Pan Tealight i Wiatrak Zapomnienia…

„… i tylko wtedy się poruszał, gdy złożyłeś ofiarę i wtedy to znikało, co wymazać chciałeś ze swojej głowy. Ale ofiara, cóż, była bardzo wysoka i nader dziewicza. Ale bez urazy, wcale nie, kompletnie nie ona. Nie. Ona nie chciała wymazać, tylko przykryć to. Zamknąć w pokoju, położonym w głębokiej piwnicy, gdzieś, gdzie są i stalaktyty i stalagmity i gdzie jeszcze nikt nie schodzi, po ciemno jest, zimno, no i mówiąc wyględnie pachnie niezbyt przyjemnie. W tamtym pokoju zamkniętym na sześć drzwi, na których pozakładano sześć kłódek i łańcuchów, pokoju bez okien, piwnicy zawalonej głazami, której nawet najbardziej upierdliwa fobia by nie ruszyła, pod zwałami domu. A może jednak zamczyszka, wielkiego, ogromnego, zbudowanego z otoczaków i kamieni, w których ktoś wyciął i róże i liście, małe twarze nigdy się nie uśmiechające…

Tam.

Pod tymi kamieniami, schowane, zamknięte, nie do ruszenia. Kamieniami porośniętymi parzącymi pokrzywami i mchem, jesienią śliskimi od czarnych grzybów o białych, paskowanych spodach, które dziwnie się mgliły w ciemności. Bo ona przecież nie chciała zapomnieć. Chciała tylko niepamiętać.

Zwyczajnie niepamiętać.

To jest różnica.

Zawsze nią była, zawsze tam była, ale ludzie zapomnieli, że istnieje. Jakoś tak, zwyczajnie. Bez ofiar, bo im było wygodniej, bo na wyobraźni im zbywało, bo byli tylko ludźmi sortu zapominającego… Nieodkładającego tego na potem, ale wpychającego to gdzieś pomiędzy ufoludki i teorie spiskowe. I jeszcze oczywiście gdzieś tam, gdzie ludzie wierzyli w dziwne stworzonka, ale ci akurat mieli rację. Wierzyli. Po prostu, najzwyczajniej w świecie nie chcieli tego, więc usuwali to ze swojego życia.

Zwyczajnie, ale ona nie umiała…

Tylko jaką ofiarę złożyć za niepamięć? Nieprzychodzenie obrazów, nieukładanie się w głowie nieswoich słów i wspomnień bolesnych?

No jaką?”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_4799 (2)

Z cyklu przeczytane: „Królowa” – … tom drugi. Zakończenie. I już po wszystkim. Pełnia jej życia… Świętosławy. Kobiety – królowej północy. Całej północy. Sigridy Storrådy. Tej, która postawiła wszystko na jedną kartę i…

Wiecie, chciałabym ją zapytać, czy było warto?

Oto Sigrida, która wciąż pamięta jego.

Która wie, że nie powinna, nie może, ale jednak wciąż się stara i wpływa na dzieje historii. Tylko, czy nikt tego nie zauważy? Czy nie przegra wszystkiego? Cóż, wystarczy zajrzeć w Wikipedię, już nie zmuszam do czytania mądrych ksiąg, ale jednak… cóż, może lepiej nie? Potraktujcie tę książkę jak opowieść, która z jednej strony mogła się wydarzyć, z drugiej, nie wydarzyła się do końca. A jeśli pominięcie fakty historyczne i przymrużycie oko, dostaniecie cudowną opowieść o kobiecie, która pragnęła władać, ale nie do końca. Chciała wpływów, ale też wciąż tak naprawdę była nieszczęśliwa i wykorzystywana…

Cherezińska jest dobra i tego nie trzeba chyba mówić. To nie jest jej pierwsza książka dla mnie i na pewno nie jest też to powieść, na której się zawiodłam. Ale to też powieść, po której wciąż oczekiwałam więcej samej królowej i więcej fantastyczności. Brakowało mi magii, brakowało mi skandynawości, brakowało mi… czegoś wiecie, wyższego. Ale to wciąż niesamowita opowieść, którą ci niecierpiący historii uznać mogą za fantasy. Gra o tron jak nic!!!

Polecam!!!

IMG_7255 (2)

Mrozek i śnieg.

Mrozek i topniejący mimo wszystko śnieg? No weźcie no! Jaka w tym sprawiedliwość!? Dlaczego świat mi to robi? No dlaczego? Śliczna zadymka, tak pięknie mogło być… tak biało, cudownie… ale nie, bo przecież. Bom niegodna porządnego śnieżnego raju? No jak tak można? No przecież. No wiecie, co?! No jak? Bezeczelność ogromna i tyle. Nie no, pewno że wiem, iż wiatr wieje od naszego morza i cały ten śnieg leci na środek i tamtą stronę Wyspy. Jakby wiecie, mnie nie lubił i to w ogóle. Pewno, że zdaję sobie sprawę z onych powietrza rozpędów…

NO ALE!!! Ja chcę śniegu!!!

Podobno jak się jedzie drogami, to biało jest. Kurzawki cudownie i czadziorsko się plączą pod kołami. Kłęby białości szaleją. Ci, co nie zmienili opon na zimowe… też. No niestety, niektórzy wiecie, zwątpili w następujące po sobie pory roku i tyle. Albo jakoś stwierdzili, że skoro mamy to ocieplenie klimatu, to wiecie, no przyoszczędzą!!! Ech! Sorry, ale u nas tacy sami ludzie, jak w innych miejscach.

Temperatura może nie powala zimnością, ale… gdy wychodzicie na plażę, albo na oną bardziej wietrzną część wyspowego świata, to po prostu skórkę z twarzy odrywa. Podobno odczuwalna to -15, ale kto ich tam wie. Moja twarz mówi minus siedemset!!! Albo i więcej. Klękam na zamarzniętej plaży, by podejrzeć silnie wzburzone fale, czuję jak coś spycha mnie do środka Wyspy. Nie tylko dlatego, że wiecie, tam jest śnieg, ale też jakoś Wyspa nie chce dziś ludzi na plaży. Na twardej, gładkiej i pozbawionej wodorostów. Czyściutkiej i zamarzniętej. Niesamowitej, ale tez i lekko przerażającej. Odpycha mnie w górę rzeki, tam gdzie kry i różne twory zmarzlinowe, tam gdzie to wszystko ruchome pomiędzy tym, co nieruchome.

Ale przynajmniej zimno jest!!!

IMG_4837

Szczurzy job.

I to ino w dwie godziny! He he he!!! Niezłe pieski, co nie? Bo wiecie, szczury na Wyspie są i sorry, ale te kotki domowe, to mogą im ino naskoczyć. Lepsze są pieski i oczywiście… jeże. Nie wiem o co chodzi, ale jeż w ogródku oznacza niską popularność posiadłości w kręgach gryzoni typu myszowo-szczurzego. Wypróbowane. Podobno to coś z dźwiękiem i z zapachem, ale wiecie, trzeba jeszcze doczytać. Na szczęście maluch, którego uratowałam z nadmiernego słońca chyba zadomowił sie w naszych krzaczkach, a że ja krzaczki lubię mocno bardzo i nic im nie robię, więc sobie nie przeszkadzamy. Wiecie, poza tymi momentami, kiedy to wypadam jak ona kukułka z zegara i szczebioczę nad nim: oj, jaki słodki jeżynek, jaki cudny…

Każdy ma jakieś wady!!!

Ale trzeba przyznać, że pieski dumne z siebie i się nie dziwię. No wyłapać tyle gości, szybkich i świadomych ostateczności niebezpieczeństwa, to coś wielkiego. Gratulacje! Mam nadzieję, że dobre papu będzie potem i drapanie za uszkiem!!! A jeśli chodzi o to, co ze szczurami teraz… to w komentarzach jeden osobnik zaproponował zupkę. I wiecie co… jak mawiał Shrek: najlepsze są w sosie własnym, więc może któraś z duńskich restauracji się skusi? Oni w końcu tak lubią eksperymentować dziwacznie, szokować i brutalnie zestawiać konsumenta z papu… wystarczy spojrzeć na przesłynną NOMĘ. Aż człek się cieszy, że bidok taki i raczej nigdy go tam nie zaproszą, bo przecież wiecie, bidoki jak ja to nie docenią ekspresji mchów i kamieni, na których podano jedzenie. No w życiu!!! Ech, my niegodni, strasznie niegodni!!!

Ekhm… a u was jak zima?

IMG_4786

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.