Pan Tealight i Zboczeniec…

„No kompletnie nie umiał w prosto!!!

Jakby ono „prosto” w jego głowie nie istniało, onej środkowej głowie, razem je bo trzy miał. Tak jakoś mu wyrosły, nie narzekał, ale jednak czasem czuł się z nimi dziwnie, tym bardziej, iż chciał mieć na każdej taką samą czapeczkę, a one nie chciały. na dodatek każda miała inne preferencje włosowe, żadna nie chciała iść w łysość no i uszy, jedna klipsy, druga piercingi, a trzecia całkiem goła w tym rejonie.

Bezwstydnie nawet.

Czasem, zimą, jakoś udawało się dogadać, bo jedna kochała zimę, druga zasypiała na zimę, więc nie trzeba było pytać, a ta trzecia, cóż, po prostu przyjmowała swój żywot za pewnik i caem nic jej nie intersowało… kompletnie nic.

No ale… ta prostota, chyba nie była mu pisana.

Wiedział, że prosto było najkrótszym wynikiem i rezultatem, ale jakoś wolał zbaczać w kierunku choć chwilowego zwątpienia, przygody i anormalności. Bo i czemu nie miał tego robić? Jak już tu był, jak miał, co miał, nie krzywdził nikogo, to dlaczego nie? Dlaczego nie miał po prostu sobie zbaczać, z drogi, tematu, szlaku nie… ale zbaczać z drogi mody, teraźniejszości, czy też onej cudownej rozmowniości.

Bo prosto było, zwyczajnie, za proste.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Tak więc… był 17sty czerwca, pogoda normalnie ciepła, ale bez przesady, nie bujało za bardzo, więc aviomarin w ilości normalnej… tak, jestem osobą, która ma swoją pościel, kocyk i inne takie dziwne rzecy, z którymi inni nie podróżują. Tak wiem, może trochę tego sporo w małym samochodzie, ale uwierzcie mi, z powrotem wdusimy tam jeszcze szafkę z IKEAi. LOL Tetris!

PS. Póki pamiętam, no i na świeżo, to u nas, na Wyspie, ostatnio ciągle ino policja coś kombinuje. Znaczy, zajęci są. A to wypadek radiowozu, a to szaleniec za kółkiem zjeżda na zły pas, potem na niego wraca, gdy ten z naprzeciwka już chcąc uniknąć zderzenia wykonał podobny manewr… no po prostu hałasy!!!

I gorąc!

I śmierdzi, algi kwitną, chociaż u nas koszmarnych upałów nie było… ale tak zwykle jest, jak nam grzeje, to woda czysta, jak u innych żar i tropiki, to nam wody zasmradzają… ciekawe, czy jak Polska zapragnie onej ropy naftowej, to wyjebią ten Bałtyk kosmicznie w kosmos całkowicie już?

No weźcie no!

Ale, wracamy do wycieczki…

… więc zapakowani po korek jedziemy jak zwykkle, najpierw do Malmo po biały ser, no weźcie, ja muszę kilka razy w roku mieć tydzień serowania! To stare smaków przyzwyczajenia, ja stare drewo, się mnie nie przesada z półtłustego lub chudego twarogu jedzonego łapą, brutalnie i po zwierzęcku… a co… na jakieś nowomody jak awokado. Bleee!!! Nie chcę!!!

… więc najpierw sklep z polskim żarciem, a potem Lund, w końcu Muminki mają 80 lat, więc trzeba fanty znaleźć. I to markowe, się znaczy najepiej. A co do Malmo, to tam dwa sklepy polskie są, w dzielnicy… ekhm, że tak powiem imigranckiej, czasem mocno niebezpiecnej, więc jakby co, będziecie wiedzieć, że obok chustek na głowę i takich tam barberów, co od razu z usami…

No wiecie.

Spacer po Lundzie to zawsze rozrywka, tym razem była to rozrywka remontowa.

No niestety, nie wiem dlaczego, ale właśnie na okres letni postanowili sobie rozkopać one wszelako urocze uliczki… te w centrum miasta. I to całkowicie. Uniemożliwiając ruch, tamując przepływ mamony i takie tam. Nie żeby to bardzo spowolniło ludzi, ale jednak, chaos totalny… za to Muminkowe utensylia, które narodziły się z okazji 80tej rocznicy ich narodin… znaczy urodzin, znaczy, no wiecie… rocznica! A rocznice oznaczają nowe pierdolo, które moe podkarmić dopaminkę, lub też w końcu udekorować wam dom. Ja tam dumnie na ścianie mam i Bukę i Małą Mi.

A co!

W planach mam jakieś dłuższe posiedziny w Lundzie, ale tak najlepiej, moim zdaniem, to jesienią. W końcu tutaj sezon turystycny raczej trwa rok cały, nie jak w innych miejscach Skandynawii, gdzie otwierają i zamykają się dokładnie z planem letnim… może dłuższy weekend? W końcu w podziemiach są tutaj cuda cudowne, są i dookolne megality i inne archeologiczne cuda, muzea… naprawdę, to taka mniejsza wersja Krakowa… a może i dokładnie taka?

Tylko…

No nie wiem, ostatnio, AKA wczoraj, preraziłam się ruchu u nas na drodze. No samochód za samochodem, czyste wariactwo!!! I uświadomiłam sobie, że nawet odwiedzając miasta, jestem oddalona od takiego ruchu. Raczej widzę tylko auta szukające miejsca parkingowego, albo autostradę, którą staram się przespać. Jakoś tak… Nie kręcą mnie one cywilizacyjne szaleństwa i odgłosy. Wciąż… kocham się w koła powstaniu. LOL Wciąż to mnie kręci… no co? LOL c.d.n.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.