Pan Tealight i Anatomia Błękitów…

Pan Tealight miał problem z Błękitami. Każdy z odcieni domagał się własnej, jak najbardziej nietypowej nazwy. Zgromadziły się wokół Sklepiku i donośnie, przekrzykując rozpasane podmuchy wiatru – który PONOWNIE postanowił pokazać na co go stać – żądały ochrzczenia.

Ojeblik zdążyła zzielenieć, nim Pan Tealight nadał pierwsze 10 imion. Potem on sam, zawsze tak elegancko i monotonnie szary, poczuł się źle i schował się za Wygódką. Wygódki bali się wszyscy, nawet Błękity, więc przez chwilę był spokój. Te o jaśniejszym odcieniu schowały się pod – O DZIWO! – kwitnącymi zimą różami, te ciemniejsze postanowiły odnaleźć Podpiwniczny Kopiec, legendarny i dotąd permanentnie niewidzialny. Wszystkie kolory były z siebie tak bardzo dumne. Z owych swoich wszelkich błękitności, niebieskości, odcieni niebiańskich i morskich wariacji; z kobaltów, turkusów, lapis lazuli, oraz bliżniąt pruskiego i berlińskiego. Dumne z ultramaryny, błękitów Thnarda, czy Turnbulla. Indygo z lazurytem siedziały skwaszone pod podschniętym krzaczkiem pigwy licząc na miły kontrast z zeschniętymi żółcieniami, a Niebieskie Ciała lizały Migdały… ale im nikt się nie przyglądał.

Niestety nadmierna wszelaka niebieskość wpłynęła też na Wiatr (chwila więc sobie minęła), który wirując w specyficznym tornadzie nad Kominem postanowił podomagać się swoich praw do rozróżniania.

Tylko w jaki sposób nazwać każdy powiew? W jaki sposób nadać tożsamość każdemu z podmuchów? Jak odróżnić ten, który lekko odchyla liście od tego, który wprawia w ruch gałązki? Nikt tego nie wiedział… a może raczej należy powiedzieć, że Pan Tealight postanowił się nie mieszać? Albo postanowił mieć nadzieję, że uda mu się uniknąć odpowiedzialności? Wystarczy powiedzieć, że Wielki Wiatr – ten, który nie potrzebował dotąd imienia, który wyrywał dusze i odczepiał cienie, mieszał marzenia i bawił się dekorując skrytymi myślami drzewa – zmieszał wszystkie Błękity. Ot tak dla zabawy, a im się to wcale nie spodobało!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

PS. Recenzje: „Inne okręty” i „Sebastian, czyli przygody błazna”.

PSSSSSSZZZ>>> WYWIAD ZE MNĄ… OJ NO SERIO 🙂

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz