Pan Tealight i Bagniczyce…

„I to ino niemęskie.

Serio.

Żadnej innej baby, sprawdzili to podobno badacze aż nader wnikliwie!!!

Chociaż, nie oszukujmy się, współczesność mocno naruszyła one granice płciowości, ale oni trwali wciąż w szalonej przeszłości, gdy to zwyczajnie było chłop to chłop, baba to baba, ale nie oznaczało, że nagle jak baba o nie wolno w czołgu i pięścią jak chleba bochen rozwalać kokosy, że z nich kokosanki od razu wylatują, bo ona taka i mocna i gorąca… ale nie, nie one… nie Bagniczyce.

Nie.

One kochały siebie, oną kobiecoś włosów długich… wszędzie. Onych kwiatów czy też wodorostów w nich lśniących, tych pielegnacji błotnych, onych na cerę wszelakich mazideł i kolorowideł i jeszcze oczywiście kawusia, herbatunia, ciasteczko z psiapsi, no wiecie, ploteczki i wysokie obcasy, a po godzinach wyciągnięty dres, odciski od cyckonosza i takie tam… kochały ten stereotyp.

Wolno im było, w końcu, jak tam się do nich dostać i je nawracać na jakiś feminizm czy inne izmizm. Bagno doprawdy wciąga, jak kiedyś dorwało Wiedźmę Wronę Pożartą Przez Książki Pomordowane, to dopiero była akcja, drzewa wyłaziły by ją łapać, tonęły, nawet te szalone kaczeńce, z zeszłorocznych liści powstał człowieczek, ale szeleszcząca, rozpadająca się nader, taka krucha wiecie… no dziwna drobina z niego była, to wiecie…

Zginął w boju.

Ale Wiedźmę Wronę byli wyciągnęli.

To były czasy.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Mgła, papierosy i woda ognista.

No wiecie, kraj jesdnakowoż jakiś przywiązał Wyspę do siebie, a i więcej ludzie zadecydowali, że po szwedzku gadać nie chcą, więc ino Dania ma być, a że do Ystad bliżej, a kogo to obchodzi… no i, no i wciąż to wszystko jest dla mnie tak bardzo zagadkowe, bo historycznie sensu brak, ale…

W Danii obecnie walka z alkoholem i papierochami. Nagle się okazuje, że dzieciaki nie będą mogły nabyć papierosów nawet… jak dorosną (osoby urodzone po 2010). Dobra, to tylko ustawa, która jest przygotowywana, ale wyobrażacie sobie to? Stajecie się dorośli, to podobno jakaś tam wolność w działaniach na swoim ciele, a tutaj nie można peta se wypalić, kupić… w ogóle, gdyby to przeszło, to w okolicach 2040? Może… stalibysmy się państwem, w którym palą ino starzy?

Przyznaję, że jako dziecko co to wychowywało się w latach osiemdziesiątych wieku zeszłego, no co… a nóż widelec te moje blebry przetrwają dwa wieki i ktoś będzie zainteresowany, więc precyzuję… no więc XX wieku, wydawało mi się, iż palenie to odeszło w dal. Że palą ino straszne loozery i tak dalej. Oj, jakżem się myliła. Dzieci sięgają tutaj po papieroska w wieku 9 lat, 13 to już palacz.

Szokujące?

Ej, ekologiczne, skandynawskie „eldoradowo”… LOL No co? Jestem człowiekiem, który pamięta jak tytoń zbierano, na Lubelszczyźnie tytoń i chmiel to był zysk. Domy obwieszone liśćmi, które schły na słońcu, kobiety nizające je na nici… tosz to był inny świat. Spokojny i jakiś taki lekko otumaniony… a że kiepy były… no były. A ten chmiel na tyczkach, ech, to była bajka, jak z jakiegoś innego wymiaru.

Ale jakoś no… mało paliło… mimo dostępu.

A teraz, tutaj, w tym miejscu… i to dzieci?

Kolejne zaginęło, znaczy nastolatek, ale jednak… ostatnio dziwnie wciąż odnajdują je w portach, pijane ciała, których nawet ryby nie chcą. I wiecie co, gdybym była dzieckiem, nie wiem czy umiałabym udźwignąć ten świat.

Oną codzienność.

Czasem myślę, że dzieckiem się było innym i chyba się nie dorosło.

No dobra, przynajmniej w moim przypadku.

Tak, wylizałam kiedyś tam kieliszek, nie toleruję alkoholu i pijących. Palaczy też nie. Elektronicznych też nie. W wieku 8 – 9 lat liczyła się dla mnie ino nauka, pójście na studia, wyżej, dalej, ucieczka od tak zwanej rodziny… i nie zmienianie się. Bo jakoś tak, ona dziecięca mądrość mi stykała…

A teraz co? Palacze… pijaki?

Aż z ciekawości wygooglałam jakie to papierochy u nas można kupić, bo wiecie, no nie wiem. Pudełeczek nie widać, więc sorry. A i do sklepu nie będę lazła, bo po co? Ścianka zasłonięta i przypomina to kupowanie wody ognistej w Szwecji… tajemnicze słowa, może i hasło – odzew… może… I wiecie co, zdziwiłam się. Jest Marlboro, Camel, Gauloises, Winston, Philip Morris, Chesterfield, Winfield, JB, Rout 66… Prince, Petra, President… i pewno wiele innych, a może i nie.

Z ciekawszych nazw znalazłam Sørensen, Teddy, South State i Petterøe’s.

Intrygujące…

Z pradawnych chyba… Korsar, Powhattan i Tory – pierwszy i ostatni czysto duńskie podobno… Za to wyczytałam, iż pierwsza fabryka powstała w Kopenhadze w 1878. Adler and Co… Hmmm. Ciekawe to, ale… W 1953 roku pojawiły się takie z filtrem… sorry, ale moja wiedza bardziej trzyma się roślin niż samego papierosa. Nie paliłam, nie palę, się brzydzę. Ale pamiętam te, po których faceci pluli i żółte zęby mieli, a potem te filtry, którymi jako dziecko się człek bawił… yyyy…

Kurcze…

… rzeczywiście coś tak było… mgła… no tak, mgłę pamiętam. W niektórych domach paliło się w środku i człek widział mgłę i one smrody i żółte firanki. Nie, no koszmarne wspomnienia, bleh. Ale miało być o mgle a wyszło, że polityka. Co do wody ognistej, to wiecie, mają podwyższyć wieku jeśli chodzi o kupowanie…

Choć ostatnio wciąż słyszę, że ludzi proszą o dowód nawet przy alkoholowych… i to takich po 70tce.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.