Pan Tealight i Zaklejas…

Zaklejas

Kochały się w nim prawie wszystkie panny i mężatki, te zaręczone, przyrzeczone, zamotane i wszelako przyczepione do chłopów, kotów, psów i innych… co komu tam odpowiadało, znaczy do tej pory… wiecie, do kamieni, głazów, drew i krzewów, ale i mostów czy znaków drogowych. Była też jedna przyczepiona do bramki od nożnej, bo wiecie, baby też kochały piłkę… a co!

Czy mężczyzn?

A nie… on jakoś tak ino baby do siebie przywoływał… może to były feromony, może to były jakieś one duszące aromaty, a może coś z niego wyciekało, albo też i… no nie wiadomo, ale jednak, jakoś tak… chciały być z nim, przy nim, pod nim, nad nim, wszelako dookoła i w środku. Były i takie, co się z tej całej chcicy skraplały i wziewną drogą właziły, porami też… wszelako, szczerze.

Desperatki?

Może.

Ale jeżeli coś je do tego pchało? Jeśli się nie mogły po prostu oprzeć? Nie wiadomo… nie wiadomo właściwie co, ale jeśli była to siła, z którą nie mogły nawet walczyć, to… przecież są wytłumaczone.

Jak walczyć ze sobą?

Ale z nim przecież mogły…

Tylko… nie chciały.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Kroniki Jakuba Wędrowycza” – … no tak. Cały mój zapas Pilipiukowego pisarstwa mi zdechł znaczy się, no wiecie, pleśń zeżarła… wszystkie pomarły, ale znoszone były, zczytane, bo jakoś tak, to serio, w szczególności dla kogoś rodonego w lubelskim, rozrywka…

Pełna.

Jakub wygląda toćka w toćkę jak mój wujek Józek. Świętej Pamięci… świeć jego pamięci? Jak to się mówi, no mniejsza, wujek, gdziekolwiek jesteś, nie było fajnie szczypać dziewczęcia w zadek! Ale poza tym, no… powiedziałeś mi też, że za króteki ręce mam, no i dziwnie się teraz zrobiło, ale, ktokolwiek na wsi onej lubelskiej był, to wie, że i chmiel i tyczki i obwieszone liśćmi tytoniowymi chaty to niegdyś norma była… teraz to nie wiem. Bo tamtego świata już nie ma, to inna planeta…

Ale u tego pana egzorcysty dłogowiecznika z przyjaciółmi i wrogami, specyficznymi, wszystko gra i buczy. Wiadomo, sprawy się przytrafiają, powstają z nich miniaturow opowiadania i za każym mam niedosyt, że to już. Bo choć każdy żartem jakowymś, to jednak zawsze, za mało… książeczka jest niewielka, a nią postępuje cały pułk kolejnych, tak FYI… i wierzcie mi, kurde, jakby go ekraniowali, to byłoby… ekhm, niepoprawnie politycznie? Na pewno…

Co to jest?

Po pierwsze wnowienie – kolejne – pierwszej części cyklu magicznego, ale też nader uderającego w słowiańską mitologię. Mamy duchy, mamy upiory, kosmitów, robale, godille, no co tam kto tam, a poza tym wielce naprocentowanego pana, który, wierzcie mi kiedyś takich po Polsce chodziło wielu…

Inaczej wtedy było…

Wiecie, gdyby Harry Potter urodził się w wojennej Polsce, to tak by skończył… i nie byłoby mu źle!!! LOL

Massleberg, owce, Stenhuset…

No wiecie, jak już, to nie wspomnę o tym, że świąt nie będzie. Informacje o tym, że każy rezygnuje ze światełek i innych tam, nawet na Wyspie, po prostu są wszędzie. Zalewają depresją media. Przecież nie będzie lepiej… tego już… znaczy to se ne vrati! Jak już raz stwierdzą, że nie, to nie wrócą do strojenia domów, do onych, przesadzonych, przaśnych i naćkanych wszelako wystawek przed domami… Po prostu. Będzie już tak, smutno i ciemno, a pamiętajcie, że u nas ciemność to…

Ciemność.

Pełna i prawdziwa…

No ale… poza tym, że nie będzie lampek, to jeszcze zapowiadają hejt na tych, co się będą chcieli jednak choć trochę obwiesić, że prąd marnują.

Chyba się boję.

Naprawdę…

Dlatego powspominajmy sobie Massleberg. W Szwecji… u nich też problemy i koszmarki, no ale, miały być milsze wspomnienia… apomnijmy na chwilę o codzienności, pomyślmy za to o ulicach bardiej polnych, o onych trawnikach wykoszonych, polach zasianych, kurcze, ten środek Szwecji wcale nie jest taki leśny. Przerażające to trochę, no ale, nic nie zrobisz. Za to pola to pola, wiadomo, a jak pola, to i owce, znaczy łąki, a jak owce to i kupy, a że opieka nad stanowiskami archeologicnycmi w Skandynawii owcom przypadła, no wiecie, to… wdepnęłam.

Massleberg to przede wszystkim cmentarzysko z owcami.

Żywymi i nader… pragnącymi atencji, więc przeczytajcie dokładnie z karteczki gdzie i kiedy wolno je dotykać by nie poodgryzały wam dupki. Serio… no nie wiem, ale rzuciły się na nas jakbyśmy jadalni byli… a może to zombiaczki? Albo dusze tych tu pochowanych… w onych kurchanach niewielkich, przy tych kamieniach, w onych grobach naruszonych, tuż przy gospodarstwie dziwnym…

Zombie owce?

Pomijając owce, które mogą gryźć, domagać się jedzenia i ogólnie być nadmiernie tutaj i teraz wraz z wami i w ogóle… no szczerze to był jak atak, czy coś… to tak sobie pomyślałam, że te groby, widać, że naruszone, może ich i ponad 30, może i kiedyś te kamienie stały, ale teraz… Mogą sobie pisać o cmentarzysku będącym częścią świata żywych, ale jednak, cały ten pas od Masslegergu przez Jorlov był użytkowany od epoki kamienia, więc… jakoś widać musieli się pomieścić i ci co odeszli i ci, co się narodzili dopiero… pamiętać, niezapomnieć, a może…

Nie wiem…

Może ich to wkurzało, że starsi kładli im do głów jakieś mądrości – znaczy nie owcom, no ludziom no!!! Może to zmieniało świat? Poglądy… pomysły, ideologie… to co mamy teraz, to resztki, szcątki pamięci, z której próbujemy odgadnąć przeszłość i… piękne to wszystko, chociaż potem trzeba buty obskrobywać z kupy.

Dosłownie…

Ale… poza onym polem pełnym pagórków i kamieni, poza tymi owcami mamy też tak wany Stenhuset… czyli dolmen, grób kamienny w postaci stojących kamieni, na planie prostokąta z wejściem, nakryty ogromnym głazem. Ten tym bardziej intrygujący, że nie dość, że niezbadany, to neolityczny.

No piękny!!!

Po prostu… do tego ten wstęp do jesieni w powietrzu… pomijamy fakt, że sobie lekko nogę skręciłam na onych polnych wądołach… ech, no jak w przeszłości, gdyby nie te stojące samochody i traktor w oddali.

Jak zawsze mówię, że ino zabawki się ludziom zmieniają… reszta ta sama.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.