Pan Tealight i Chciwy Mag…

„Od Wyspy?

Daninę?

Nosz Ty kurwiszoński łysy pypku ty!!!

Bo serio, przylazł cały taki wiecie, wyfiokowany, że aż się nad nim chmura unosiła, że aż wszelako się nie dawało oddychać i na pewno popierdywał tam w tej swojej bańce chmurowej, bo mógł… nic by się nie przedarło, seryjnie, tak walił. Pierun wie co to za perfuma była, ale kładła tych w odległości metra czy dziesięciu od razu… omamiała i zniewalała.

Poza Wiedźmą Wroną Pożartą Przez Książki Pomordowane… bo ona miała katar i oczywiście Złamane Zatoki Przeznaczenia dawały jej popalić nieźle, szczerze i z pełnym zapałem. A na dodatek wiecie, ona tak słabo widziała, czy też raczej widziała to, co chciała, że…

Jego obecność, jak się okazało, dla wielu przeszła niezauważalnie…

Niektórzy coś poczuli, może i kopnięcie, ale poza tym…

Nic.

Oczywiście, że się wkurwił na takową zniewagę i mocarnie telepną wszystkim, ale jakoś, po osattnich problemach, ciągłych strachach i tym pdobnych, to jakoś takoś, naprawdę mieli dość. Rzucał się podobno długo, bo Ojeblik – mała, ucięta główka do pospołu z Chochelem, chochlikiem pisarskim Wiedźmy postanowili sprokurować naukową rozprawę jego dotyczącą, więc wiecie, wsio widzieli, wsio spisali, nawet próbki jakieś pobrali, ale Wiedźma Wrona stwierdziła, że ona tego w swojej Spiżarni trzymać nie będzie, więc musili toto zakopać…

Nie mówiąc nikomu gdzie…

No i jak duże próbki one były, ale mag zniknął.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Naturalista” – … oj… Wiecie, człek traci wiarę w książki, naprawdę. Po prostu. Jakoś tak pisane na jedno kopyto, szczególnie widać to w kryminałach, na jeden scenariusz, jakby każdy skończył ten sam kurs… ooo, czekajcie, przecież na tych kursach i tak uczą tego samego…

… więc czemu się pieklę?

Nie pieklę się.

Jeśli ktoś się odnajduje w krótkich rozdziałach, w onych brakach opisów, zdaniach, zbyt niewielu słowach, wasza sprawa. Ja wciąż poszukuję innych. Wciąż… i czasem znajduję je. Szczególnie jeśli ludzie w opisach/recenzjach piszą, że powieść świetna, ale te opisy… oj, to od razu wiadomo, że dobrze będzie…

… i taki jest „Naturalista”.

Po prostu mądry.

Niesamowity i kryminalny.

Gdy poznajemy głównego bohatera wcale nie musimy zapałać do niego przyjaźnią jakąkolwiek. Nie… on tam istnieje, prowadzi nas przez śledztwo wykorzystując swoje naukowe metody, ach te opisy MNIAM!!! On tak jest, ale nie jest narzucony. Jest silny, choć słaby. Ludzki, chociaż lekko i boski, jakoś tak ponad nas… a jego śledztwo tak naprawdę, początkowo w ogóle nie ma sensu. W końcu nawet się aż tak nie znali, w końcu, jakoś tak… i tutaj nagle zaczyna nam coś bzykać we łbach, że może, iż na pewno, wżdy azaliż…

Jest w tym wszystkim coś więcej.

Pokłon nauce, która przecież, nawet w dzisiejszych czasach wciąż jest pomijana i traktowana po macoszemu przez policję i inne służby. Oraz opowieść dziejącą się w specyficznym świecie. I jeszcze opowieść o człowieku, który się nie poddaje, chociaż dosłownie kopią go po…

… elementach najbardziej bolesnych.

To naprawdę niesamowita powieść.

Świetnie wydana i dość spokojna, jak na kryminał. Ale zarazem boagta i pełna zaskakujących zwrotów. Jakoś taka… jak to drzewiej bywało.

Mniam!!!

A na zewnątrz…

Trochę spokojności, w końcu…

Ona pochmurność przesłodka, ona liściowa połyskliwość.

Te żółcienie ostro się jarzące się nawet wtedy, gdy pada, gdy mgliście i pochmurno. Zabierają papiery sprzed domu. Bo wiecie, recycling na całego. Znaczy wróć, na całego ma być chyba od przyszłego roku, ale wiecie, się zobaczy, w końcu planowanie czegokolwiek w tych czasach jest…

Ryzykowne?

To chyba najlepsze, najbezpieczniejsze słowo.

Bo wiecie, nie oszukujmy się i tutaj trzeba zważać na to, co się mówi. A może lepiej zwyczajnie po prostu nie mówić nic. Wiecie, w końcu nic się nie dzieje. Ale… no tak, te cholerne maseczki. Co ja tam bleblam, oczywiście, że się dzieje. Ludzie mają dość. Szczególnie, że na większości maseczek jak byk stoi, że nie chronią przed wirusami, co stało się chyba już takim memem hermetycznym bardzo. Wiadomo, kto tam czyta te etykietki.

Opisy…

Jak złożyć meble z IKEA?

Czytacie?

No więc maseczki, obostrzenia wyjazdowe i na dodatek Jul się zbliża.

A u nas Jul dotąd był onym momentem po lecie, kiedy miejscowi mogli zarobić, więc sami sobie dopiszcie resztę. Ludzie, ogólnie mówiąc, są wkurwieni. Mocno… ale nie do końca to pokazują, chyba że akurat któremuś się wybuchnie, no wiadomo, się zdarza. Postępująca znieczulica i taki brak uśmiechów, tej lekko ści w powietrzu, nerwowowści w sklepach… zmiany…

Tia…

Na razie cieszmy się jesienią.

Rozpieszcza nas wiatrem, deszczem i pochmurnością.

Naprawdę ideolo pogoda by se jebnąć w łeb i zakończyć ono męczenie się z codziennością. A przynajmniej tak mi mówią inni, bo przecież ja nawet normalna nie mogę być w rejonach pogody i cieszą mnie i te chmury i pomroczność wszelaka i nawet to zwichnięte kolano.

Serio, nie zwichajcie…

… eee… nie róbcie sobie kuku idąc właśnie na długi spacer. Naprawdę nie poecam, bo jak zrobicie sobie to w środku, to wiecie, będziecie i tak musieli dojść do samochodu z powortem na onych nogach, więc… wiem, że to nie moja wina, no moja rzepka żyje życiem własnym, ale wiecie…

… bezczelność.

Dlatego też…

No i mam kilka książek, bo się nade mną duchy wszechświatów równoległych zlitowały… albo miały dość mojego narzekania i wygrażania im… nie wiem, nie dociekam, ale książek kilka mam, więc razem z lekami da się oddychać. Akurat tyle, by nie wyzionąć onego ducha z siebie… chociaż, może akurat on chciałby się zabawić?

W końcu to teraz Samhain!!!

Wiecie jak to się poprawnie wymawia?

Nie wiedziałam sama, więc wiecie… googlnijcie sobie. Można się pośmiać jakim się tumanem było… ech, wstyd mi!!!

Booo!!! LOL

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.