Pan Tealight i Mglista Para…

„Nie pojawili się…

Znaczy, jak najbardziej się spojawili, ale jednocześnie, stworzeni z wodnej smakowości, no wiecie, marnie byli widoczni, więc…

… chyba się pojawili?

A może nie?

Bo przecież w jaki sposób w ogóle o nich mówić, gdy da się przez nich przejść i choć pojmując filozoficznie wielce jest to nader, no wiecie, brak szacunku, czy jakieś tam inne uczucia winno to w przechodzącym wywoływać, ale jednak, no wiecie, nie do końca oni byli kimś. Znaczy takim KIMŚ kimś. Wiecie, z peselem i podatkami, obciażeniem genetycznym nadmiernym pierdzeniem czy czymś innym, ale na pewno i w ten deseń. Bo przecież inne się nie liczyły.

Nie miały prawa bytu…

Przecież.

Ale jednak, wysłali informację, że z chęcią się spojawią, ale z powodu wszelakich zawirowań w ramach kierunków Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki Pomordowane – Pan Tealight, no wiecie, zapomnieli o tym, o onym wilgotnym bileciku, lekko połyskującym, może i nawet śluzowatym, ale za listonosza Żabun robi ostatnio, więc może to i ich wina niekoniecznie była, w końcu Żabun wrócił po oną śluzowatość, że niby dzieci zostawił i małżonka w domu mu rejwach urządziła, że jak tak można, zabiera je do pracy, a potem…

Wraca sam.

A zresztą Dzień Kobiet był a on kwiatków zapomniał, więc sami wiecie jak to jest. Przecież to horror i wymuszenie! Kiedyś może ino rajstopy i goździk, potem gerbera w modzie, a róże, ech te róże…

… no kolce.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Mgła…

Mleczna zasłonka, tymczasowe poczucie bezpieczeństwa.

Może odrobinę dziecinne życzenie, by zniknąć. Jakieś takie poczucie, że jak ty nie widzisz, to i ciebie nie widać… Ona śnieżna kula, która nagle pochłania Wyspę i sprawia, że naprawdę można się odciąć. Wyłączasz media, muzyka, książka, wszelakie nawet nie to ino to zapatrzenie się w dookolność.

Białą i gęstą. Taką, że tylko wyciągnąć łyżkę…

… i jeść.

Jakby… coś nagle się zamyśliło, ono coś władające wszystkim i zatrzymało i pozwoliło by wszelakie sprawy i ich pęd z nim też zwolniły i jeszcze… no właśnie, i jeszcze to uczucie wilgoci, chłód… coś takiego, co naprawdę pozwala poczuć się dobrze. Bez nikogo, nawet bez siebie samego, bez przymusu kłaniania się tym, klękania przed innymi, odpowiadania, dotykania, bania się na zawołanie…

Bo tak, ona kolejna fala pandemii wisi nad nami…

Jakby, nie wiem, ale mam już dość!!! A wy?

Czy jeszcze w ogóle to mnie obchodzi? Że będę chora, że mogę umrzeć, wojna, szaleńcy u sterów świata, wszelakie dziwactwa, które wyczynia aura i jeszcze mityczne rządy światowe, które zwyczajnie na naszych lękach zarabiają i niczego z tym nie zrobimy, bo przecież nie.

Jak?

Oni zawsze wygrywają.

Karma nie istnieje? Istnieje… ale nie taka jak mówią.

Ciśnienie…

Ale zeszły tydzień przyrąbał.

No wiecie co… na początku nie wiedziałam o co chodzi, ale obróciłam ogród szaleńczo w to, co chciałam, oczywiście jeszcze bez sadzenia, bo wciąż straszą niskimi temperaturami, a rośliny mamy raczej w semi stałej, więc lepiej nie szaleć. Naprawdę. Inaczej zdechną na amen i na zawsze.

Ale…

Wykopałam coś, wyplewiłam inne rzeczy, a potem jeszcze cierpiałam bo naciągnęłam to i tamto i jeszcze… wiadomo, ból głowy pojawił się, ale taki, wiecie, no da się wytrzymać, spokojnie, więc co? Mam niskie ciśnienie? Ta dziwaczność ponad 1013 hektopaskali hPa, co to, jak się dowiedziałam dopiero teraz oznacza ciśnienie bardzo wysokie, poniżej niskie, doprawdy szaleje. 1040 hPa?

Podobno bijemy rekordy stuletnie… ale, spoglądając na wiadomości polskie i duńskie, to się nie zgadzają, więc wlazłam w Googla i… okazuje się, że najwyższe zdaniem onej wyszukiwarki to zmierzone w Mongolii 21 lat temu 1086 hPa. Najniższe skołował tajfun Tip – 870 hPa. Ale… hmmm, w naszych informacjach podawali inaczej, na Instagramie coś wyższego… czy teraz już nikomu wierzyć nie można?

No szczerze?!

A mgła?

Trwała przez kilka dni i była niesamowita. Uspokoiła mnie trochę, w końcu odsunęła słońce, można było pospać… genialny czas…

Lecz minął.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.