„No tak, ale jednakowoż niektórzy mieli pewne zobowiązania…
On był na przykład do wynajęcia i grafik miał zapełniony. Nie chciał zawieść swoich klientów, bo to była jego pierwsza i sorry, ale już teraz był pewien po tych wielu latach łóżek wyższych i niższych, że innej roboty nie chce. Nawet jak się nabawił alergii na kurz, to wiecie, nagłe zdjęcie maseczki przed wybudzonym świeżo germofobem, rany julek, ale to działało!!! Oj działało!
Opracował nawet nowe strategie pandemiczne.
I co?
Miał to wyrzucić gdzieś? Przecież był świetny w tej pracy! Był po prostu niesamowity i tyle, kochali go wszyscy, znaczy poza momentami onej „pracowitości”. Wiecie, niektórzy nie kochali go tak jak Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki Pomordowane, wciąż jakoś nieobecna… tak za nią tęsknił… za tym jej płaskim materacem na drewienka, który był taki… lawendowy.
No co…
Poświęcał się, oczywiście i robił to za darmo, ale…
No i wiecie, niby wszystko było okay i tak dalej, dzieci, dorośli, mniej dorośli, ale ostatnio zauważył, że wynajmują go dziwni ludzie. Znaczy zawsze byli dziwni, ale ci, jakoś tak… te zlecenia też zawsze pachniały różami, co było dość dziwne i wiązały się z obostrzeniami, których nie rozumiał, więc…
Zastanawiał się nad urlopem.
Bezsennym.”
(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Wiosna…
Może i wciąż coś rano czasem pokryte lodowymi ostrzami, ale wiosna. Nie da się już dłużej udawać… krokusy na wybrzeżu, pandemonium już nie ma. Nawet jak czujecie żeście chorzy to nie trzeba się testować, nikogo nagle to nie interesuje. Zostać w domu, przecierpieć i nie robić nagle ajwaja.
I tyle!
Serio, takie mamy wytyczne.
Niby wiem, że człowiek się na takową prawdziwą pandemię nie załapał, znaczy wiecie, na Wyspie to po prostu ludzi było mniej, albo i… z drugiej strony, przecież ja i tak nie chcę się z ludźmi kontaktować, więc dla mnie to była zwyczajność ino te maseczki jak nagle człek musiał na prom… albo do lekarza.
Czy kupić ołówek.
Nawet ołówki nie pachną już tak jak kiedyś…
Chociaż, najważniejsze, że węch powoli wraca. Mam nadzieję, że już na zawsze… smak nadal w odwrocie. Ale walić to, lepsze jest to, że u mnie jakby choroba nagle wraca… czy to możliwe? Znaczy co? Jakby no serio? Jak to? Dwa tygodnie, trzeci lżejszy, a teraz znowu plecy i gardło do wymiany?
Ej!
Ale tam, mniejsza o to… chyba nastały te chwile, by się zwyczajnie zabawić, nawet sam ze sobą… i Chowańcem. LOL I serio odłączyć od świata. Bo mam dość. Bardzo nadmiernie i mocno dość, a nie wiem serio co w świecie się dzieje. Newsów nie czytam, odsuwam się, a i tak wredny YouTube mi rzuci w proponowanych jakieś koszmarki. Czuję się jak za stanu wojennego, ten sam dziecięcy strach…
Dziwne to… ale wiosna.

No tak, ale co z tego, że wiosna jak w kieszeni nic…
I kto teraz kupi zdjęcia czy obrazy?
Who cares?
Wielka nowina, przyjęli u nas rodzinkę z Ukrainy. Wiecie, ino mama z dzieckiem, poprawnie, ale od razu zbiórki i tak dalej, nawet najbogatszy koleś na Wyspie się zainteresował i… tak teraz sobie myślę, że to świetny interes, ale… ale mam absmak i niesmak jakiś bo…
Gdy nastała sprawa z uchodźcami mocniej opalonymi, to wielce powynajmowali im co się dało, kasa była, wszystko, a dla Ukraińców co… nic? Od razu ich do roboty, dzieci do szkoły… eeee… rozumiem, że to Europa i tak dalej, ale serio? Wrzucacie ich w nowy świat, bo to jest nowy świat, inny… a podobno oni chcą tylko wrócić do domu, więc o co w tym chodzi? Getta w Szwecji będą miały teraz sprzątaczki?
Wredna ja?
Możliwe, ale traktowanie bardziej opalonych i mniej opalonych wydaje mi się… inne. Mocno bardzo i wyraziście.
Chyba rzeczywiście nie pojmuję tego świata.
On mnie też nie… ale, wiosna… wiecie… czyli kurde problem, bo ja tęsknię już, no przynajmniej za wrześniem chociaż. Zimnem, ciemnością, krótkimi dniami, onym mrokiem poranka… no jakoś tak..
Jakoś…
Wiosna.

