Pan Tealight i Masowy Stupor…

„Bez Pana Tealighta nie wiedzieli co mają zrobić.

Najpierw ktoś stwierdził, że przede wszystkim trzeba napisać, że zamknięte, bo ci, co mają tu dotrzeć, to i tak wejdą inną stroną, wiadomo, swój pozna swego, a resztę na polu walki bóg własny na pewno, no a ci, których nie chcą, to nie chcą, więc… więc myśleli o zwykłym CLOSED, że niby tacy lingwiści, wiecie, w końcu miejsce raczej wielojęzyczne, a i za Wiedźmą Wroną Pożartą Przez Książki Pomordowane, też Znikniętą tęsknili, a ona ostatnio closed taka…

… ale potem pomyśleli, że KWARANTANNA będzie lepszym wyborem, a potem jeden z Mikołajów powiedział, że należy napisać, że bez orderów nie wpuszczają… a że z pisaniem było różnie, więc napisali tylko OUT i narysowali coś na kształt skrojonej wstążki i krążka…

I już.

No wiecie, baretki, beretki, nie ma to jak zwyczjnie dodać coś artystycznego… no i przede wszystkim wypuścili Jednorożce, by patrolowały okolice. W końcu i tak nikt w nie nie uwierzy, a kurde waleczne i krwi rządne są… no i spojawił się ten Minotaur, co se saunę drewnianą lajsnął nad Rzeczką i bałamucił wszystkie baby. I nie tylko… ekhm, no jakoś tak, kochał wszystkich…

Niektórym to wystarczało.

Ale… bez Pana Tealighta i Wiedźmy Wrony zaczęli się wszyscy bać, o to, co będzie, co się stanie, albo co gorsza, co nie nadejdzie, chociaż powinno… Pani Wyspy chodziła jakaś inna, z podniesioną głową, dziwnie obca i jakoś już nie poznawali okolicy, jakby… jakby nic nie było tym, w czym mieszkali już od 10 lat… od tamtej przeprowadzki… od tego dnia, gdy wprowadziła się Wiedźma Wrona, gdy wszystko się zaczęło na Kościelnej… gdy ona wiedziała, a oni jeszcze nie…

… czego nie będzie?”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Może i mało, ale ważne książki.

No wiem, że nie po kolei i wciąż brakuje mi Żywostatków i serii z Błaznem, no i właściwie całego Jabłońskiego, ale… przynajmniej mam to.

Tylko… że czasem mi się wydaje, tak zbierając te przeszłości, jakoś tak mi z tym gorzej niż lepiej. To boli, cholernie. Po prostu. A teraz jeszcze zaczynają się jakieś dziwne ograniczenia z wysyłkami z Polski, akurat nie chodzi o książki, ale coś innego, wciąż, no weźcie no…

Kurna!!!

Dnie są już dłuższe, mocno zauważająco.

Ciągnie się toto od prawie piątej z hakiem rano do ponad szóstej wieczorem i kurde, człowiek nie wie o co chodzi. No wiecie, nagle przeszedł z całkowitej ciemności w etap jasności i jakoś tak coś mu nie gra. Niby ono słonko winno przynosić te lepsze wajbsy czy coś tam, ale nie, bez przesady… wcale a wcale. Może u sąsiadki, która remont robi, ale to byście się jej musieli spytać.

Ja się nie pytam… udaję, że go nie ma, tej wielkiej, niszczącej mi rośliny kuli na niebie. Jakoś tak od dawna już to słońce to nie TO słońce. Nic nie jest znajome, nawet ta wiosna, która miała być pierwszą względnie normalną, wiecie, poznosili obostrzenia, trochę to ucichło, ludzie chorują, ale…

Miało być w końcu lepiej.

Oj, gdyby tak zmasować ten wkurw wszystkich i skierować go w stronę tej jednej P-osoby, założę się, że naprawdę by to zrobiło COŚ. Wiecie, „szypsiu” no i po sprawie. Bo jak się nie da językiem, to wiecie, da się innymi częściami osobowości wielce mnogiej i wszelako pokiereszowanej… w końcu wszyscy mamy już dość. Nie no, wiem że są ludzie zarabiający na wojnie, niestety, durna wiedza, ale jednak… kurde no… no weźcie go w końcu w jakieś stepy Akermańskie czy coś.

Nie jestem okrutna, ładnie tam.

Ale… jasno jest.

Słońce wali od wschodu do zachodu, benzyna i prąd w górę, więc wiecie jak jest… stres, udupczenie, wszelakie zazdrostki codzienności. Poczta daje dupy, albo dupy dał wysyłający i mamy kurna opowieść o wielu miastach. Nie tylko o trzech, w końcu jak nagle okazuje się, że UPS przysyła paczkę wysłaną w środę w piątek, a tak właściwie byłby czwartek, ale wiecie, jak w Narnii mieszkam i drzwi nienaoliwione. Znaczy prom sporadycznie pływa i tyle, nie oszukujmy się…

No więc jak Empik może… to co z pocztą polską?

No nic, wiadomo jednak, iż możliwym jest i wielokrotnie doświadczonym, że prędzej poczta z Azji dojdzie niż z takiej tam Polski. Ktoś mi może wytłumaczy oną cudowność? I tak, jak najbardziej priorytet i wszelako jakiś tam specjalny i jeszcze wiecie, wszelako z metką, karteczką i tak dalej.

I co… drugi tydzień, paczka gdzieś między światami… na wodach….

Ekhm.

No ale, oto dowód na to, że jak chcecie coś szybko, to jak z lekarzem, lepiej prywatnie. Podobnie z pocztą i innymi usługami. Kurde no, przerąbane, nie ma co. Wszelako wciąż pamiętam te listy dochodzące nawet na drugi dzień, okay, to był 2010, ale jednak… czy wtedy świat nie było trochę lepiej poukładany? Potem mieszkania jeszcze bardziej w górę, drogi więcej dziur mają… ech!

I żeby nie było… nasza poczta też daje… erm, tylnej strony ciała.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.