„Bo ona z zagranicy była, to wiecie… przyniosła ze sobą one nieznane, albo zwyczajnie tutaj jeszcze nie zadomowione filozofie, że jakoś tak targała za sobą całą tą świadomość innego, całą oną…
… że ciałopozytywność, że kobiety kobietom i tak dalej.
A baby tutaj były raczej z gatunku bardziej wątpiących, więc nie chciały…
No dobrze, nie były przekonane. W ogóle. W znaczeniu nie były przekonane do tego co robiła, do tego jak zwyglądała i wszelako, jak bardzo się nie zmieniała zależnie od pogody i aury wszelakiej i jeszcze… no przecież to podobno kobieta, może i wiek średni raczej, ale jednak, kurde no… żaden pryszcz?
Serio?
Ale gdy Pan Tealight ją zobaczył, to od razu zrozumiał, że co jak co, ale to jego jedyna szansa, żeby Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki Pomordowane się do niego oddezwała. Jakkolwiek… bo przecież wiecie, kwarantowana była. Ale podobno już jej się ona kwarantanna skończyła, może i lekko dziwnie jakaś inna była po tej chorobie, ale przecież kto by nie był. Nie no… jak tak na nią spoglądał, to wiecie, zaczynał sobie uświadamiać oną mityczną kruchość życia ludzkiego i trochę go to przerażało, ale postanowił, że zrobi to na Scarlett. Znaczy i jutro… jutro o tym pomyśli, a na razie będzie się cieszył z tego, że ona się zbliżała…
Nawet całkiem dziarsko szła.
Słuchawki w uszach, plecak nowy, względnie nowy, czerwony, mały miś biegnący obok niej, bawiący się swoimi kaloszkami, taki znajomy, tak bardzo tu chciany… i jeszcze te resztki po mrozie nocnym, który nieźle się zabawiał ze wszystkimi i wszystkim. Jak zawsze ubrana na czarno, jak zawsze jakoś taka gadająca do siebie, albo do tych, których nie widział…
A potem… zniknęła.
Nie przyszła?
Nie do niego szła? I Wenus Wielkiej, którą skołował?”
(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

I świat znowu się zmienił.
Przyznaję, z pozycji osoby mocno wciąż majaczącej, że raczej nie do końca wiem, co się dzieje, ale… wiem, co czuję. Strach. Zawsze ten strach. Bo przecież to wszystko tak bardzo przypomina zagrywki głów państw największych z przeszłości. Tak bardzo, że aż za bardzo. I tak, rozumiem strach innych. Ale czy rozumiem o co w tym wszystkim chodzi? Nie. Chyba po raz pierwszy kompletnie nikt nie potrafi mi wytłumaczyć o co Rosji chodzi w tym całym szaleństwie.
Co mnie uderzyło, to skala hejtu, jak odbija się w internecie na niczegowinnych pojedynczych osobach. Wiecie, z Rosji. Jak nagle gloryfikowanie są ci, co nic nie znaczyli, ale teraz, bo z Ukrainy, to wiecie…
Od razu zbiórka kasy.
Hmm… Oszust z Tindera?
Czy mój brak wiary w ludzkość?
Nie wierzę w takie, wiecie, niby nie do końca pospolite ruszenia. Nigdy nie wierzyłam. Kiedyś może to miało jakąś drobinę prawdy w sobie, ale wszyscy wiemy, że największe fortuny zdobywa się na wojnie i dzięki niej. A świat zrąbany pandemią zwyczajnie… no właśnie, czy w tej Rosji inne szczepionki dają?
Tak serio?
Bo te nasze to nie działają, jak widać.

Co na Wyspie?
Ranniki przekwitają, powoli i śnieżynki i przebiśniegi zdychają, a jednak… jednak coś się znowu dzieje z pogodą, temperatura spada. Wieje, wciąż. Właściwie, szczerze, czy w ogóle w tym roku niewiało… może przez godzinkę?
Dwie?
Ogród budzi się do życia, sławetny czosnek niedźwiedzi ma się cudownie. Po prostu wybija z mokrej ziemi, jakby próbował od czegoś uciec. Czegoś nieznanego, dziwnego, czegoś takiego… strasznego? A może jednak nie, może chodzi o coś innego, by wyleźć jak najszybciej, bo przecież… bo…
Może jednak?
Świat się niby wiosenni, a jednak…
Tak właściwie, to przecież wciąż mamy zime. Jeszcze przez chwilę, no ale jednak zima. Helloł. Może by tam tak jeszcze pośnieżyć? Podobno koniec lutego gdzieś tam jeszcze poprószył, ale czy u nas?
Nie widzę.
Bo przecież piszę sobie to na zapas, wiecie, człowiek chory, więc woli się zabezpieczyć i powiem wam jedno. Jeśli możecie idźcie na spacer, w las. W góry czy nad morze, ale jak nie wieje, no wiecie, trza na siebie uważać. Jednak jeśli można, to po prostu idźcie w las, pogłaszczcie korę drzewa, popatrzcie na pączki, jeśli są. Jedzcie pączki, ale te no, wiecie, te słodkie… zróbcie sobie choć kulinarnie dobrze.
Po prostu.
Zwyczajnie.

