Pan Tealight i Dziewczynka bez zapałek…

„Stała tam…

… w łachmanach i to całkiem wyglądających jak one łachmany, nie jak współczesne ciuchy z Shein, czy innego Temu, które to kładą kłam krawieckim mocom i wszelakim umiejętnościom. Z dziurami wypalonymi przed mortem, znaczy nim ktoś je założył i zaczął się drapać, na kolanach, w koszulkach, niczym zwolenników zabaw z ogniem tudzież topiącymi się materiałami…

Łachmanach, które udowadniały, iż kiedyś były naprawdę mocnymi, dobrymi ciuchami. Postrzępionymi teraz, ale wciąż trzymającymi się grzbietu, wychudonego i skręconego, lecz jednak… to wciąż była koszulka i kurteczka, raczej na wiosnę późną niż późnojesienne powiewy, na jakiś wypad, samochodem, nie na teraz, nie na tu, w nadmorskie siekania słoności. Spódniczka, długa, z falbanką lekko obstrzępioną, ale wciąż ukazującą piękno haftu i kolor, przybrudzony, ale burgundowy, mocny… o wiele tonów ciemniejszy niż bluzka, lekko przylegający do zieleni chusty, którą dziewczynka miała zarzuconą na głowę i barki… świąteczne wszystko, takie choinkowe, pomyślał.

I te zapałki…

W świecie, gdzie tak rzadko korzysta się z ognia wyglądała raczej jak filmowy props niż prawdziwa osoba, pracująca, problematyczna dla wakacyjnego rozmarzenia, w onej toni błękitów, barwności domków małomiasteckowej społeczności… może zwyczajnie, pomyślał, w tym świecie chcieli w ten sposó wyciągnąć ode mnie peniądze, ale przecież nawet i ich nie miałem.

Karty tak, nawet stary czek, ale pieniądze…

Nie widział ich od lat, uświadomił sobie.

I zapałek i pieniędzy…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Zwierzyna” – … kolejny tom serii „Alfa i Omega”. Jednej z tych, w których intrygujący balans pomiędy energią żeńską, a męską, zwyczajnie zniewala. Kolejnej z tych, które są za kótkie, za mało i ogólnie mówiąc… zbyt szybko się kończą, bo… bo tutaj jest tak wiele więcej  tego, co chciałoby się zobaczyć, bo jakoś tak… w te książki się wchodzi, jest się tuż obok głównych bohaterów i cierpi się, cieszy wraz z nimi, czy też zwyczajnie… zastanawia nad tym, co się tutaj robi. W końcu nie jesteśmy wilkołakami, no przynajmniej niektórzy z nas…

… chyba…

Charles i jego fascynująca małżonka, to wprost para doskonała, ale jednak jakoś nigdy nie spoglądałam na tego bohatera od tej strony. Morderczej. Tylko i wyłącznie. Opętanej przez demony… demony własnych ofiar i wspomnień. Brakuje mi tej jego nativowej cęści, opisów większych, jakichś opowieści… ale też zdaję sobie sprawę z tego, iż jest to opowieść prosta, wzruszająca, raczej mająca na celu one dobre uczucia, niż opisy historycznych prawd północnoamerykańskich rdzennych plemion, ale jednak, chciałabym… Ta książka, niewielka, za krótka, to część z życia jego i jej. Dwójki, która obdarzona swoimi demonami, jakoś tak znajduje czas na ratowanie świata, oraz samych siebie…

I trochę uśmiechu, lekkiego komimu, człowieczeństwa… w onej wilkołaczej otoczce. I tak, jak najbardziej urban fantasy, ale też i trochę magii. I jeszcze… miłości… no wiecie, nie wszyscy pewno pomijają te części książek tej pary autorów – tak, pary. LOL Prawda jest taka, że lubię wszystko, co napiszą…

… mniej, lub bardziej czasem, ale jednak tak.

Tym razem z mocniejsą nutką psychologii…

Okay… nadal Olandia, nadal czerwiec, Midsummer… i zwiedzanie.

Długa latarnia była okay, spacery też, ale Trollskogen… ech… powiem jedno, oczekiwania, a rzeczywistość. No po prostu jak z durnych tiktoków. Wiem, że nie wszystko widzieliśmy, ale jakoś tak mi wystarczyło, naprawdę. One sztucznie utworzone ścieżki, twarde, dziwnie nieleśne, drzewa piękne, no logiczne, drzewa, to drzewa zawsze fascynują. Ale jakoś tak to wszystko sztuczne. Dziwne, pozbawione onej magiczności… okay, kamieniste plaże piękne, no ale plaże, jak plae, troll drzewny genialny, wiedza o dębach też, ale wciąż… na dodatek napadła na mnie jaszczurka!!!

Idę spokojnie, lekko oszołomiona, bo przecież słonko wali mocno, choć niezbyt gorąco, ale pali, jest kiepsko, i nagle na jasnej ścieżce, ubitej i mocno wpływającej na stopy mała jaszczurka, żerta chyba… naciera na mnie. Wrzasnęłam, znaczy się normalna reakcja i tak dalej, ale jednak… czuję się trochę urażona. Poza tym, w tym niby dzikim lesie i tak dalej, cała masa diwnych budynków. Takich jak z horrorów! Jak z onych chat w lesie, czy innych tam cube i ten tam, no escape roomów.

Dziwny vibe…

Sosny piękne, no ale… uczucia dziwne, ten statek na brzegu, ekhm, powiem tylko, że wygląda jak łajba mała, rybacka, a nie rzucony przez fale szkuner czy coś tam… dziwne drewienka, pewno, taka tam rzeźba…

… nie wiem…

Następne to ruiny, czyli Sankt Brittas kapell… czyli Kapelludden.

Powiem tak… nie rozumiem dlaczego niczego nie pozuałam, chociaż to miejsce jest o wiele bardziej pogańskie niż chrześcijańskie. Ono źródło tam, zakryte, tylko jedna ściana i obudowa, ten krzyż, czerwonawe domki i ta czerwona latarnia jak na Pater Noster… to wszystko sprawia, i ona pustka terenu dziwna, niepokojąca, pole, płaskość, woda w oddali niedalekiej…

… że czujecie oną jakąś świętość, ale jednak…

Poza tym nic?

Nie wiem…

Nie rozumiem chyba tej wyspy, w ogóle. Wiem jedno, że zobaczyliśmy jeszcze jeden z runicznych kamieni, ten, który dwóch braci dwóm braciom ofiarowało, więcej wiatraków, trochę nabrzeża, wszelakiej przyrody szalonej, pięknej, odważnej i dzielnej, mogącej wszystko i tyle… zwinęliśmy się. Znaczy najpierw sen, ale poranek był tak poranny jak tylko się dało… szybkie pakowanie, posprzątanie i tyle. Bo zwyczajnie… zaczęłam oddychać dopiero w drodze do Sztokholmu.

Dopiero wtedy.

Naprawdę nie wiem co jest w tej innej stronie Szwecji, ale to nie moja strona. Fascynuje mnie, chcę ją poznać i to robię, te ryty, archeologia i ruiny wszelkie, rzeki i wodospady, jeziora, ale to po zachodniej stronie czuję się jak w domu. Na onych obłych skałach, w Fjallbace czy Lysekilu. I oczywiście na tych wyspach od Goeteborga w górę… oj tak, są takie fascynujące… brzeg i solność, fale i światło, drzewa i fikuśność brzegowa… i jeszcze ta woda, zawsze ta woda…

Woda… c.d.n.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.