Pan Tealight i Zaniwelowany…

„Zwykła torba na śmieci, oczywiście w tym wielkim rozmiarze, ale czy największym? Może i są większe, może… no wiecie, w końcu na świecie tyle onych rzeczy, które są dla niej nieznane, niewidoczne, dziwnie zaskakujące, szczególnie, gdy je gdzieś tam w innym świecie spotyka…

Otwarta, wystające z niej patyczki lekko poruszają się na wietrze…

… a wraz z nimi, liście, które lekko się poruszając bardzo chcą, bardzo gdzieś pójść, potańczyć, zabawić się… i dlatego nagle, powoli, lekko może i opieszale, a raczej, wiecie, by sprawić ono wrażenie, że przecież nic się nie dzieje, one nic nie robią, one niczego nie… to nie one, ten wir, ona formująca się osobowość, postać cielesna, szeleszcząca, miejscami wilgotna pełna zapachu fig i dymu.

Pełna siebie.

I Zaniwelowany siedzący w tym swoim wdzianku robionym na szydełku na brzegu worka i łamiący patyczki na najmniejsze cząstki. Tak po prostu. Pewno, że łatwiej tak przeżyć, ale jednak no bez przesady, znowu kilka liście uciekło i Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki Pomordowane zaczęła je gonić… wiedząc i tak aż nazbyt dobrze, że będą czekały na nią przed drzwiami wejściowymi, głównymi, jakoś tak zawsze na nią czekałay… ale…

Ale lubiła słuchać jak stepują szeleszcząco, więc czy się naprawę wkurzała? Chyba nie… raczej… nie do końca rozumiała gdzie się podziała Liściowa Sprzątaczka i Zasyczacz Liściejów… obijali się.

Jak mogli?!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Silmarillion” – … właściwie. Tak naprawdę i szczerze, to nie mam słów i tyle. Pewno, że mój pierwszy „Silmarillion” był niewielki, bardzo zczytany i jeszcze… pierwsze wydanie. No staroć… a to… to po prostu powala. I to powala bardzo mocno. Bardzo, bardzo…

Tak, wydanie jest piękne. Książka może i duża i już widzę marudzących, że jakoś tak źle się czyta, no wiecie… niektórych zadowolić się nie da. Ale może i rzeczywiście… bo to jest dzieło sztuki, więc jeśli chcecie wziąć oną historyczną opowieść z Tolkienowego świata, wiecie, gdzieś na drogę, to polecam jakąś miękką okładkę. I mniejszy format, nie to cudo. No szkoda by było…

Bo piękne to…

Ilustrowane.

Tłumaczenie boskie, wiadomo… ale to, że sam autor uważał iż to wszystko jest nazbyt nudne, więc ono wydanie mityczne nigdy nie nastąpiło, poprawione i tak dalej. Wiecie… co jak co, ale Tolkien miał w sobie aż nazbyt perfekcyjności.

Nazbyt.

Kocham „Silmarillion”, ale wiem, że ten zbiór opowieści nie jest dla każdego. Jest jak cegły historyczne, które przeklinaliście w czasach szkolnych. Albo wciąż przeklinacie. To trzeba kochać… by przeczytać. A nawet do tego wracać, zrozumieć, jakoś tak… po prostu może tylko przejrzeć…

Tak, do przejrzenia ten tom nadaje się najbardziej!

Co ja gadam, czytajcie!!! LOL

No i cisza i wiatry i ciemność…

Oczywiście wszyscy w ogrodach, coś tam grzebią, jak tylko choć trochę słońca wyjdzie, to do razu słychać kosiarki. No szczerze ludzie, czy z wami wszystko w porządku? Ja pojmuję importantność przycięcia figi i jabłonki, ale jednak trawa, szczerze? Przecież ona dopiero co zdołała się odrodzić po okresie suszy.

Bo wiecie, susza się u nas skończyła.

Teraz mamy potop, ale nieszwedzki i niepewność co do wszelakich imprez świątecznych i takie tam ogólne ludzkie wurwienie. No bo przecież mimo iż to malutki skrawek lądu na morzu prawie wewnętrznym, to jednak i my mamy problemy, szalonych tak zwanych przywódców, a raczej wybory, czy coś… wiecie, jak wszędzie, polityka boli i naprawdę często gryzie w tyłek.

Ale co do potopu.

To jest.

Nadmiar wody z niebios sprawia, że nie tylko trawa rośnie, nie tylko w ogródku chwastów zatrzęsienie, a że przymrozkówu nas nie było, to wiecie, raczej i wsio zaczyna kwitnąć od nowa i już… szaleństwo czyste. Tutaj w końcu traktory rok cały szaleją na polach, więc… no tak, w sprawach pól też są prawa…

Dziwne, ale wytłumaczalnie logiczne.

Choć szalone to, iż właśnie takie rzeczy trza rolnikom mówić?

Ech, well.

Jabłonkę koniecznie trza przyciąć.

Za bardzo dołem się rozgałęziła, prawie przy ziemi grube ramiona ma i wiecie, jak się objabłkowuje, no to aż widać, ze cierpi, że jakoś tak nie może tego wszystkiego unieść. No trza przyciąć. Co do figi, to łatwiej, choć jak figę się przycina, to ona białymi, kleistymi łzami łka i czepia się ona kleistość wszystkiego. A usunąć to ze skóry, szczerze problematyczne, a już z ciuchów to nawet nie mówię.

Serio.

Wiecie… lepiej o tym myśleć niż włazić w jakieś światowe polityczności, czy problemy. I u nas piszą o Polsce. Pochlebnie, żeby nie było. Jakoś widać ino Polacy nie widzą problemu w najazdach Hunów i Anatolów na Europę, która i tak ma już dość i możliwe, że zaraz się rozpuknie… czy coś…

Nieczytanie wiadomości naprawdę dobrze robi na zdrowotność. Sprawia, że zauważasz te chwasty i tamte, że trzeba pomalować to lub tamto… na przykład moje wiedźmińskie widły, które kupiliśmy razem z domem… no tak, ta wiedźma lata na widłach. A co się będę ograniczać, no weźcie.

LOL

I to jakie poranki są i zachody słońca, mgły i zachmurzenia… ona miękka szarość w powietrzu, no wiecie… jesienność już późniejsza, mokrzejsza, mniej kolorów, ale te, które się znajduje aż drapią w gałki oczne. Wiecie, skaczą na was jak pająk nagle znaleziony w bukiecie od ukochanego.

Czemu nie… listopad pełną mordą.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.