Pan Tealight i Wietrzność…

Wiatr Wietrzności był taki, że głowy odrywało, a one radośnie, nieświadome jakiejkolwiek grozy, jakiejkolwiek przyszłości, toczyły się niekoniecznie prosto w dół miasteczka. Wprost do portu, do łodzi, strasząc nielicznych, dziwnie płochliwych turystów posezonowych, równocześnie w ogóle nie wzruszając autochtonów. Autochtoni to twarde sztuki, albo z wadą wzroku, lub zwyczajnie obojętni. Choć, czy można być obojętnym, gdy głowy tak milusio się toczą i dudnią rytmicznie, czasem gubiąc conieco z siebie, o czerń drogi?

Wiatr też nie zwracał uwagi na głowy, po prostu wiał i je strącał. Niby przypadkiem, a jednak artystycznie… głowy kapuściane, głowy różane, stokrotkom głowy, nieliczne, kapeulsze grzybom, dziwiąc się, ze noszą je na nodze i inne łebki też strącał. Zrzucał kopułki i zmiatał bańki, puste i pełne, dudniące i głuche. Deńki i makówki… wszystkie miały coś wspólnego, ot toczyły się. Nie wszystkie krągłe, nie wszystkie równe, niektóre z nakryciami: kapeluszami, chustkami, toczkami, stroikami, kokardkami, kucykami i ogonkami; inne z uszami, jeszcze kolczykowane, niektóre nawet z oczami, jeżeli te wcześniej nie wypadły. Spoglądające na swoją przyszłość z całkiem innej, krętej, kolistej perspektywy, jakże szybko umykającej.

Ot toczyły sie głowy ku wietrzności.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


Z cyklu przeczytane: „Lot Nocnych Jastrzębi” – jak ja czekałam na tę książkę. Ale chyba pewni autorzy przechodzą do przeszłości, bo choć intrygujący, to jednak ten tom mnie znudził. Bo wiem, że Feista naprawdę stać na więcej. A raczej pamiętam, że te poprzednie tomy – między nami też lepiej wydane, jakieś takie bardziej poręczne – pochłonęłam. Żyłam Thomasem i Pugiem. Walczyłam z potworami, bogami, sprzecznościami światów… smakowałam je. Wszystko było spójne, fascynujące, jakieś takie poskładane. Wciągało!!! „Wojna Światów” była i moją wojną. Chciałam postawić się w pierwszym rzędzie walczących!!! Naprawdę! A trudno mnie zmusić do babrania się w krwi poległych.

A teraz NIC!


Recenzja: „Jesienny koktajl”

MAMY OKŁADKĘ!!! Gdyby ktoś się zastanawiał… bardzo fajną okładkę ma nasz nowy zbiorek – bo to już drugie Halloween z 31.10!!! Niezależnie od tego czy pierwszy tom Wam się spodobał, zapraszamy i do drugiego. Tym razem znani i nieznani! Opowiadania starych wyjadaczy i konkursowe perełki!

Wiater tak dmie, że właściwie człowiek czuje się jak dmuchawiec dmuchany. Nie można zrobić kroku, bo… nie da się. Wiatr stawia próg zwalniający i to taki, którego nie można przekroczyć. No NIE DA SIĘ I TYLE! A jednak jest w tym jakaś moc natury, ale taka utulająca bardziej, niż przerażająca. Jakby ktoś mnie kołysał, choć czasem chyba zbyt mocno, przez co wypadam z tej mojej chwiejnej, mało materialnej kołyski i zderzam się z twardością świata.

Nazbyt brutalnie!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz