Pan Tealight i Mózg – ciecz żrąca…

„Wyjada głupotę, wyżera bezmyślność… Przestań go używać, a zostaniesz wrzosowym, podgryzanym przez korniki taboretem lub parapetem piątego piętra nader odrapanej kamienicy – tam gdzie sikają umyślnie i z premedytacją nie tylko gołębie. W rzeczywistości pewno niewielu zdaje sobie z tego sprawę, iż mózg to ciecz żrąca. Nieprzyjazna doprawdy, gdy się jej nie używa. Napastliwa, gdy zwyczajnie pomija się jej delikatne, aczkolwiek wyraziste muśnięcia. Cholernie wkurwiona, gdy nie czuje się kopniaka w gałkę oczną… i łatwa do obrażenia. Oj nader łatwa. A przekonać ją by powróciła, niemożliwe. Ot zabiera swoje zabawki, nocą wypływa przez nos, w gardle trochę na do widzenia pobulgocze, z żołądkiem się zabawi, oczkami pożongluje, potem magiczne ludki swoje pakuje w trumienki, fałdki dokładnie zawija, znowu stała, a skrzaty fotograficzne niza na zielonkawe, w warkocz plecione sznureczki… i odchodzi.

To dlatego Wiedźma Wrona Pożarta miała od pewnego czasu takie fajne zwierzaczki w domu. I to ile! Od wyboru do koloru. Może i lekko obślizgłe, mlaszczące lub stukające obutymi w obcasiki nibynóżkami; ot masy szare i białe, falujące, pofałdowane, zawsze po lewej nadgryzione, jakby coś jednak zostawili w człowieku, który ich obraził. Durniu i palancie, zdolnym tylko wydalać i wpychać przez otwory co popadnie.

Bo i czegóż więcej wymagać od ludzi?

Wspinały się po ścianach, lekko migocząc w wiosennym, natarczywym słońcu, strasząc wybudzone co dopiero do nowego świata szczypawki i pająki. Przylepiając sobie ospałe muchy w charakterze wystroju zewnętrza. Nie gubiąc niczwego. Wewnętrznych pasażerów traktując z gracją. Nie tęskniące za przeszłością… bo w sypialni Wiedźmy wisiała Pajęczyna z Wyobraźni.

A ozdób nigdy dość.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


Recenzja: „Saga o Rubieżach tom 2”

Muszę przyznać, z biciem czy bez, wiecie czasem chce się tego czasem tego… ale dobra, niech Wam będzie, kręci mnie trochę to słońce. Zagląda od kilku dni, natarczywe jest, nawet ciepłe, choć wiatr wciąż podwiewa dupeczkę… Z uśpienia wyłażą te wszelakie roślinki. Jedne od razu wypryskują płatkami, otrząsają się, burzą brunatność i szarości, inne znowu kręcą tylko falliczną zielonkawością, dziwną trzaskającą powłoczką, orgazmem grudek wilgotnej ziemi.

… a to dopiero początek…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz