na Poddaszu… Już nie na samym Strychu, od kiedy zamieskał tam Zaskórnik. Nie dogadywali się, a i ona nie chciała jakoś tak być zbyt blisko nieba, więc wybrałą Poddasze. Niewielkie pomieszczenie: ocienione, osłonione, całkowicie pozbawione kurzu, jakby one szarawe kłaczki odczuwały niechęć, czy nawet strach na samą myśl o niej. Nie wchodził tam ni brud, nie zaglądały promienie słońca, a niewielkie światło, które pełgało po ścianach byo tak nieuchwytne, iż odnalezienie jego źródła było kompletnie niemoliwe. Kompletnie!
… żyła… wiedzieli, iż wciąż była żywa. Ale czy naprawdę żyła, zresztą, jakoś tak, no po prostu na roum chłopski… po tak długim odcinku czasu, jej obecność była zaskakująca. One pojawiające się czasem na niej czy pod nią igły, zwykła, codzienna brązowawa cielesność, naga i dziwnie odarta z błyskotek życia… nie, woleli nie myśleć co Pan Tealight z nią robił. O czym rozmawiali, i czy on sam, naprawdę i rzeczywiście ją sobie ubierał…
Czasem… gdy chciała?
Nie tylko w sezonie?”
(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Slik i medale… oraz nieczytanie.
Czyli duńskość w pełni swej definicji znaczy, tak się wydaje. Znaczy, naprawdę znaczy… bo widzicie, nawet w okresie pandemii nie zewolono na pełne amknięcie dostępu Duńcykom do cukierków, że tak ujmę, na wagę… znaczy onych alejek sporych, pełnych wszelakich gumiżelków, lakridsów, żelkopodobnych specjałów cukrem osypanych i jeszcze innych tam, no sorry, nie jestem użytkownikiem.
Po prostu, trochę mnie to obrzydza, a po drugie, no zęby no…
… cenię sobie swoje! Własne! I w ogóle czuję do nich mocne przywiązanie, więc… no więc, nie pociągają mnie. Wiem, iż może być to problematyczne jeśli chodzi o mą własną Duńskość… ale z kawą i procentami też mam problem. No co? Papierosy też nie dla mnie. I pewno medale… A jeśli o nie chodzi, to afera jest. Taka wiecie, jeszcze jesienna, otóż partia obecnie władająca ma w zapiskach swych, że nie przyjmuje odznaczeń od koronowanych i ogólnie nimi pogardza, a teraz pani premierowa, co to znana jest z języka obraźliwego i tak dalej, no chce onego orderu i pewnie go dostanie, czy już dostała… kurna, kiedy to piszę jest afera, więc nie wiem…
Update later!
Jak nie zapomnę, iż azaliż wżdy dopadły mnie wieści o tym, że Duńczycy czytać nie ppotrafią, z pisaniem też wiecie, tak sobie, no i teraz już w ogóle nie wiem co mam myśleć. Powiecie, że to era dzieci ajpadowych, ale w reczywistości tutaj bachorki wciąż są wywalane na dwór i zmuszane do wiatrów, słoty i nasłonecznienia. Cały ten ruch odajpadowywania i ogólnie niescreenienia… mamy bardzo silny, no ale… Może to jednak dorosłym się cofa?
Przerażająca myśl…

Poza tym… ciepło.
Wkurwiająco ciepło, zimy nie ma, ogólnie mówiąc jest pogodowo strasznie.
I choć czasem ona słota i mroczność jest miodem na mą duszę, to jednak, no przecież do cholery jasnej, no ja chcę zimy!!! Zimy prawdziwej. Ze śniegiem i całą oną szronioną omastą!!! Chcę zimy!!! I Wyspa też chce. Bo wiecie, no robale się plemią koszmarnie!!! Kleszcze i tak dalej…
Ale…
Na razie zimy nie widać, dziwne, lepkie, ale i zimne powietrze męczy swoją dziwną nieświadomością kalendarza oraz możliwości. Morze się burzy, wiatry targają wszystkim i wszystkimi sprawiając, że nie wiecie, czy śnicie sny swoje, czy jednak sąsiada, albo kogoś z krain całkiem innych, dziwnych… nieznanych. Pojawiają się zapachy egzotyczne. Oczy łzawią, zatoki się zatykają, ciśnienie szaleje… No… życie na wyspie Wyspie. Tutaj tak bywa, ale jednak ima się czasem zdarzała…
Czasem częściej i mocniej, czasem…
Ciszej jest… jeśli ocywiście sąsiad nie odpala piły, coby sobie wiecie, drewienka dopiłować i kominek awalić, bo takie to tam ekologie, niby światła wyłączone, ale świeczki, ogień, nosz kurna, jeszcze narzędzia z kamienia i… auta na elektrykę. Chyba już od tak dawna nie pojmuję tego świata, iż nawet mnie to nie dziwi, gdy człowiek się tak no, wiecie, jakoś tak rozejrzy, pomyśli, poskłada piksele do kupy…
Jakoś tak…
Rok się kończy… znowu.

