„Lubili się…
Ona nie potrafiła bez niego żyć, jemu nie przeszkadzało to, iż wciąż i wciąż tak się wszystkim fascynowała, jak dziecko, wiekuiste dziecko… wszelako się niezmieniające, chociaż mające zmienne humory, ale wiadomo, wciąż jak dziecko. Wciąż jak dziecko… lekko naiwne, ale tylko w jego rejonach…
Tak, w nim czuła się najlepiej.
Szalała.
… i podobało się jej wszystko, i wszystko było dla niej intrygujące… wszystko kochała, wąchała, musiała dotknać, posłuchać, popatrzeć, prawie nos wsadziła, prawie ucho, a potem zawsze wracała do siebie.
Zawsze…
Ale on, on jakoś tak nie potrafił już bez niej, bez onej atencji, admiracji, być sobą. Pradawnym sobą, wielkim i pierwotnym, pierwszym i wszelako wiecznym, chociaż, a jednak… dziwnie niezauważalnym…
… dziwnie…
… tak…
Dlatego wracał z nią do domu. Stawał w drzwiach i pachniał wszelako żywicą i igliwiem, grzybnią, ciepłym lasem, trzaskającymi od żaru syszkami, chłodnym, odświeżającą mszanością, życiem…
… odchodzeniem, przemienianiem.
A potem znowu wracali do lasu…”
(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

No na głodzie byłam, a wiecie, polskie książki znaleźć tutaj trudno, no sorry, więc brałam co jest. A znalazłam takie cuda… i tak, jedno to stickersy!!!
Serio…

Fjällbacka…
Hamburgsund…
Tak naprawdę, tak…
… mogłabym tam zamieszkać. Tak by widzieć morze i widzieć skały, móc je wciąż dotykać, robić zdjęcia, mieć dostęp do różnej pogody… i oczywiście, do lasów. Do onych wschodów i zachodów słońca, o które nie do końca dbam, bo wolę te momenty, gdy w chwilę zmienia się pogoda, wiecie, nad morzem to wygląda… zapewne tak samo fascynująco jak w górach czy na piaskach pustynii.
Gdy słońce staje pomiędzy chmurą a wciąż błękitnym niebem…
Gdy wszystko się zmienia, a ty jesteś częścią tej zmiany.
Gdy ciepło wymienia się na chłód, dziwnie przenikający i wiecie już wtedy jak wygląda Ragnarok… już wiecie… i nigdy nie zapomnicie tego uczucia. Dla mnie tego samego, który czułam, gdy po raz pierwszy oglądaliśmy zaćmienie słońca. Na rynku we Wrocławiu. Nagle… świat się skończył, na chwilę…
A może…
Nie zauważyliśmy, że powrócił do działania?
A może jednak nie wrócił? Może to wszystko wtedy się skończyło, a teraz… teraz nie istnieje?

Ten dzień, ostatni dzień tutaj, bo następnego już wracaliśmy do domu, więc jakby… no wiadomo, nie byłam już tutaj… i… tym razem było to jeszcze bardziej rozdzierające niż w 2018, kiedy chciałam wyskoczyć z samochodu… ale wtedy wracałam do cuchnącej ruiny, a teraz mam dom, więc dlacego tak czułam. Czułam, że jestem gotowa, by zostać tam. W Szwecji… i tak się czułam tego dnia, dnia pred wyjazdem, gdy spacerowaliśmy po tych dwóch mieścinach. A przecież mam dom. Przecież mam do czego wracać, pięknie tu jest, a jednak… Okay, nie jest może dla wielu z was mój dom onym urządzonym fantastycznie, bo co, po co mi te jakieś dziwne rzeczy… nie mamy zmywarki, mikrofalówki, telewizora… w końcu mamy fotele i sofę i tyle.
Jest stół i krzesła i już.
Kuchnie w Danii są zawsze w całości sprzedawane, więc jakby kupiliśmy ją z domem… podobnie bryggers, czyli coś w konwencji pralni-przechowywalni, przejścia do ogrodu czy jakoś tak…
A ja wciąż, tak, chcę, tak… tak… chcę domku w Szwecji.
We Fjällbace.
Nie na skałach, nie z widokiem na inne wyspy i nie na wyspie w tym niesamowitym archipelagu. A wiedzcie, że są tam domy do kupienia. I to naprawdę niesamowite, ale ja chcę… dostępu do świata. Jakoś tak, wiecie, by wsiąść na rower i zwyczajnie się zgubić tak by wracać autobusem, chociaż tutaj, ech, te autobusy to inny problem, pociągiem tutaj się nie dojedzie… i nie, nie wiem, nie rozumiem dlaczego tak kocham to miejsce. Tak uwielbiam po nim chodzić, siedzieć na mostkach, pomostach, gapić się w morze, inne morze, jakoś tak…
I nie, nie idealizuję tego miejsca, ma swoje za i przeciw.
Niestety.
A Hamburgsund…
… cóż, to dziwne miejsce, specyficzne. Czasem mnie dusi, czasem przeraża, ale wysba Hamburg jest… ech, no po prostu… jeden problem, zaczęli tam stawiać domy jak szaleni, więc wkrótce ona zniknie pod dachami, stanie się pewnie kolejnym szaleństwem miastowych, czy też ucieczkę tych przyjezdnych, który chcą czegoś innego… czegoś… czego już tam nie ma, albo zanika.
Nie wiem… ale rozdziera mnie niszczenie tego miejsca.
Bardzo.
Te wycinki w Szwecji, te kłamstwa ekologiczne…

