Pan Tealight i Całkiem Niespójny Mostek…

Mostek był wąski i chwiejny w swych przekraczających brzegi i tonie uczuciach, aczkolwiek lubił swoją pracę. Tą moc łączenia ziemi, uskakiwania falom, wpatrywania się w pędzącą gdzieś wodę i stałość. Stałość bycia sobą. Nie ruszania się nigdzie, bycia podróżą dla innych. Dla liści jesienią, płatków wiosną, śniegów zimą, a latem czasu wygrzewania… Ale chodzenia po sobie Mostek nie tolerował. Pochodził z rodu Niespójnych, tych z dziurami, gdzie każda deska mogła być tylko sobą. Matka nadała mu imię Chwiejny, ale w szkole miał problemy z matematyką, więc któż by o tym pamiętał. Został Całkiem! Dla kuzynów ze wschodu i z zachodu, północy i południa.

Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki spacerami zaszczycała świat sporadyczne, zresztą więcej by Wyspa nie zniosła. Mostków się bała. Lekko panicznie. Oblewała się potem na samą myśl o przekraczaniu jakiegokolwiek cieku. Nawet szamba wyczuwała… znaczy z daleka. Ale tym razem, drepcąc w pilne odwiedziny ku Wodospadziej Płynności, musiała przez nie przejść. Pierwszy pokonała na czworaka, drugi piszcząc, ale trzeci powitał ją takimi wrzaskami i jękami, że stanęła zaszokowana. Mostek przed nią był mikry i wąski, pozbawiony barierki wprost nagi. Gdyby nie ścielące się na nim kolorowe liście byłoby to czyste rzeczne porno. A na dodatek ten się darł, znaczy nie w szwach ino darł. Darł jak opętany. Wrzeszczał, jęczał i… Wiedźma Wrona zmrużyła ślepia – czyżby łkał? Już miała postawić na nim stopę – zwykle zaczynała od prawej, nie inaczej i teraz – ale coś ją odepchnęło. Jakby anorektyczny drewniak sprzeciwiał się wiedźmowej stopie. Jak śmiał! Stopa poczuła się urażona i kopnęła wredniaka w pieniek. Ten jej oddał, do prawej dołączyła lewa, a liście latały w powietrzu…

Wiedźma Wrona spokojnie i dziwnie znudzona pozwalała miatać swoją resztą ciała po wilgotnej, błotnistej powierzchni. W pewnym momencie nawet westchnęła, ale postanowiła przeczekać.

Wieczorem zaniepokojny Chowaniec znalazł ją pożywiającą się grubym tomiszczem w rzece. Brudną i mokrą. Bardzo bliską wybuchu. Postanowił nie podpalać lontu… po prostu od razu powiedział „przepraszam”.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Oto i Mostek! Naprawdę wąski! Naprawdę niespójny i naprawdę niepewny swej mocy… ZUO!!! Nawet przechylony taki i śliski… założymy się, że on żyje? Rankiem zwija się, nocą rozwija i pełznie w nieznane.

Z cyklu przeczytane: „Srebro” – opowieść o spisku i sprawiedliwości… tej religijnej, dziwnie pojmowanej. Grupa zbawców świata, kontra grupa szpiegów, do których kraje się nie przyznają. Czyli gromada osobowości z tej ziemi, osobowości z przeszłością, niby silnych, a jednak… wrażliwce z nich. Gdy trzynaście osób staje w płomieniach w trzynastu miastach, to oni mają zapobiec… apokalipsie. Powstrzymać potomków… Judasza Iskarioty! Tak. Cóż podobnie jak Maria Magdalena i Judasz ostatnimi czasu doznali pewnego zbawienia i zmycia win. Pewno przedawnienie, czy coś.

Książka ujdzie w tłoku, choć szczerze przyznaję, że ile można ten sam temat wałkować!!! I to zakończenie? Serio?

Recenzja: „Twój cień” i „Namiestniczka”.

Na Wyspie może kilka dni temu padała jedna śnieżynka na kilometr kwadratowy… poza tym, tylko od czasu do czasu, trafia się milusi lodowy otulacz trawek. Trzeba przyznać, że taki szronik na źdźbłach jest przeuroczy, ale leżenie przez godzinę i moknięcie nie jest wskazane dla starych wiedźmowych kości…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz