Pan Tealight i Każdy może być smaczny…

„Właściwie…

Wiecie, czasy były porąbane. Nic nie było pewne, nawet wschód słońca nawet zachód, czy trawienie. Kiedyś ukochana marchewka, teraz macie uczulenie, więc Pan Tealight, cóż… szukał opcji.

Bardziej niż zwykle i nie dla siebie…

Nie zawsze.

… więc wiecie, istniało podejrzenie, że w końcu nie będzie czym jej karmić. Znaczy w ogóle, no i co wtedy? Energia słoneczna? Mdliło ją. Ziemskie eony… niedobrze. A już odbicia, to lepiej w ogóle nie wspominać. W końcu mówimy o kimś, kto artystycznie, od razu na rąbane podobrazie może wam swoją wewnętrzną twórczość wyrąbać. Znaczy no ukazać.. rzygnąć powinno stać, ale podobno to nieładne słowo… jak słowo może być nieładne albo ładne? No jak…

Szczerze?

Dlatego Pan Tealight zrobił to, co umiał najlepiej, czyli stworzył. Dokonał aktu i potem tak jakoś poleciało. Ale nie, nie w tę dziurkę, zboczeńcy, co od razu mitologicznie, co… nie, on miał swoje spobosy, każdy Pradawny miał, ale on to już w szczególności, w końcu… mieszkał w Sklepiku

Czy też raczej go prowadził, ale wiecie…

Księgowa się zwinęła, więc, czy wciąż był jakiś interes?

W końcu właśnie dokonał aktu stworzenia Przyprawy Jedynej… idealnej i perfekcyjnej, zdolnej wszystko, wszystkiego i każdego zapewne też, oraz każdemu w każdym miejscu, uczynić strawiennym i zajebiście przesmacznym. Naprawdę!!! Na dodatek kompletnie niewidzialnej…

Wiecie…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Pada…

Oczywiście niewiele, oczywiście jak zwykle kropi raczej deszcz, nznacza ziemię dziwnie miejscowo, jakby wymijał pewne miejsca specjalnie, jakby coś było nie tak z polewaczką. Wiecie, twarda woda może, kamień się osadził i tak dalej…

Ale pada.

Dlaczego tak to powtarzam?

Bo obiecała pogodynka deszcz i przedwczoraj i wczoraj może…

… i jeszcze kilka dni temu i raz nawet się zachmurzyło, ale tak zwykle, zwykle to ostatnio jest słonecznie i dobijająco. Wiem, większość z was kocha słońce i uważa, że to lek na całe zło… moje rośliny tak nie uważają. A jabłnka odmówiła kwitnienia, ta największa, co to zawsze taka ciężka była od owoców ma ino kilka kwiatków i to skupionych na dwóch gałęziach, więc… nie wiem co to znaczy… Zmarzła? Prawdopowdobnie. Śliwka za to pachniała i kwitła przez dni kilka i teraz jest zielona. Czy będzie owocowa? Rok temu była, dwa lata temu nie…

… ale…

Natura.

Zmarzłe rośliny…

… dwie poszły do ziemi. Znaczy wiecie, do kompostu, niestety, ale patrzenie jak odżywa szałwia, gigantyczna szałwia, wieloletnia fighterka, którą dwa lata temu przywlekliśmy oczywiście ze sobą, bo przecież, która jakoś się zadomowiła, jakoś tak, zwyczajnie… zmarzła. Zmieniła się z zieleni w szarość.

Wiem już jak wygląda szarość szałwiowa.

Ale w modzie jest sage green!

Na szczęście, ta roślina jest niesamowita.

Wystarczy objąć palcami gałąź, by poczuć życie… z szarymi liśćmi, ale życie… i można zobaczyć one zielone listki… pewno, że mogłabym przyciąć ją do ziemi, ale nie chcę, chcę zobaczyć jak to będzie, chcę…

Ogród jest zmęczony.

Ogród nie chce słońca…

Czy podoba mu się, że pada? Nie wiem… nie umiem tego powiedzieć, po prostu chcę, by roślinki nie padły, by drzewa wypuściły listki i widzę coraz częściej, że półcień dla wszystkiego jest najwżniejszy, że drzewa, któych nie możemy mieć akurat tutaj, wiecie, wsio jednak z głową, sadzi się gdzie się da, ale czasem się nie da, więc krzaki, ale one muszą odpocząć po zimie, po wiatrach, po tej dziwniej wiośnie, co się jeszcze przecież nie skończyła, ale jednak jest inna, dziwaczna taka, po tych wszelakich latach wzrastającej temperatury…

Minus 10 tutaj…

I teraz w nocy poniżej 5 stopni…

Natura.

Tak, ale powoli człek sobie uświadamia, że natura, to przecież też on, czyż nie? Czy świat w końcu to zrozumiał? Pewno nie… więc zwyczajnie, jestem chyba oną szałwią, tylko się nie odradzam… albo tą gałęzią rozmarynu…

Albo…

Niesobą.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.