Pan Tealight i Niezbywalnych Patron Rzeczy…

„On był nadzwyczaj dziwny.

Goły, ale bez określonych, widocznych cech płciowych.

Nieowłosiony, jednak o tak dziwnie malowanej skórze, może i tatuowanej, jakoś nikt nie chciał się do niego zbliżyć mocniej, bliżej, bardziej… wiecie, żeby sprawdzić, tak pomazać poślinionym paluchem, czy coś w ten deseń. No wiecie, jak to się robi zazwyczaj, jak one Tomasze Niewierne, co się ostatnio pod jabłonką wykluły i lament taki robią, że cholery dostać można i innych zaraz też. Co tam pandemia obecna, one wywołają lepszą, bo czemu nie… mogą w końcu.

No ale…

Zwał się, czy też raczej był… no bóstwem był, wiecie, logiczne, w końcu kto inny by tutaj przyłaził do Wiedźmy Wrony Pożartej Przez Książki Pomordowane i Pana Tealighta. No kto? Ino takie obudzone, czy też dopiero narodzone byty, przywołane przez ludzkie pragnienia lub, wiecie, zwątpienia… może i te drugie w szczególności jakiejś… mocniejszej, większej…

Może?

Niezbywalnych Patron Rzeczy.

Pięknie się nazywał.

Ale wciąż wyglądał co najmniej dziwnie. Naprawdę dziwnie. Nawet aż nazbyt pokręcono dziwnie… no i do tego miał ze sobą masę bagażów. I to jakich! Na pewno na zamówienie robionych, bo choć różniących się wymiarami i kształtami, czy też wstążeczkami przy rączkach, to jednak każda z nich w oną dziwną krateczkę, taką oczy mącącą, a może i pepitkę… dziwne…

Jakoś nagle niczego nikt nie widzi, ino te czarne i białe paćki…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Świąteczne…

Bo wiecie, jak tak dalej pójdzie, to i książek nie będzie spoglądając na to jak trudno dostać je on line, zaczynam panikować. Udało mi się nawet 3 Pratchetty skołować, YAY… ale Empik zrobił mnie w balona i najnowsza Kojocica Fabryki Słów wyleciała z zamówienia, bo mają w dupie klientów…

Teraz ta książka jest znowu w ofercie i mogli poczekać, wysłać, wiecie… frontem do klienta, ale woleli to mieć w dupie.

No dobra…

Tak, wiem, duński kryzys futerkowy. Dobra, mocno szokujący wszelako tych, co to wciąż nie wierzą, że istnieje coś takiego jak pijar duński, no ale… to sie załapuje dopiero po kilku latach, więc rozumiem. No tak jest. Trzeba przywyknąć i tyle, problem futerkowy jest, są i protesty i tak dalej…

Jest zmutowany wirus, cudnie…

I tak się zastanawiam, czy czasem tak nie jest wszędzie ino Dania po prostu za jednym zamachem, wykorzystując oną pandemiczną osłonkę nie pozbawiła się problemu, wiecie, coby szczerze być zieloną. Ekologiczną i tak dalej… tudzież, zwyczajnie zamydlić innym ślepia, bo to nic innego.

Przecież.

Niemcy dzięki temu nasz nie kochają, ponownie, wiecie, im ta miłość tak przychodzi i odchodzi, podobnie zresztą Norwegia. Czyli Duńczykom tam nie wolno, nu nu nu… złe Duńczyki, paskudy z minkami… kurde, wciąż nie kumam czy chodzi ino o jeden sort tych futerkowców bidnych, czy wszystkie, ale wiecie, takie to zagmatwane, więc, nez urazy no… ale tak jak do Norwegii daleko, tak prom od kilku lat miał cały rok pływać do Niemiec… więc znów nie pływa.

No wiecie, no love no prom!!!

Zresztą, i tak Duńczycy słabo wierzą w maseczki.

I ja ich rozumiem.

Powiedzmy sobie szczerze, większości nie stać na to, by wciąż kupować one cuchnące jednorazówki, więc jadą długo. No wiecie, nawet widziałam jak sobie pożyczają, więc lekko mi słabo… nie wychodzę, więc szczerze ich nie oceniam. Mnie nie stać na jednorazówki. Mam jedną materiałową, więc teraz ino piorę i zakładam… mogę wyjść ino na chwilę między ludzi…

I wiecie co, więcej nie chcę…

Ale jakby trzeba znów promem, będzie jazda.

Ale…

Jest ogólnie dziwnie pogodowo.

Naprawdę…

Jak na Wyspę, wciąż pochmurnie, nie żebym narzekała, bo lubię ono zachmurzenie, ale wiecie, tu zwykle przynajmniej było kilka dni słonecznych, takich mocno i zimnych i liście, choć miejscami, zostawały na drzewach, a teraz… teraz zawiało mocno zaraz na początku jesieni i liście poszły się jeb…

No poszły.

Szczerze.

I wszystko jest takie gołe. I wszystko jest takie ciepłe… bo jest strasznie ciepło, ale też i wilgotno, co mi przypomina zeszły rok i moje proroctwa, że z takiej pogody ino choroby się lęgną, więc wiecie, sami sobie dopowiedzcie resztą. Nie będzie lepiej… a już tekstów w stylu, że z nowym rokiem będzie cudnie, nienawidzę. Telepią mnie. Po prostu wprowadzają we wkurwa.

Jakby magicznie ktoś 31go migał czarem i tadam!

Żadnych chorób, wojen, czy czego tam.

Tia… sami zacznijcie od sprzątnięcia własnego podwórka, wiecie, to może być szczerze naprawdę cudowne. Rewolucyjne wprost. Albo wybranie się do pobliskiego parku czy lasu i tam wyzbieranie śmieci, no i wyniesienie ich. Nie, że je zostawiacie… nie ma tak łatwo, znowu widziałam dyndające gówno w woreczku w lesie, po prostu cholera mnie bierze… wiecie, teraz to nawet nie można tego sprzątnąć bez odpowiednich ustrojstw, bo to odpad właciwie taki zakaźny!

… więc, szczerze.

Zasiejcie, zasadźcie drzewo.

Olejcie plastikwe gówna, kupujcie na przykład od dziewczyny, którą znacie z Facebooka i drukujcie sobie jej zdjęcia na ściany, by mieć sztukę jedyną taką… no co, mówię o sobie. Zdjęcia czekają. Są też obrazy, ale wysyłka nadal dobija. I szczerze nie polecam jej chwilowo. Chyba że kurier…

No tak.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.