Pan Tealight i Wiedźma Plotąca…

„To nie tak, że nie zdawali sobie sprawy ze specyfiki Wyspy, ale jednak to, co działo się a nią ostatnio… cóż, było wybitnie inne. Malowało im nieznaną twarz Wyspy. Nie tyle dziwną, kompletnie niewytłumaczalną, co jakoś naprawdę odmienną od wszystkiego, czego doznali tutaj…

Wciąż mieli nadzieję, iż to ino maska, coś tymczasowego i tak dalej, coś, co można zdjąć, spalić, tudzież potłuc, zmiażdżyć, rozsypać na wiatery łomoczące znowu Wyspę ostatnio i zabierające furteczkę… wciąż mieli nadzieję, wszyscy… oczywiście poza Wiedźmą Wroną Pożartą, no ale…

Ona ostatnio plotła.

Roślinki se plotła.

Szczerze…

Miała nowego fisia na punkcie chodzących, pełzających, zwisających, tupających, łapiących za kostki i wszelako dziwnie nazbyt ludzkich, z pniami grubymi, albo na takie się objadającymi, wiecie… one wszystkie niczym jakieś mandragory, całkiem dziwnie ciche i nie tresowane, żeby nie było… wcale a wcale nikt ich nie trenował, w ogóle, chociaż może ktoś, może nie wiedzieli…

Może ona plotła, a ten ktoś?

Ale kto?”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

I wieje…

I jest reklama…

I wiecie co, zaczniemy od niej, bo dziwna jest i znam ją wyłącznie z opowieści. Pewno można wygooglać, ale naprawdę nie chcę. Bo nie. Mniejsza. Reklama dotyczy jajek. Heheheh od kury zboczki, no! Więc one jajka sobie leżą i śpią i jedno ma sen chyba, może i koszmar czy coś, więc słyszyły: „Pomóż mamie”.

Tia, po polsku!!!

Dziwne, co nie?

Bo cała reklama ma na celu przymuszenie Duńczyków do kupowania jajek z flagą. Taki tam stempelek, wiecie, który oznacza jaja robione tutaj, a nie importowane. I przykro mi bardzo, ale jak najbardziej jestem za. Chcę jedzenia stąd. Nie przewożonego przez kilometry, nie od kur tłamszonych i tak dalej. Jajek, które dostarczają mi białaka i wszystkiego innego, a nie zabijają mój żołądek, a że mam z nim problemy i tak szczerze mogę jeść bezpiecznie wzglednie tylko właśnie jajka i taki chudy serek, to wiecie, mam przesrane.

Mocno.

Jajka z wolnego wybiegu, tutaj nie trzeba znowu wspominać dlaczego lepsze niż te od duszonych kur, ale jak ktoś nie zna tematu, to zawsze może sobie wygooglać. Ja mam dość tematu. Pamiętam smród, gdy kiedyś przechodziłam obok takiego miejsca i ono uczucie mu towarzyszące. Straszne, przerażające uczucie. Lęk i przeażenie krystalizujące się w jakieś takie sztylety, które przebijały mi głowę…

… naprawdę koszmar.

… więc kupujcie mądrze, lepiej mniej a zdrowsze, niż gówna w połyskujących papierkach, ale… cała sprawa się rozbija o one słowa.

O co chodzi z tym „pomóż mamie”?

Czy polskie jaja najechały Danię?

Wiecie coś o tym…

Mieszkanie jednak w odosobnieniu i nieużywanie mediów społecznościowych tak jak inni, tudzież wiecie, nie czytanie newsów, nieposiadanie telewizji itak dalej, sprawia, że przestałam łapać żarty i wszelako jestem odstrzelona od codzienności, przyznaję. I wiecie co? Lepiej mi z tym. W znaczeniu moja depresja, lęki, autyzm i tak dalej… kwitną sobie w najlepsze, ale przynajmniej nie napędzają ich te dziwactwa…

Zresztą TV wywaliłam jeszcze w zeszłym wieku. LOL

No ale miało być o wietrze.

Wieje.

Ha ha ha… nie ma to jak suspens. No ale wieje, pogieło to, zburzyło tamto, właściwie powtórka z rozrywki. Czyli jest jak zawsze, wiecie, nikt nie myślał, że będzie wiało jak co roku, jak wszędzie, jak Norwegia zaskoczona śniegiem. Ale dziś na przykład, czwartek to był… prom miał rankiem płynąć jak zwykle, czyli zgodnie z planem. Fale ponad 3 metry, ale wiecie… no i kapitan się zbuntował. Czasem człek wdzięczny jest za inteligencję, która jednak w innych tkwi.

No aż chciałoby się facet wyściskać za madrość.

No weźcie no… domami trzęsie, na morzu piekło, a oni chcą na czas.

Z morzem mawiają, że żartów nie ma, ale ono lubi żartować.

Udawać, że nic nie jest, że wcale nie tak mocno, że w ogóle, że można… mniam mniam mniam ludzizna. Kiedyś mawiali, że morzu kłaniać się należy i z respektem je traktować jak każdy przejaw natury, ale jakoś zapominają… zbyt wielu zapomina. Na szczęście ten kapitan – bo przyznam, iż nie wiem który dokładnie – pomyślunek miał. I dzięki mu za to. Płynęłam kiedyś slalomem czując jak mózg mi się przesuwa pod kopułką, więc szczerze, nie polecam sztormów.

I innych ekstremów.

No ale… wieje i wiać będzie.

A słonko jakie i dziwnie ciepło, jakoś ponad 15 stopni, po prostu gorąc no!!! Ostatnio zwykle jedziemy na 10 przecież…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.