„Problem?
No był…
… w końcu mieliśmy już połowę, i to drugą, lipca, a ona wciąż tutaj była i się maiła… aż furczało. Jakby nie do końca była świadoma tego, że się skończyła. Już, tak po prostu. Slut i tyle! Mówili jej o tym, krzyczeli, śpiewali, listy długie pisali, telegramy tworzyli, znaki dymne, niektórzy z tym dymem to trochę przesadzili, znaczy z ogniem, bo wiecie, choć są dymy, co ognia nie potrzebują, to jednak… czasem ogień nie musi być dymiącym… może być ino ogniem.
Bo tak.
Ale nie w tym przypadku.
Czerwiec nie miał jej tego za złe.
Może i coś do niej czuł, jak to plotki donosiły, a może zwyczajnie ją olewał, jak inne plotki krzyczały, jednakże Lipiec miał jej dość. Wiedział, że tak właściwie, to ma jeszcze tylko tydzień, by coś z tym zrobić, w końcu pogoda była, jaka była, wkurwiające osobniki dwunożne narzekały na zbyt niskie temperatury, a i chociaż glony oraz algi kwitnące morze im zasmradzały, to jednak im wciąż był mało… nieodpowiedzialni głupcy. Ogólnie mówiąc, nie wiadomo czy to przez Merkurego w retrogradacji, czy też zwyczajnie był zawsze w bojowym nastroju, ale postanowił sam, i to z hukiem najlepiej, ukrócić to ono jej szaleństwo barwne i śpiewne.
No ile można?!!!
Co powie na to Sierpień!
Ona nigdy nie była z tych wyrozumiałych!”
(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

W końcu jakieś książki!!!
Nowe, stare, znaczy no wiecie, to i tamto…

Pewne rzeczy trzeba było dokupić, inne znowu…
… krew i flaki… mniam! LOL Trochę nauki, akurat była dostępna…

Miałam zacząć opowieść o podróży, tam i tam, i jeszcze w inne miejsce, czyli do Szwecji, bo przecież człowiek jakoś tak wciąż uważa, iż nie widział wszystkiego, no i blisko, znaczy nie do końca, to jenak długi kraj i wysp ma sporo, ale jednak, jakoś tak swojsko trochę jest… i w końcu udało nam się dotrzeć na Midsummer, taki spojler… ale najpierw chyba zacznę od samego lata. Lata się znaczy tu, na Wyspie które trwa już od ponad miesiąca i jak dla mnie, jest całkiem niezłe…
Znaczy zimne.
Znaczy… wróć, no mieliśmy jeden dzień, co to był upalny i nawet kilka parnych, ale poza tym nie jest przez cały czas w okolicach 30stu! WOW, w końcu! Mieliśmy te ze dwa deszczowe dni, bardzo interesoujące… i tyle. Tak w ogóle, to jest nawet chłodno, wciąż nocami nastoletnie temperatury, więc człowiek nie zdycha ino śpi… względnie, oględnie. Albo nie śpi, w końcu bezsenność to koszmar!
Tylko to słońce, pali tak strasznie, że aż boli!
Nazbytnio boli!
Powiem jedno, takie lata pamiętam sprzed nastu lat. Ciepłe, ale z oną bryzą, zimną, czasem nawet kąsającą mrozem dziwnym, jakimś takim nieznajomym… w Kirunie podobno 30 stopni, czy tam w Norwegii, we Francji słyszałam, że skwierczą… i nie, to nie dla mnie. Oj nie… wolę nasze wiatry i fale, może zimne, ale przynajmniej nie palą! Płuca mają lepsze prez to może? LOL, no co, nie palą… palą?!
Ech…
Lato, to zawsze trudny czas, ale one chłodności jakoś chyba Turyściźnie nie przeszkadzają… pełno ich. Nie żebym widziała wszystko, wolę się chować, jak normalni wzglęnie ludzie, czy oni szaleni, no wiecie, czasem trudno nas rozróżnić. Pamiętam to z pierwszego przyjazdu tutaj… miejscowi pochowani w domach, tłumy szalały… a jeszcze wtedy nie było ich tyle aż…

Ogólnie mówiąc, Turyścizna jaka jest, każdy wie. Nic dziwnego, iż niektóre państwa podejmują pewne środki i tak dalej… oberwą jak zwykle ci normalni, co to chodzą i podziwiają i płacą i sprzątają po sobie, bo ich na przykład gdzieś nie wpuszczą, czy skądś wygonią, albo… przeniesie się na nich one uczucie…
Nienawiść…
Nienawiść, którą poczują na sobie Duńczycy jadąc o Szwecji… oj, i to wybitnie. Mam na myśli nie tylko spojrzenia, gesty i pewne słowa, ale też… coś więcej. Bo jak nie można wkopać tym, który niszczą ci kulturę, to chcesz wkopać tym, co to setki lat temu byli z wami jednym… wiecie, zadawnione rany są i tutaj. A biały to biały, jemu łatwiej… że rasizm powiecie, ano rasizm, jak najbardziej. Bo ta podróż, którą odbyłam w drugiej połowie czerwca i początku lipca, jakoś tak mi udowodniła wysoce mocno, że nienawiść w narodzie Szwecji kwitnie i się rozwija, może już i owocuje nawet, a nawet z owoców przetwory robi… nie dziwię się, ale nie do końca to rozumiem, ponieważ wróg, czyli ono niszczenie kultury wygląda inaczej.
Tak, mówię o onych „imigrantach”.
Tak ONYCH!!!
Bo tym razem nie pojechaliśmy prosto z Ystad na północ, nie, udaliśmy się znowu na Olandię. Bo przecież nie wszystko człek zobaczył rok temu, a i wspomnienia z AKUTa widać mu nie starczyły… no mniejsza, to naprawdę cudowna wyspa i warto ją zobaczyć… ale chyba mnie nie lubi.
W ogóle wschodnia część Szwecji jest…
Inna!!!

