„No stało się…
I tak cud, że dopiero po dwóch latach… wiecie, w końcu to całe Pandemonium zaczęło się z końcem 2019, a już nie wiadomo jak żyć… Człowiek zapomniał jak to było przed, zapomniał jak to było jeszcze wcześniej, gdy poczta dochodziła nawet w sobty i z Niemiec czy Polski przychodziła w dzień…
… lub dwa…
A nie ponad dwa tygodnie!
Priorytet w… trzy dupy.
Ale… wiadomo było, iż mogli być już chrzy wcześniej, ale testy nic nie pokazywały. Może rzeczywiście nigdy nie byli chorzy? Może naprawdę jakoś to ich wyminęło, bo w końcu ta izolacja i Wiedźmy Wrony Pożartej Przez Książki Pomordowane wpływała raczej dobrze na brak kontaktów międzyludzkich. Przynajmniej jej… znaczy wpływała znacząco, wskazując, że jednak raczej spotykała nikogo…
Albo listonosza.
Ale to…
Ocywiście, że wsio wina Chowańca, w końcu to jedyny co się względnie wyględnie z Tubylcami i innymi dziwami kontaktował. Ale wiecie, paranoicznie maksymalnie. Spryskiwał się sanitizerem, miał go w wielu smakach, się znaczy tych no… zapachach… Wot podejrzliwość… tutaj się smarował, ludzi kijem od siebie odciągał, byle by tylko… w sklepie nul kontakto… zakupy własnoręcznie płacone, znaczy no te, bezludzkie, wiecie… bezduszne takie to.
Wot i współczesność.
No ale… on jak najbardziej Ludziznę od siebie odpychał, więc nie wiadomo jak to, może myślą, marzeniem, czy innym tam dokonaniem, ale do domu dotargał Omikrona. Jakby kurcze było na co spraszać, jak lodówka pusta! Zresztą, wiadomo, że Wiedźma Wrona raczej taka niezbyt ku gościowaniu… nie no, zawsze można kogoś sprosić i zjeść, lub w ofierze złożyć, ale…
Nie…
Nie była w nastroju.”
(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Właściwie to wiosna…
Kwiaty kwitną, nad morzem krokusy szaleją, może lekko poszarpane wiatrem i mrozem, ale już wymierają ranniki, przebiśniegi wciąż nie mogą się zdecydować czy zdechnąć już, czy jeszcze nie… z jednej strony trochę poszarpane, u każdego kwiatka jeden płatek już lekko zbrązowały, ale wciąż…
Wciąż chcą kwitnąć.
Kurcze no, tosz ranniki w ogródku już się poddały, słońce wali od ponad tygodnia jak szalone, okay, temperaturki wiadomo, w nocy przymrozek, szron zostaje w cieniu i w ciągu dnia, ale jednak no weźcie no… długo jeszcze? Od ponad miesiąca tak nadajecie? Co to konkurs na to kto będzie ostatni? No nie wiem, ale śliczne jesteście, oczywiście. Są i pączki, ale wiecie, czują coś chyba, ten zapowiadany mróz może, bo nie wyłażą, jakby spoglądały w niebo, w oną słoneczność, a potem ziewająco stwierdzają, że jednak jeszcze zima przez prawie 3 tygodnie, no dobra, dwa ponad… więc nie, one zostaną jeszcze w pączkowej formie… a co…
Kto im zabroni.
Za to oczywiście moja zmora – bazie – już wylazły.
ZMORA!!!
No wiecie, od dzieciństwa mnie prześladują. Że niby milusie i mięciusie, a koszmar taki, jeden chyba z pierwszych takich namacalnych, które pamiętam. Nawet brody rozwalenie tak na mnie nie wpłynęło…
A tak, to też zaliczyłam.

Ale większość wciąż zimowa.
Tu i tam wyszły one języczki niedźwiedziego czosnku, więc jeśli ktoś chce, to może przed śniadaniem wybrać się nad rzekę czy w las, tam, gdzie zwykle rośnie ono cudo i spokojnie, zrywajcie. Jedzcie… w końcu zielone to zdrowe. Chyba… no chyba że już nie… kto to wie, wszystko się tak szybko zmienia na świecie.
Tak szybko…
Zbyt szybko?
Nie nadążam… i biorąc pod uwagę to, iż piszę te słowa jakoś kilka dni przed publikacją, to wiecie, ciekawe jak bardzo wszystko się zmieni do tego czasu? A może nic się nie zmieni? Może jednak… nie wiem, za bardzo obrywam ostatnio, by jeszcze się zastanawiać nad stanem całego świata, szczerze…
Nagle człowiek zaczął się czuć dziwnie nagi na Wyspie.
Wiecie, otacza go tyle wody, ale tak naprawdę to woda ani go nie odgradza, brak promu tak, ani nie chroni – wprost przeciwnie, coś z wody może wyleźć, wypłynąć czy coś. Wiecie, wsio się może zdarzyć. Obawiam się, że gdyby teraz na działce przed nami wylądowali pierniczeni Marsjanie, to naprawdę nikt nie byłby zainteresowany. Bo przecież… ile można? Bodziec za bodźcem…
Nie, dość.
Już mam dość.

