Pan Tealight i Konar Barbarian…

„… więc jeśli chodzi o plemię Barbarian, to jakoś tak, no istniało. Byli oni Barbarianowie niscy i skąpo odziani, ale bardzo owłosieni i mieli, a raczej posiadali wszelakie prawa, do niby wioski niby osady… ot zestawu chatek na swoim wielki, grubym, gruzłowatym konarze.

Niektórych to śmieszyło.

Ale nawet jak się śmiali, to zazdrościli im onego Konaru.

Tak, Konar był wielki, potężny, choć drzewo, z którego czerpał wszelkie pożywienie i moce raczej było mikre, i wszystko to było dość dziwne, i podług fizyki ludzkiej właściwie chyba… niemożliwe, ale przecież te chatki i jeszcze oni sami też nie byli wszelako obecni w książkach i innych zapiskach, więc…

Czy kogoś to dziwiło?

Nie.

… więc żyli sobie oni Barbarianowie spokojnie dość, uwielbiali pleść sobie wzajemnie warkocze, w różnych miejscach oczywiście… chociaż o tym może lepiej nie myśleć i byli wyłącznie mężczyznami.

Tia…

Nie, nie było z nimi jak z krasnoludami. Oj nie, jak najbardziej się starzeli i dorastali, ale tak powoli, iż życie ludzkie nie było w stanie tego zauważyć… ot co ileś tam lat, wieków czasem któryś z nich odchodził, a na Konarze pojawiała się kuleczka, która rosła wraz z odchodzeniem starego, albo tego, co zwyczajnie podjął taką decyzję i, pojawiało się dziecię. Ale zawsze tylko jedno.

Problem w tym, iż Zawsze istniało w pełni swej antropomorficzności i uwielbiało nie być stałością, więc dnia pewngo pojawiły się Trojaczki.

Tia, od razu…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

YAY!

No dobra, z jednej strony super, z drugiej ino 3… ale… teraz z serii Hobb, znaczy tej serii, wiecie, nie Żywostatki, brakuje mi ino pierwszego Błazna. No i nowość z Fabryki Słów, ale też smutna wiadomość o śmierci Mai Lidii Kossakowskiej. Ja… jakoś ponad 20 lat temu byłam częścią onych gazetek Nowa Fantastyka, Fantasy… i wiecie, człowiek czuł respekt, chcoiaż tylko kilka lat różnicy…

Po prostu nie rozumiem.

Za to „Grillbar Galaktyka” pilnie potrzebuję i całą serię anielską.

Po prostu… szokująca wiadomość.

PS. Nie, nikt mnie nie sponsoruje… ale kiedyś były takie czasy, nie przetrwały mojej przeprowadzki… niestety.

I politycznie.

Nie żebym się znała, ale wybory mamy. Znaczy wróć, nie wybory a referendum. I przyznaję, iż nie mam pojęcia jak to wszystko tak wyszło, jak to się ma do tych pisemek Putina, całej sprawy powojennej Wyspy i jeszcze… w ogóle wszystkiego. Czy to znaczy tylko i wyłącznie, że mamy przejebane?

Oczywiście są reklamy, WOW.

Nie toleruję żadnych reklam, więc irytacja level hard… chociaż i tak są inne, które na mnie działają. Wkurwiająca laska zmieniająca narodowość z ruskiej na polską, z dziwnym akcentem wschodnim, co to do zarabiania zachęca… dziwnymi drogami. Wiecie, tymi, których ja nie do końca, znaczy się nie znam. Ale… ta reklama, na niej wszyscy zaznaczają sobie w kalendarzach datę…

1 juni.

Macie link powyżej, więc wiecie… Googla translacyjnego też, więc… chodzi oczywiście o obronność, o wojska i tak dalej, czyli temat dla mnie trigerujący wszelkie elementy mej osobowości pokręconej i na dodatek… w pewnym sensie jest to dla mnie niezrozumiałe? Dlaczego wcześniej tego nie zrobiono?

Czy tylko P. się do tego przyłożył?

Czyż P. nie jest nagle wygodnym wymówkiem jak pandemia?

Tosz to szaleństwo!!!

Ale spokojnie, gdy to piszę jest środa, zaraz, ostatnia majowa?

Eeeee…

Tak, ostatnia majowa, więc oto jest dzień, w którym deszcz padał. Niewiele, znaczy mogłoby więcej, ale było miło i chłodno i deszczowo, ten dźwięk i w ogóle… nosz przecież… czyżby naprawdę można się było oduczyć tego dźwięku, wiecie, tego: jak brzmi deszcz. Straszne to!!! Naprawdę. Jakieś takie smutne i dobijające. I jeszcze bardzo rozpierdzielające psyche!

Pomijam już, że na zewnątrz wciąż susza a jedna deszczówka tego nie naprawi. Niestety. Przydałoby się kilka dni względnie pochmurnych i deszczowych… a poza tym wróbel wpadł mi do pokoju i właściwie nie wiem gdzie jest. Kurde, znowu? Przecież okno ino uchylone i żaluzje jeszcze… wiem, że one się uczą latać, ale jak to łapać? Niech ino nie nasra mi w domu!!! Aaaaa!!!

Natura!

Ech!

Z jednej strony to jest cud, patrzysz i podziwiasz i wiesz, że chcesz teleobiektyw, znaczy ogólnie sprzęt lepszy, ale nie masz go, więc ból… a potem ta małpa jedna z drugą obżerają twoje ciężko wyrodzone drzewka.

No wpierdalają!!!

Ale z drugiej strony, ej no natura. Pewno, że kleszcz tyż natura, człowieka natura, a jednak jakoś nie trybi… co nie?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.