Pan Tealight i Gizelda Frykas…

„Gizelda Frykas miała wszystko. Posiadała wszystko! A owa cała, pojemna, grubaśna, radosna i cokolwiek dumna z siebie wszystkość miała oczywiście ją, Gizeldę. Zawierała się w niej i pięknie prosperująca firma ciastkarska, tucząca się sama wspbnie już na własny widok, cudowną przyszłość płożącą się na horyzoncie linią grubą, falistą, w pastelach… miała figurę niesamowitą, włosy wyłącznie na głowie i to w owym najwłaściwszym miejscu, i oczy co to wystawiały każdego na pokuszenie i łamały wszelkie przykazania. Miała absztyfikantów poprawiających jej humor, na każdym kroku, serenady pod oknem… truskawki i poziomki w śmietanie. Miała i rodzinę, która uprzejmie nie stawała jej na drodze, ale wypełniała rokazy…

Miło z ich strony!

No nawet cellulit jej zniknął z ud, więc serio powodów do narzekań nie miała. A jednak Gizelda Gryzelda Frykas, znaczy się Gryza – Gryzka dla przyjaciół… miała pragnienie, marzenie, życzenie. I wciąż śniła ową dziwną tęsknotę w sobie, tęsknotę za czymś jakże nieuchwytnym, niemożliwym, nawet dla niej, choć zdawało się, iż nie ma bóstwa, które by jej nie sprzyjało…

A jednak to jej pragnienie, może przez to, iż takie niesprecyzowane, że to tylko tchnienie… wciąż w niej dojrzewało.

Zniszczony dmuchawiec, nasionka wirujące na wiatr, ptaki przestraszone, na wszelki wypadek wzbijające się w przestworza, myśli i oddechy, marzenia i uczucia… dym, mgła, ulotne, niczego z tego ułapić się nie da… Ot by w końcu być! Żywą… a nie ino senną ułudą, marą… choć nie paskudą!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


Z cyklu przeczytane: „Nomen omen” – … czyli takie ot „długowyczekiwane”. Bo wiecie, niektórzy autorzy to idą na jakość, nie na ilość. Znaczy poganiasz takiego batogiem, straszysz zamknięciem lodówki, odebraniem napojów wyskokowych, gier wszelakich i książek… a oni wciąż nic! Marta Kisiel-Małecka to POTWORA jest!!! Straszna na dodatek!!! Po prostu OKRUTNA…

A recenzja? A będzie TUTAJ!!!

Wydawałoby się, że Wyspa jest mała. Ot właściwie niewielka. Ot okruszek piękna na morzu, co to w sobie ma i wraki i bomby, a i wszelkiego innego ohydnego śmiecia moc całą. A jednak… a jednak można tutaj żyć, złazić ją stopami we wszelkie strony poszerzone i podłużone i wciąż jej nie znać. Bo musiałbyś chyba w każdej roku porze, każdej dnia porze, zależnej jeszcze dodatkowo od aury… być w każdym miejscu jednocześnie, by ją poznać. A i tak nie byłoby to wszystko, bo w końcu aura każdego z mieszkańców też oddziaływuje na Wyspę. Na nasze postrzeganie. Na to, jak blisko podejdą ptaki, jak pogłaskają cię liście i czy akurat nie zajdzie ci drogi wielki korzeń, cobyś w końcu pozwolił ząbkom troszkę ziemi prosto z Wyspy zjeść…

Nie nudzę się. Wprost przeciwnie, raczej ogarnia mnie panika, że nie zdążę. Nie zobaczę wszystkiego. Każdego możliwego kształtu konara, każdego koloru nieba czy wody i każdej kropli filuternie uformowanej na pniu. Nie dotknę każdego rodzaju mchu, z gatunku tych najbardziej ugrzeszonych, co to peniskami podłoże znaczą, tudzież owych, co wyglądają jak maleńkie drzewka. Jakby w rzeczywistości ów podziemny ludek był znacznie mniejszy, niż mi się wydaje. I oczywiście moim trollom na strychu…

… bo one nic nie wiedzą, albo nie mówią…

Czasem zdaje się niemożliwym to, co widzę. A czasem wydaje mi się, że niemożliwe to tylko to, co mi wpojono, a naturalna dzikość Wyspy jest zwyczajnie, nawet miejscami nudnie, no normalna! Bo przecież ona nie udziwnia. Po prostu pozwala, by wszystko rosło, jak się komu podoba. W jaką kto chce stronę. Jak chcesz być leśną tancerką, proszę cię bardzo, a drzewkuj się niczym baletnica. Konary do góry, powykrzywiane, niczym ręce strające się układem powiedzieć nam więcej, wydrzeć sekrety, które zdolne byłyby… ale czy potrzeba nam rozwiązania tajemnic?

Wyspa jest fascynującą i piękną tajemnicą. I czasem mi się wydaje, że wiedza nazbyt mi ciąży. Że lepiej byłoby po prostu ją czcić, nie pytać, nie dociekać, po prostu wierzyć i ufać i oddychać… Czy nawet „niepragnąć”? Czy to możliwe? W owym postrzeganiu osobnika, jako tego, który zawsze chce nowego, który chce czekać na nowe, który bez nadziei na nowe nie umie rano obudzić się ze snu…

… ale w śnie też jest Wyspa, więc, czy mam wybór?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.