Pan Tealight i Gliniarz z przypadku…

„No z przypadku.

Nie, że się urodził w Przypadku, albo wiecie, coś innego, co dotyczyło raczej mamusi i tatusia, gdy się spotkali i w ogóle… wiecie, takie sprawy się zawsze zdarzały i tyle. Takie życie. Spotyka się dwójka ludzi, coś między nimi zaiskrzy, coś tam się zakręci, a może po prostu iskra i już.

Nawet łóżka być nie musi…

Chociaż, w dzisiejszych czasach przecież dzieci robi się na tyle sposobów, że głowa mała, gdy Pan Tealight kiedyś dotarł w te przestrzenie internetów, to potem przez ponad miesiąc dziwnie patrzył na wszelakie przejawy babskości dookoła siebie, wszelkie wzdęcia, jaja, worki, poczwarków kokony i tak dalej… przestał wierzyć w cokolwiek i chyba jakoś do dzisiaj mu zostało.

Bo z tego nie można wyjść…

Się zobaczyło, nie można przestać tego widzieć. Czy w snach, czy w migawkach, a i te reklamy, oczywiście, że mild IVF wkroczyło i Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki Pomordowane zaczęła na niego krzyczeć, bo to przez jej laptopa się dokształcał w tych prokreacjach, a ona żadnego parazyta nie chciała, w końcu miała swoje bebito najcudowniejsze, więc…

Naprawdę.

Miała dość… on też, więc trochę głupio było tak na niego wrzeszczeć, no i jeszcze ten Gliniarz kurcze…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Czasem po prostu stoję w oknie.

Nie żeby robić za wystawkę, sklepowy manekin, czy coś w ten deseń… ale wiecie. Widok… a teraz, gdy na zewnątrz sztorm, wiatr huczy, woda w nieba się leje, ale morze dziwnie takie spokojne po naszej stronie, pewo po drugiej szaleje, bo statki się pochowały i z okna widzę jakieś ogromne, długie tankowce czy transportowce czy cokolwiek… Kurcze, kiedyś człek znał one nazwy jakoś tak, marynistyka była mocnym i szalonym, moim osobistym hobby czytelniczym…

Ale to mi przeszło.

Piraci też.

Wiecie, z czasem człek zwyczajnie jakoś tak chce spróbować czegoś innego, potem znowu i znowu i niektórzy mają tak przez całe życie, a niektórzy w którymś tam momencie wiedzą już, że pewnych rzeczy czy spraw nie tolerują. Jak na przykład kawy czy coś… ale może ich zaskoczyć to, że mięsa nie lubią. Że niesmaczne jest, ohyda i w ogóle wszelaka paskuda i nie chcę.

Bleeee…

Nie żeby wegetarianizm czy coś, zwyczajne niedobre już.

Jak cukier i tyle.

Ale, na razie stoję w oknie i się gapię. Może sąsiedzi nie widzą, więc wiecie, kto to tam wie, może mają jakieś lornetki, to tutaj popularne. Lunety i lupy. Ludzie mają takie rzeczy w domach, jak przeglądacie strony z nieruchomościami, to widać… niektórzy serio jacyś dziwni, składnica alek na przykład… albo takie dziwne narzędzia, że Piła przy tym to parfuma!!!

Ale…

Piękne morze, spokojne morze, na nim statki długie, ciekawe co mają w ładowniach?

Do tego jeszcze wiatr, deszcz, kurcze, aż chce się siedzieć w domu. Nie żeby mnie goniło gdziekolwiek. Nic na to nie poradzę, ale trzyma mnie w domu. Tym bardziej, że znowu słońce wyłazi i nie wiem dlaczego i po co, bo przecież miał być deszcz i chmury i wiatr, a tutaj słońce, co to za ściema!!!

Helloł!!!

Się czuję oszukana!!!

Pogodowo!

Wolę już pochmurną pochmurność bez tych wstawek wszelakich i słonecznych. Dołują mnie. Tak wiem, nikt tego nie rozumie, choć w rzeczywistości niektórzy tak. No może jedna osoba, może dwie… hmmm?

One wiedzą i rozumieją…

Ale…

Nadal jest chłodno i fajno.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.