Pan Tealight i Wielka Trąba…

„Najpierw w niskiej, ale wciąż zielonej trawie pojawiło się coś… coś jak mały, szary grzybek. No wiecie, nic dziwnego tutaj. W końcu jest mokro, względnie ciepło, właściwie od początku roku wiosna, jakby Zima wymówiła robotę, albo się obraziła, czy coś… no i ciepło i mokro, więc raczej już…

Chyba mamy tutaj tropiki, co nie?

Tylko czasem z przymrozkiem porannym, czy też nocnym, włąściwie, pół doby na minusie, reszta na chybaplusie? No nie wiadomo jak to jest, w końcu w nocy człek woli spać. By przespać czas, a moze… zwyczajnie ten świat ze snu jest lepszy? Jest jakoś tak bardziej znośny, już nawet te koszmary, choć takie namacalne, to jednak, wiecie, że się skońzą, no przecież… chyba że się nie obudzicie, ale nawet co, wtedy, po prostu pstryknięcie palcami i przechodzimy do innego snu.

I następnego.

I następnego… w końcu pieniędzy na bilet podróżny nie trzeba, tankować nie trzeba, a wiadomo, że wsio drożeje… Wsio!!! Jak żyć? Zaraz będzie kolejny podatek od oddychania, a tutaj jakiś grzybek. Zawsze dobrze oderwać swoje myśli od onej codzienności. Od tych strachów i stresów…

… od wszystkiego.

… może dlatego tylu się zebrało by obaczyc ten grzybek?

Prawie wszyscy poza Panem Tealightem i Wiedźmą Wroną Pożartą Przez Książki Pomordowane, która wciąż była w Niewiadomogdzie i on prawdopodobnie jej tam szukał, albo też szukał onego miejsca, albo… nie wnikali, w końcu mieli przecież dziwny grzybek, którzy… zaczął rosnąć.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Nie będzie polityki…

Będzie o ciszy.

Czy jak Anioł mówił: „Będzie chór”! A co, pamiętacie Alternatywy 4?

Ponieważ 26. zostaliśmy miejscem tranzytowym dla wojsk wszelakich, a wariat chce nam zrobić bombkami kuku, jakby serio każdy tutaj już kuku nie miał, dodatkowe podatki, niby wsparcie od państwa, od tego podatek i jeszcze… więc cisza, miało być o ciszy, bo przecież ona w końcu nastała. Nie tylko dlatego, że przez kilka godzin nie było prądu, bo kabelek się spsuł… od tylu lat się nie psuł…

Dziwne to?

Podejrzane?

Możliwe… na szczęście, choć zimno było i herbaty nie było, to jakoś się udało przetrwać te 4 ponad godziny. W ciszy. Ciszy bez lodówki jęczącej, bez piekarnika czy czajnika, bez komputerow, ruterów i tak dalej… nawet sąsiadka nigdzie nie wyjeżdżała, a ona to zawsze tak potrafi zaszaleć i trzaska tymi drzwiami jakby ich naprawdę nie lubiło. Tak wiecie. NA PRAWDĘ!!!

Na amen z pacierzem!

Cisza…

Bo wiecie co? Nie wiem jak to powiedzieć, choć Covid rozdziera mi ciało, wszystko pali, gardło się rozpada, wszelakość istnienia naprawdę nie ma sensu… to jednak, powinnam o tym wspomnieć.

Powinnam?

No więc… nie wieje.

Nagła cisza, która otuliła Wyspę zdaje się wprost grubnieć, wszelako się poszerzać i jeszcze puchnąć, wypełniać dodatkową, wyciszającą pianką, czy czymś tam, wiecie, niezbyt znam się na onej nowoczesności… ale wiatry widać tak. Wiedzą jak to zrobić, by najpierw przez dwa miesiące rozpierniczać ludziom życie i tak już nadmiernie skomplikowane, a potem, po prostu…

Odejść.

Zniknąć.

Oczywiście, że nie na zawsze.

No oczywiście… że wrócą. Zawsze wracają. Ale ta cisza… jest przejmująca. Przerażająca. Nie dlatego, że chcecie powrotu hałasu, trzęsących się ścian i okien, ale jednak, nadzwyca nienaturalna cisza, wprost nieruszające się kraki, gałązki, brak chmur, fal na horyzoncie, a nawet tak bardzo nieliczne samochody… to wszystko sprawia, że jest dziwnie. Cicho. Nie tyle cicho, co… bezdźwięcznie.

Jakby ktoś volume zniszczył.

Nie ściszył, ale kompletnie usunął pokrętło.

No ale… przynajmniej wiatr człowiekiem nie majta. I choć sam człowiek chory, to jednak, no jakoś takoś, choć jedna niedogodność mniej w życiu? Nie wiem… jakoś tak… cicho. Tylko to teraz wiem. Tego jestem pewna. I tego, że obudziłam się, a tutaj na listkach trawy, samochodzie i kamykach szron ostry niczym podniesione oręże miniaturowej armii. Jakby juz napięli łuki, wypolerowali zbroje, natarli wszystko jakimiś truciznami, bo połyskuje tak mocno w promieniach wschodzącego słońca…

Tak, słońce powróciło.

Nie żebym aż tak tęskniła.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.