„No koperty lizał.
Dopiero potem się okazało, że był zwolennikiem i koneserem wszelakich klejów i oczywiście znaczków czy innych nalepek… no wiecie, taki tam lekko wybiórczy był, nie że wszystko, czy jakoś tak, ale jednak jego zdaniem było lepiej wsio przelecieć jęzorem. Po prostu. Jakoś tak.
Najbardziej lubił te ekspresyjnie egzotyczne, a znaczki z postaciami koronowanymi lizał wyłącznie w ukryciu. Intymnie. Co jak co, ale królową czy króla, tak przy innych, czy ogólnie mówiąc, no publicznie, nie można, raczej, zwyczajniej nie wypadało. Naprawdę. Trzeba było zachować chociaż odrobinę pewnej, no dobrze, może i ekscentryczności – był przy kasie, pracował dla fanu – miał przecież przyjaciół na całym świecie, ale jednak… w dzisiejszych czasach ludzie byli tacy…
Nielistowni.
Smutne to.
Dlatego się zatrudnił na poczcie. A dokładniej jako roznosiciel… no dobra, mieli te problemy w czasie pandemii, ale jednak, jakoś tak, udawało mu się przez wiele lat… ona go złapała. Jak w ogóle to się wydarzyło? Jak śmiało, mogło, jak w ogóle tak zwyczajnie, no i skąd ona się tam… nic to, że mieszkała, przecież wiedział, znał jej adresy, wszystkie adresy, lubiła pisać…
… więc…
Ale to ona.
Podziwiał ją, był jej wdzieczny, ale takie twarzą w twarz?”
(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Nie wiem co jest nie tak z tym światem…
Znaczy wróć, wiem co jest nie tak, kurna wszyscy zajmują się nie tym co trzeba, no ale… jak to mówisz, to nagle jesteś złym człowiekiem, a przecież mam rację? Obecnie ludzie gnoją cię za pokazywanie jedzenia, bo na Ukrainie ludzie nie mają co jeść. Hmmm… powiem tak, w połowie knajpy podobno otworzyli, więc chyba mają co jeść, a cała reszta, że niby co, oni będą chcieli moją śmierdzącą herbatę i lichą rybkę? Zresztą nie, dziś resztki zjadam. Stare bułki…
Ludzie zapominają, że inni też nie mają rajsko.
Poza tymi na instagramie.
Wiecie, jakieś tam z jachtami i tak dalej, wydający miliardy na złote kurki i tym podobne… no wiecie kto, tudzież, czasem prawie wszyscy w dziwny sposbó uznali, że to właśnie oznaca spełnienie. One złote kurki, spłuczka do kibla z diamentami, czy coś w ten sam kompletnie niewyszukany i durny sposób, bo szczerze, kto potem z kupy te diamenty wyciera… a, służba.
Tosz ja durna no!!!
Myślałam coby sama umyć okna…
A przecież to takie niedzisiejsze… jak wyrywam chwasty ręcznie, po staremu, wciąż się dziwnie na mnie patrzą… dziwne ludziki, kurde… no weźcie no. Przecież co? Randapy jakieś mam ciurkać pod zioła, czy coś?

Zauważyliście jaka jest presja, wywierana na ludzi w onych mediach?
Socjalnych…
Kurde, człowiek ino wchodzi, wrzuca zdjęcie, wychodzi, a i tak go dopadną. Niby musi włożyć te blogi w przestrzeń, jak tonący, co to macha na środku oceanu, gdzie nikt się nie zapuszcza, nie oszukujmy się, kto to zobaczy? I zresztą, czy chcę by zobaczył? Wolę, nie, muszę pisać, ale jednak wolę karmić wrony i mewy, głaskać skały i drzewa i jakoś tak być, ale i nie być według współczesnych standardów.
W ogóle według nich nie istnieję.
Nie istnieję, ale nie jestem niewidzialna, wiecie, worek do bicia…
Świat jest pokręcony i ono pokręcenie przez te naście lat, wróć, przez prawie 20 lat mojego oberwowania Wyspy bardzo ją zmęczyły, zniszczyły, zmieniły, ale też i ukształtowały pewne stałe. Stałe, których nic nie może ruszyć. Z jednej storny wiadomo, ze co sezon pojawi się jakiś kolejny durny pomysł, z powodu pandemii niektóre były na topie przez kilka at, ale wiecie, ponieważ teraz pdobno można się spodziewać pandemii jak onej Hiszpańskiej Inkwizycji… no to mamy przesrane. Albo przejebane, czy jakoś tak. Ekhm. No co? Takie życie…
Tylko czy wciąż moje?
Człowiek przenosi się w takie miejsca bo chce uciec od onej dziwnej, narzucanej normalności aka: dzieci, robota, ubranie, imprezy, starość, śmierć… widząc ludzi, którzy odmówili tego, rozumie, że mu też wolno i…
Staje się jednym z nich.
Wyklętych.
Ale też w okresie tak zwanego sezony pożądanych, bo przecież ktoś musi robić za zabawne tło dla Turyścizny. A w dupie to wszystko mam już. Idę pomalować szafeczko/stołek, no coś tam co nie jest białe, a ma być białe bo tak i tyle… niech stanie się w końcu jak chcę. Chociaż to. LOL
No co?
Jest w coś ludziach stąd, tych co naprawdę chcą tutaj mieszkać i dziwny strach i buntowniczość i… coś specyficznego… jest.

