Pan Tealight i Dziura Ciemnych Wielce Mocy…

„Jeżeli jesteś na tyle odważny, na tyle masz mocne nogi, serce, duszę, ale też obuwie, no i oczywista, że pęcherz i stawy wszelakie, gacie, skarpetki… cóż, zwyczajnie jeśli ci się chce, jakoś ci tam idzie i leci, to możesz dojść spokojnie brzegiem Wyspy, kamienistym, piaszczystym, wilgotnym, tak przy użyciu raków, linek, zaklęć magicznie stosowanych, przekleństw i zestawu pierwszej pomocy… możesz samoręcznie dojść do Dziury Ciemnych Wielce Mocy.

Jest to zabytek, ale i wciąż obiekt użyteczności publicznej, o którym nikt nie zapomniał, ale też niewielu przyznaje się, że o nim pamiętają. Zabytek i miejsce przerażające, który Pani Wyspa przyjęła, pokochała, zaakceptowała i umieściła we Wrzosowej Dolinie swej własnej Czołowej Północnej Zmarszczki. Miejsce dziwnie skomplikowane. Z pionowymi ścianami dookoła wilgotnej, dziwnie na pierwszy rzut oka płytkiej dziury, z malowniczymi ogródkami skalnymi obsadzonymi brzózkami, na tyle sprawnymi genetycznie, a i odważnymi, a może zwyczajnie specjalnie specyficznymi, wolącymi ową wszelką mroczną niegrzeczność i ofiary z czegosięda… no bynajmniej rosną na skałach, z jagodami wokół korzeni i im to jakoś tak pasuje.

I są tam jeszcze dziwnie, zapomniane wrzosowe polanki powyżej i poniżej, i kamienie, które tylko czekają aż im ktoś da pretekst, nogę podłoży, by potoczyć się w dół ku strumykowi, ku czystej krawędz stawu… Co jest tam też, w dolinie, za kamiennymi ścianami. Ku owej wszelkiej namokniętości, co toczy się drżąco z drugiej strony owej studni, gdzie każdy może zostawić swoje zbędne moce… zbędne i ciemne… Ku dróżce elfickiej, przylaszczkom i innym… maleńkim, cudnym, słodkim i owym wszelakim i magicznym.

Wszystkim najmilusiniejszym.

I właśnie tam udała się dzisiaj Wiedźma Wrona Pożarta. I wzięła ze sobą cukierki dla wszelkich pomijanych w atlasach i encyklopediach bytów, oraz dziwne coś, niby lustereczko… srebrzystą podwójność zdobioną kwiatuszkami. I gdy tylko doszła do Dziury Ciemnych Wielce Mocy… wyciągnęła dłoń i z dziwną ulgą widoczną w desperackim ruchu, rzuciła ową srebrzysto-kwiecistą okrągłość. Ową błyszczącą złość i wkurwiczność, ot totalne nieporozumienie, pudrową nieświadomość, odbijalność sprzeczności. To, co najpierw zawisło w powietrzu, wbrew wszystkiemu, co wpajano Wiedźmie Wronie na lekcjach, nie wpadło w toń, ale jakby najpierw było obracane, sprawdzane ponad powierzchnią i dopiero po pewnym czasie, gdy już i toń przypatrzyła się temu do jej darowano, ale i tej dziwnej, niskiej kobiecie z pluszowym polarnym misiem i wielką, włochatą niebieską torbą… z zadowoleniem w głośności i smacznym mlaśnięciem, pożarła srebrzystość jej ofiarowaną.

I odbeknęła głośno. Bo tak naprawdę owe białe i czarne moce, owe magiczności dobre i złe, to seryjnie bullszit jest… Ale sama moc zawsze ma w sobie fantazyjny smak. Jednym zło kojarzy się z lustereczkiem, innym znowu z kamiennym bożkiem krwią spłukanym, jednym z koteczkiem puchatym, innym kołkiem bieżącym ku piersi wznoszonej łkaniem niewiasty grzesznej wielce i wampirycznie ssącej…

No wiecie. Co i kto i jak to lubi!!!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


Z cyklu przeczytane: „Cześć Księżniczko!” – … i nie rozumiem. No nie pojmuję tego świata, gdzie wszystko w stanie są opisać marki i owo dziwne pragnienie posiadania i wyglądania, a nie wiedzenia, czy też bycia… I sorry, ale nie, nie przekonują mnie historie o kurna przemianach pokoleń, bo głupota, to raczej nie przemiana, to cholerna, turbulentna degradacja.

… więc jest to opowieść o produktplejsmencie! O dżinsach, telefonach i appach. O różnych sprawach, które serio nie powinny być wyznacznikiem życia nastoletniego. I o seksie, dupach, tyciu… Rany Julek! Czy serio nikt już nie miesza wiedzy w dojrzewanie? Oj bez przesady, pewno że pamiętam jak to było być nastolatkiem… no mniejsza, miało być o książce. Mamy więc młodych ludzi, co nie mieszczą się w dżinsy, tych zakochanych, tych szukających miłości, tych co chcą odbić jedno drugiego… a wszysto w owej hiszpańskostronniczej melodramatyczności. I mamy też ciągle pipczące telefony i wiadomości, i kurde, kiedy oni mają czas na bzykanie?

Si, oto jest powieść. Co ma serduszka ze skrzydełkami. Dla wielce tam typowych nastolatek. Takich wiecie, przykładowych, definicyjnych i w ogóle. Ja umywam ręce, szaty rwę i tak dalej…

Wlokę się po Wyspie czasem. Jakoś tak wciskam swój nos, a i podążający za nim większej mocy zadek, wszędzie. Znaczy gdzie się da, gdzie się zmieści i w ogóle. Bo wszystko tutaj warto zobaczyć. Wszystko dotknąć, poznać, znaleźć to, co nikogo nie interesuje, bo przecież nie pipka esemesami o swej obecności. I udało mi się poznać specyficzne, magiczne, elfie miejsce. Co dziwne, umiejscowione dookoła zaskakująco przerażającej czarnej toni. Otoczonej pionowymi granitowymi skałami w różnych kolorach i schodkowo opadającym po prawej stronie uroczym, ale dziwnie groźnie zerkającym na nietopiącego się przechodnia… ogrodzie z brzózek.

Przyznaję, że nie wiem kto miał pomysł na ułożenie takowej ikebany, ale wszystko to otoczone wrzosami, mikrymi krzewinkami i omszonymi kamieniami w niewielkim lesie… jest doskonałością. Miejscem, w którym Stary Havgus ma używanie!!! I gdzie słyszałam dziś krzyk Szalonego Lisa…

Przewalające się kłęby dziwnie mrożącej mgły, zdają się niwelować nikłe słoneczka promienie. Dookoła płoży się wszystko to, co płożyć się może. Kamienista dolina jednak mimo skąpej ziemistości wydaje na świat mnogość wrzosową. Niczym na owych wichrowych wzgórzach, ino tutaj jakoś mniej wieje, otaczające prawie pionowe ściany zdają się chronić, ale i zazdrośnie napierać na każdego, kto odważy się na zwiedzanie owej dziwnej okolicy. Gdzieś w oddali śnią ruiny Hammershus. W remoncie… cały czas czekam na moje M1 tam. Z łazienką…

Idę. Dziwnie najpierw żwirową, łagodną ścieżką, a potem robiąc za kozicę… taką lekko wściekłą, zdolną najpierw zanurkować pomiędzy korzenie w poszukiwaniu przylaszczki, a potem wybić się, bo w górze coś świergoli. Moje ADHD ma wysoki poziom własnej świadomości, nie ma co. W oddali miga jakieś jeziorko, po lewej szemrzy strumyk… i niby wiem, że woda jest cierpliwa, ale wciąż mnie to zaskakuje.

Odkrywam nowe… całkiem nieznajome. Baśniowe, elfie, cudownie sarkastycznie niesamowite. Moje niemoje.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.