Pożartej Przez Książki jadłospisy…

Brutalnie sobie właśnie uświadomiłam, że ja wcale nie czytam bo lubię!

Gorzej!!!

Ja nie czytam bo to fajne, bo z książką człowiek wygląda jakoś tak lepiej, seksowniej i w ogóle ta wiecie no… yntelygencyja 🙂 się uwidacznia.

Nie czytam dlatego, że w trudnym czasie książka może stanowić czynnik obronny, a jej zawartość ułatwiać porozumienie – tudzież utrudniać, w zależności od tego, z kim przyjdzie nam gadać. No i z książek takie zarębiste piramidki i murki można ustawiać…

Nie czytam nawet dlatego, iż książki mają jeden z najbardziej zajebiaszczych zapachów z całego świata aromatów!!!

JA CZYTAM BO KURDE MUSZĘ, NO NIE WIDZĘ INNEJ OPCJI NIŻ CZYTANIE!!!

I oto dowód na to jaka wiedźma moze być totalnie monotematyczna. Na szczęście książki monotematyczne nie są! Tomik na dziś to świetnie pachnący i magiczny troszkę: „Hakus pokus” autorstwa Katarzyny Leżeńskiej i Darka Milewskiego, Wydawnictwo Prószyński i Ska. Podobno jest to opowieść o internecie, uczuciach, śledztwie oraz uczciwości. Czyli coś jak najbardziej na czasie… na dodatek w rolach głównych występują: „uciekinierka sprzed ołtarza” i „haker”, niedługo były posiadacz żony transseksualnej, któremu marzy się „reset” 🙂 Ech! Gdyby tak czasem można po prostu kliknąć gdzieś w sobie RESET? Hmmm… dostałam, więc niedługo recenzja. Szczególnie w przypadku dinozaura komputerowego – czytaj: Pożarta Przez Książki – to będzie wyzwanie.

No i wiecie, pożeranie książek, to jest zwyczajnie najbardziej ekscytująca rzecz – czynność – na świecie!!!

PS. ZA TO BARDZO NIEMIŁĄ NIESPODZIANKĘ ZROBIŁO MI WYDAWNICTWO DEBIT – jakoś mam taką manię, że czytam regulaminy, a tutaj go nie było, więc o co chodzi? internet jest ponadkrajowy – KSIĄŻKI NIE BĘDZIE. „Miasto Pożeraczy Deszczu”… cóż jest mi po prostu smutno, pomijając fakt, że czuję się nie tylko jak dziecko najgorszego boga, ale też jakieś pomiotło, co to siedzi za granicą, no i jeszcze śmiało brać udział w konkursie. Oj wiem, przecież i tak mi nikt nie uwierzy, że nie sypiam na kozetce z kasy!!! Nie wyjechałam „za chlebem”, jestem biedna. To nie powód do dumy, ale też nie powód, by człowiekowi psuć dzień!!!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | 2 komentarze

Diobły i Utopce, czyli tłok u Pożartej…

Problem się pojawia taki większy, znaczy się w rozmiarze, gdy nagle to co przeczytane się… staje. No wiecie tak elajf i w ogóle namacalnie żywe! Mam chochlika pisarskiego i Admin się do niego przyzwyczaił – chyba? Nadmiar pluszaków też go nie rusza, książki wiadomo… taki ekosystem, ale jak Utopiec zobjawił się w łazience zauważyłam u niego dziwne tiki nerwowe. Dlatego o Diobłach to mu nie mówię… na razie. Sam w końcu się domyśli, że tamten róg pokoju, który uznawał za swój, jest taki trochę… odmienny w stanie diablego skupienia.

Co ja na to poradzę, że mam trudności z odmawianiem 🙂

Poznajcie Pentagramka. Przybył dzisiaj. To mój pierwszy cudowny prezent od Rysi. Kochana człowieka ta Rysia 😉 Zresztą większość Was o tym wie, bo możliwe, że czytaliście „Sosnowe dziedzictwo”. Nieskromnie powiem, że kurcze ma się takie znajomości, że głowa mała 🙂 I to na dodatek okraszone Mieszanką Wedlowską, Truflami i Torcikiem Wedlowskim.

DZIĘKUJĘ!!!

Ale dziś poczta była nader łaskawa i przyniosła też najnowszą powieść Ani Klejzerowicz „Cień gejszy”. Akurat bohatera tej powieści, o zachwycającej okładce stworzonej przez Czartart, poznać mogliście czytając „Sąd ostateczny”. Tak tak tak!!! Emil Żądło powraca!!!

Trzeba przyznać, że Wydawnictwo Replika naprawdę się postarało wydając tę powieść. Pachnie oszałamiająco! a tutaj możecie ją wygrać.

Tutaj co o książce już napisano – Zbrodnia w Bibliotece.

Ale mam jeszcze zaległości, bo konkursowe, wygrane pozycje przybyły!!! Po pierwsze też ślicznie wydana „Villa Mirabella” by Peter Pezzelli od amazonka.pl – zdobyczna za recenzje.

I coś całkiem z innej bajki. Tak naprawdę! Książka od TMC, za dziwny wierszykowy konkurs – „The Choice” by Nicholas Sparks.

Do urodzin zostało niecałe 3 dni… tik tak, tik tak, tik tak… stuku puku leci sobie czas, w kulki chyba? 😉

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Wymieranie…

Książki nie umierają, a nawet jeżeli którejś przydarzy się wypadek, to przy dzisiejszej manii kopiowania łatwo o reinkarnację. Taka książka szybko łapie starego ducha, unoszącego się w cząsteczkach nad tymi, na których owa książka miała wpływ.

Których zmieniła, odnowiła, lub przytłoczyła. Gdzie jej strony znalazły odpowiednie palce i oczy, otumaniły zapachem, otuliły słowami… wzajemne oddziaływanie wpłynęło na obydwoje. Książkę i czytelnika… w końcu jak to był zombie, też się liczy. Taki sobie czarny humor, grobowy rechot.

Ludzie odchodzą.

To głupie i dziwne uczucie, gdy nagle tzw. rodzinę krwi można policzyć na palcach jednej ręki. Człowiek czuje się specyficznie niepełny, nie tyle samotny, co oszukany! Będę pamiętać, ale czy owa pamięć nie przynosi więcej bólu niż… no właśnie co z tą pamięcią? Tymi obrazami tłoczącycymi się pod czaszką, ożywającymi gdy zamykam oczy… zapachami, smakami, głosami, one nie odchodzą. Te książki – niespisane często życia innych – pozostają w mojej książce. Stają się kolejnym rozdziałem, jątrzącą raną.

Fantomowym uczuciem.

Zapamiętam te cholerne dołeczki, które wskakiwały gdy się uśmiechał, zagubienie, hiacynty… kilka rozmów, zyt szybkie dorastanie i to, że gdy się poznaliśmy przez tak długi czas byłam dla niego za mała na rozmowę 😉

Wiem co zrobił. On po prostu poszedł do Babci. Pewnie ugotowała zupę, niech zgadnę: POMIDOROWA? A może tym razem pizza? I te jej ciasta, szczyt prostoty maksimum smaku i masa kajmakowa jakiej nie umie nikt… Czy gdziekolwiek to jest będą się dobrze bawić?

I kiedy ja sama to sprawdzę?

W piątek 18 marca 2011 roku po raz pierwszy wygooglałam śmierć. Nie chcę nawet myśleć o bólu jakiego doświadczają i doświadczą jeszcze Ci, którzy zostali… cóż, ja też.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Motto Pożartej Przez Książki…

Chowając nogi pod kołdrę, wierząc, że w szafach, we wszystkich kątach, w cieniach i pod łóżkami kryją się złe stwory i wszelakie demony… Powiem Wam jedno: ŻYĆ ZNACZY CZYTAĆ!!! I wiem, że wielu tego nie zrozumie, wielu puknie się w czółko – ino se krzywdy nie zróbta!!! Ale dla mnie serio w deseń, no czytać się znaczy oddychać, trawić, a nawet wdalać i wydalać!!!

Nie, no oczywiście są jeszcz jakieś inne potrzeby – durna biologia! ale czytanie być musi i tyle. Inaczej mi się wena dusi, zmysły wiedźmowe szaleją, no i dochodzi do ogólnego popierdolenia tożsamości. Tożsamości, która nomen omen i tak kupy się nie trzyma od… właściwie to chyba zawsze!

Bynajmniej jak się czytać musi, to trza byc zwartym, gotowym i szykowanym na każdą okazję. I dlatego mam taki bajer. No mówię Wam gratka i cudo. Czytać można, pisać można, a i pobawić się… w doktora można 😉 No w gardło zajrzeć – ludzie, o czym Wy ciągle myślicie, nie dziwota, że jak mówię o macaniu aniołków i diabołków w celach czysto empirycznych, to dookoła takie oburzenie.

Nie wiem serio co ze mną dzisiaj, chyba to wpływ grzesznego Naczelnego pewnego 😉 albo tej wiecie… BIOLOGII 🙂

„Trudno być książką, serio i  w deseń.

Nie bacząc na kosz pełen miłych zgrzeszeń.

Trza dbać by jednak nazbyt nie zawilgnąć,

wodą nie przysiąknąć, pleśnią nie zielniąć.

Wiecie są jeszcze te kłaczki,

no i te robaczki,

dobierające się wszędzie mole…

trudno być książką, ja pinkole.

Bo jako książka mówię Wam,

życie nie regał, porządku brak!

I ci co wyżej, zawsz mają baczenie,

by tam nie zaszło Wasze mniemanie, ale może przyjmą…

mienie!”

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Księżyc i książki…

Jest coś co łączy czytanie i fakt, że Księżyc od 20 lat nie był tak blisko Ziemi i na dodatek w pełnej krasie. I nie mówię tutaj o nadmiernym owłosieniu służącym mi ostatnio za zakładki, tudzież formę ogrzewania tomów. Ani o dziwnym warkocie wydobywającym się z paszczy Admina – nazywają to zwyczajowo chrapaniem? Chodzi o pierwotny lęk, który rodził religie, wierzenia, kleił mity i legendy. Bogowie napełnieni srebrzystym blaskiem jakoś łatwiej zdobywali wiernych.

A ja wpakowałam się pomiędzy rozgrywki Wschodu i Zachodu. Mocy Przeklętych, Łowcy Dusz i Pomiotników. Tak, to przez Roberta M. Wegnera zaniedbuję co się da, byle tylko nie wyjść z książki. Choć… nie wiem czy przed zamknięciem okładki będzie to możliwe. Paskudna zazdrość kogoś, kto kocha pisanie, nie chce wydusić ze mnie, że te opowiadania są ostre. Pięknie złożone, spójne i pieruńsko wzorcowe. Intrygujące, dzielne, waleczne i dopracowane, doszlifowane do granic możliwości w tych istotnych elementach. Pieruńskie perełki fantasy… choć właściwie czy do końca? Jak można tak dobrze pisać – skręcam się z zazdrości, ale to dobre uczucie. Sprawia, że człowiek się uczy. A na tym autorze uczyć się pisania warto. Choć jakoś ma się na ową naukę czas dopiero wtedy, gdy już pozwoli sie opaść emocją. Przestanie szukać opisanego świata dookoła siebie. Wyjdzie się z opowiadanych historii… Silnych, ale i delikatnych. Opisowych, ale też niezbyt ciężkich. Wymagających, ale nie odrzucających. I wiecie co, można czytać nie znając poprzedniego tomu.

Wciąga jak bagno.

Tylko lepiej pachnie 😉

Wegner pomoże mi może – rymy nie zamierzone – gdy te moje wiedźmie zmysły tak kosmicznie mi szaleją. I gdy panicznie nie nadążam z depilacją. Pomyślałby ktoś, że ten Księżyc tyle może. Jakieśtam ciało niebieskie, twarz na kawałku skały. Dziw odbijający. Dlaczego tak mi miesza w głowie…

Czycę Go, czycę!!!

Wszystkie czycimy 😉

HAPPY OSTARA 😉 i pamiętajcie o konkursie, który wymyśliłam nakanapie.pl

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Szelesty specjalne Pożartej Przez Książki…

Czasem wchodzę w jakąś książkę tak głęboko, do końca, po wsze czasy, głębiny myśli… że mimowolnie podporządkowuję jej całe swoje życie. Może dzieje się tak tylko do pewnego czasu, aż jej widmo przeminie, aż w końcu osiądzie na niej kurz. Może? Ale jakoś nie rozumiem dlaczego aktualnie od dwóch nocy wszyscy we śnie chcą… MNIE ZABIĆ!!! I to dramatycznie, wulgarnie pomysłowo i brutalnie rozkosznie rozpustnie. Już dziwaczne jest to, że w ogóle zasypiam – jakoś mam z tym problemy!!! Bardziej przeraża mnie to, że podobno krzyczę, ale się nie budzę. Kurde, co to za cholerny przejaw masochizmu? Jestem zmęczona…

Ostatnio znowu łażę po jakimś domu. Znam go, śni mi się często, uciekam, chowam się po kątach, w dziwnych dziurach, pokonuję schody, które mają za wysokie stopnie, albo nie mają poręczy, w podłogach zieją dziury, a wszystko się chwieje…

Wytrzymałabym to, ale do dzioba: DLACZEGO NA JEDNYCH DRZWIACH BYŁ NAPIS CZYŚCIEC? I DLACZEGO WLAZŁAM TAM Z WŁASNEJ, NIEPRZYMUSZONEJ – CHOCIAŻ NIE PAMIĘTAM CO ZA PROCHY BRAŁAM – WOLI!!!

Myślicie, że to fatum nadchodzących urodzin? Nie oszukuję się. Raczej nikt więcej nie będzie o nich pamiętał – 25 marca!!! – poza NICOLE 🙂

Śliczną dostałam kartkę…

Cóż…

No a poza kartką przyszła wygrana „Willa” 🙂 Podobno zaskakująca!!! Ktoś może już przeczytał?

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pożartej Przez Książki problemy moralne…

… więc Panie Doktorze, muszę się do tego przyznać. Najwyższy czas, nieprawdaż? Spotykamy się od dawna, podczas każdej mojej wizyty Pan płacze – no jak miałam tego NIE zauważyć!!! Tak więc uznałam, że czas nadszedł. Proszę się nie czochrać już na sam mój widok, nie jest tak źle, niedługo pełnia. Pan się nie obrusza, nie linieję, mam inny problem: KRASNALE MNIE GRYZĄ!!!

Chyba muszę przestać mieć problemy fantastyczne. Czas przerzucić się na dorosłość… znaczy się w przyszłości.

Myśli Pan, że wypełnienie pustki książkami i nadmiarem pluszowych zwierzaków to problem? Pan ma z tym problem, ja nie. Ja tylko widzę, jak tłusty krasnal w komicznie czerwonej czapeczce wylizuje mój duzy palec u stopy. Nie tej, lewej! Pan tak nie wali tą deską, Matko i Córko skad ma Pan deskę, czy Pan z nią na mnie czekał? Oszalał Pan, podobno to ja się leczę!!! Już nie można byc jedyną wariatką, co to popularne, modne, wszyscy chcecie być wariatami? Nic z tego!!! I Pan strzepnie tego trolla z ucha, wiem, że Panu podpowiada…

Wychodzę!!!

Ja naprawdę potrzebuję PRYWATNOŚCI!!! Książki zaczynają na mnie nadmiernie szeleścić, albo wypominają mi, że za bardzo szeleszczę w nocy, słyszał Pan! BEZCZELNE!!!


Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | 4 komentarze

By nie pisać – czytać…

Tak czasem jest lepiej. Nie pisać. Nie marnować kolejnych stron, dłusgopisów, ołówków, klawiatury uderzanej bezlitosnymi palcami… Lepiej czasem zwyczajnie czytać. Umiejętność czytania jest ważna i tak naprawdę, szczerze, zapomniana. Ilu ludzi słucha? Niewielu. A nawet ci, co do których mamy tak nadzieję, cóż, oszukują nas. Ilu ludzi czyta ze zrozumieniem? Tyle samo, albo i mniej.

… więc po co to wszystko?

Po kiego grzyba te historie tłoczące się pod czaszką, skąpo odzianą w kłaczki – ech! niegdyś miały to być dumne, silne loki zdolne wciągnąć owego cudownego, aczkolwiek wrednie durnego i bezmyślnego Księcia… co to za idiota co ciągnie ukochaną za kłaki. No zrozumiałabym jeszcze, gdyby miał kilka lat, ale tzw. dorosły? Czy to nie idiotyczne? Już Śnieżka jest powalona, Czerwony Kapturek to świntuszka i ryzykantka, ale ta Złotowłosa? Może miała coś z głową? No poza nadmiarem włosów. Może się przegrzała jej czaszka? – no właśnie czaszka.

W mojej się kotłuje.

Idę czytać. Nie mogę myśleć o krasnoludkach. I w końcu mam drugi tom opowiadań Roberta M. Wegnera. Czekałam na niego długo. Pierwszy tom z cyklu: „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” był jak dawno zapomniane, cudowne, harmonijne historie… Jak ten dziwaczny haust świeżego powietrza w fantastyce. Dowcipny, spójny, zaskakujący. Teraz wkraczam w ten świat po raz kolejny. Bez myślenia o księciach, złotych lokach, zatrutych jabłkach i pantofelkach…

No właśnie, myślicie, że Kopciuszek miała fobię? I to zdaje mi się, iż co najmniej niejedną?

Nie myśleć – CZYTAĆ!!! A! wrony kochają JEŻE!!! aukcje cudownych przedmiotów tutaj 😉

PS. Wynajmę trolla do obsługi tostera 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Nieludzie i człowieczki…

Oj jakoś po prostu no nie mogę… oderwać się nie mogę od tej książki. Tu mnie korci, tu mnie nęci, tu mnie wkurza, że nie wiem jak to się wszystko skończy, korci przeczytać ostatnią stronę, ale z drugiej znowu całe te definicje nieludzi i ludzi tak pokrętnie, powoli dozowane, że zwyczajnie… NO UTONĘŁAM!!!

„Z miłości do prawdy” Kariny Pjankowej to fantastyczna kryminalna fantasy z nutką politycznych tajemnic, oraz intrygującą, poprawą i zgodną z wszelkimi normami prawa tamtego świata, bohaterką. Bohaterką młodą, której wielu niedocenia, ale wyposażoną w dobre geny, fantastyczne rodzinne naleciałości oraz własną, wściekle ostro doprawioną osobowość.

Początkowo prosta sprawa intrygującego nieludzia, staje się dla naszej bohaterki nie tylko niebezpiecznym spacerem po linie, ale też wystawieniem się na totalny ostrzał i to z najwyższych pozycji. Czy dziewczyna sobie poradzi? Czy będzie w stanie walczyć nie tylko z tym, którego niewinność udowodniła, a który z checią ukręci jej łeb, ale także właściwie z całym światem. Bo i przyjaciele odchodzą…

Karina Pjankowa oferuje dobre fantasy. Czyste kryminaltango, które jednak nie podaje wszystkiego na tacy. To powieść, do której trzeba się przekonać, polubić i wleźć do środka z buciorami. Choć mieć jakąś broń na podorędziu, ale i dobre zaklęcie! Postacie ostro zarysowane wcale nie domagają się uwagi, wprost przeciwnie, pragną anonimowości, przez co każdy z czytelników staje się detektywem. Holmes’em, który sam musi dotrzeć do wiadomości dotyczących opisywanego przez autorkę świata, różnic społecznych i zawiłości politycznych.

Mnie wciągnęła, ale to całkiem inna powieść niż poprzednia tej autorki, czyli: „Prawa i powinności”. Nie pozbawiona nutki humorystycznej, ale nadzwyczaj twardsza, pełniejsza i dla wielu może nazbyt niepełna. Jednakowoż mój umysł bawił się doskonale, a na każdą kolejną historię… czekam.

A teraz z innej beczki 🙂 Wygrałam kartkę!!! Cudną, sama sobie wybrałam, ale raczej chciałam podkreślić jej wykonanie… i zareklamować stronę Poczty Kartkowej!!! I nie tylko dlatego, że urodziny już za dni 11 😉 ale dlatego, że na stronie jest świetna akcja siepomaga.pl!!!

Wyślijcie kartkę do Mateusza!!! za darmo!!!

PS. WYGRAŁAM!!! Takie nagrody za pisanie cenię sobie najbardziej.

„Wstając rano wiem, że są rzeczy, o których nie tylko filozofom, ale nawet mi się nie śniło. Fascynujące twory przyrody, wizje i tzw. zbiegi okoliczności, paranormalne przygody i to wszystko co oznaczamy jako: los, przeczucie, przeznaczenie czy też instynkt. Kobiecość wyrywa się do wizji świata innego niż ten, który podają media. Wierzy, może nazbyt łapczywie i ckliwie, że zwyczajnie musi być inaczej. Nie moze być tylko owo tu i teraz, ale też to co nieuchwytne, niedefiniowalne…

Są takie rzeczy.

I w ten sam sposób można kochać za bardzo. Kochać tak by zagubić samego siebie, oddać się miłości, drugiemu człowiekowi… choć to wcale nie musi być człowiek. Ja za mocno pokochałam Wyspę. Ot zbiór kamyków na morzu, a czuję się jakbym bez niej nie oddychała, nie istniała, nie była… Czy kocham za mocno? Na pewno. Oddałam jej wszystko, zapomniałam o sobie… ale Ona wie o tym i powoli, z punktu widzenia większej mądrości, składa mnie na nowo. Bo czasem miłość to dziwny proces leczenia.
Kochać człowieka za mocno? Tak, ale lepiej nie tracić siebie. Choc co ja mówię: „Kochać za mocno” nie można kontrolować, to się po prostu dzieje. Wali człowiek piorunem, nagle nic nie jest ważne, tylko ten KTOŚ. Jeżeli i ta osoba kocha, wtedy mamy opowieśc o dwóch połówkach jabłka, jezeli nie… życie przestaje być ważne.

Można kochać za mocno… ale przetrwać takie kochanie jest trudno.”

Nagrodą jest książka Magdaleny Zimniak „Willa” 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

SEN PIERWSZY…

„Przez senną otoczkę słyszę szum strumienia. Jest gdzieś niedaleko. Jego srebrzysta pieśń jest niezmienna, wtacza się we mnie, zastępuje złe myśli. Niesie ze sobą czystą niewinność i stałość.

Pomaga mi.

Otoczyła mnie przezroczysta ściana, która uformowała wokół mnie kulę, jednocześnie nie odcinając dopływu powietrza. Zamknęła mnie, nie dopuszcza zła i grzechu, brudu i wszechobecnego cierpienia.

Jestem w niej doskonale wolna i zależna tylko od siebie. Sama kieruję jej torem, a ona unosi się nad wilgotnymi, zielonymi liśćmi drzew, z których powoli skapuje słodka soczystość karmiąc to, co pod nimi.

Kula wiruje, kierowana moimi niewypowiedzianymi pragnieniami opada niżej … i niżej.

Lawiruje pomiędzy pniami i chwytliwymi ramionami poszycia, by w końcu lekko opaść obok strumyka, tego samego, którego głos odebrał mnie rzeczywistości.

Mimo ścian kuli czuję miękkość trawy i miły mrok cienia. Czerpię swobodnie wodę ze strumyka, a ona orzeźwia moją duszę. Jej idealny smak i chłód uzdrawia moje członki. Bicie serca, napełnione migotliwą czystością roznosi się po całym ciele, docierając do najbardziej ukrytych zakątków. Cieniutkie pasemka żyłek pulsują życiem, a zmysły nabierają dziwnych mocy.

Oczy widzą już nie tylko to, co inni chcą pokazać, uszy słyszą nie tylko to, co inni chcą powiedzieć… stopy wiedza, że dotrą w miejsca nieznane nikomu, ręce muskają trawę i wiedzą, że jest ona niepodobna do innych.

Zasypiam we śnie… Moje ciało układa się wzdłuż strumienia, ale czy śpię cała ?

Jakaś cząstka mnie samej wybija się z ciała i wędruje do góry. Jest jak migotliwa iskierka, która jak anioł pilnuje snu i rośnie… Najpierw powoli, niezauważalnie, potem już szybciej i szybciej… Gdy jest już tak duża, że przykrywa niebo… pęka, a z jej milionów cząstek powstaje płaszcz, który kopułą zapewnia mi bezpieczny sen.

Nie widzę tego, ale wiem, że tak właśnie jest.”

„SEN PIERWSZY”  z tomiku „SENNNNE MARY”

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz