Pan Tealight i Wazon spełnienia…

„A co… że tylko są lampki a Alladynami?

Że zwykły słoik nie może? W końcu zdrapali z niego naklejkę, że smalec z majonezem długodojrzewającym, specjał vegański i wszelako bez cukru, sztucznych barwników, no ale wiecie, może zawierać… dookoła za to, no serio, dookoła rantu wstążeczka, na pokrywkę można nałożyć kapturek…

… więc jest fancy!

I stajlisz jak nie wiadomo co!!!

I nazywa się teraz Wazon, bo wsadzili w niego róże z przecyny. Białe takie, wciąż się trzymające, jakby miały jakieś dziwne siły w sobie, które sprawiały, że choć zima i zmarzły pięć razy, to jednak, jednak jakoś żyją, bo chcą… bo chcą trwać i wzrastać… albo chociaż się rozwinąć, choć niektórym się nagle zaczęło wydawać, że korzenie wypuszczą i wiecie… nagle się okazało, że to jego pragnienie by być czymś innym niż słoik, choć przecież bycie słoikiem to funkcja ważna i całkiem niebezpieczna. No i jeszcze stłuc się można i pokłócić z pokrywką, czy coś w ten deseń…

Albo ktoś do ciebie nasika…

Jakoś w wazon już głupio to zrobić?

Co nie?”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Bestiariusz słowiański” tom 1 i 2 – … okay, no dobra… To jest po prostu piękne. Cudowne i szalone. Z jednej strony kopa roboty, bo i zebrać to, znaleźć, oprawę zrobić, te rysunki, treść… a z drugiej, kurna chatka no, wciąż to jest bajka. Okay, miejscami przerażające, ale jednak…

… po prostu cudo!!!

Moje wydanie to to dwutomowe, ale oczywiście dostępne jest też nowsze, jednoksiążkowe cudo i… przyznam się, że początkowo myślałam, że kupuję właśnie je, ale jednak nie, dlatego od razu załatwiłam sobie drugi tom, bo pierwszy bez drugiego nie istnieje. Nie może. I te okładki, te ryciny, rysuneczki, to…

… właściwie wszystko!

Szczegolnie teraz. No po prostu idealna lektura. Dla dużych i trochę mniejszych, ale może nie tych najmniejszych, bo pamiętajmy, że mitologia tego rodzaju jest zwyczajowo nadmiernie aż prawdziwa, czyli może przerażać. Dla tych obeznanych już ze słowiańskością cudowny przypominacz, choć może i coś, co zaskoczy nawet znawców tematyki…

… serio…

Duet autorski znany z innych opowieści/mitologii/zbiorów podań tym razem wychodzi na przód zapotrzebowaniu gromadności pogańskiej oraz tych, którzy dobrze wiedzą, a może nie wiedzą, może się zaskoczą, że słowiańskość taką fantastyką stoi. Taką fantazją, przewrotną myślą i opowieścią…

… więc co macie pod łóżkiem?

Poza kotami… LOL Serdecznie polecam.

Słońce, najkrótszy dzień, najdłuższa noc… to już za nami.

Teraz ma nadejść zimno, ale podobno tylko na chwilę. Co naprawdę będzie, kto to wie… choinki u wielu już wywalone za próg, tutaj jakoś nie zbytnio się czeka. Czy to sztuczna czy prawdziwa, posprzątane i gotowe na… no właśnie na co? Kto to wie? Czy ktoś jeszcze ma nadzieję na jakąś stabilność onej planety?

Ludzie pewno nie… a co do zwierząt, to znowu nikt ich nie wysłuchał jak mówiły, nikt nie słucha jak milczą…

Ale na razie wciąż jakiś ten dziwny, mokry czas. Nie przepadam za nim, za onym czasem pomiędzy, nie przepadam za początkiem roku, ludźmi, którzy nagle mają jakieś dziwne siły pędzące ich gdzieś tam, a potem, po miesiącu, po dwóch, już jest po wszystkiemu. Już się wyczerpała i siła i wola zaniknęła.

I już…

Czy rozumiem ludzi? Nie… są dla mnie jak Przybysze z Matplanety, dziwnie znajomi, ale i skomplikowani w mowie, w posturach nie do końca wystarczająco zróżnicowani. Wiecie, no alieny i tyle. Ja dla nich jestem tym samym, więc jest okay. Jakoś się to wsio wymienia, dopełnia i ma się dobrze.

Ale ten okres, ona dziwna niezima… dobija mnie.

Ale no, wszyscy mają jakieś problemy.

To jak po świętach?

No sorry, niektórzy wrócili do roboty na oną przerwę między świętami a Nowym Rokiem. Bo i choć najczęściej jest to w firmach czas wolny tutaj, to jednak, ktoś musi robić, więc u nas normalność pracownicza i czasem… czasem się zastanawiam, czy to nie dobrze tak, znaczy czy dobrze, no wiecie, pozytywnie wpływa to na człek, bo jakoś cały czas coś robi, a nie gnuśnieje, gnije czy jakoś tak.

Chociaż ten deszcz… ech…

Na Wyspie obecnie panuje dziwna cisza. Jedni w ogóle się zamknęli, inni wyjechali, jeszcze inni przyjechali, ale jakoś nie garnie ich do ludzkości… niektórzy po mokrych lasach się tułają, inni znowu chowają, śpią… wiecie, starają się to wsio przetrwać, a przynajmniej tak się wydaje. Jedni się sprowadzają, inni wyprowadzają. Ci pierwsi szukają domów, ci drugi je zwalniają… których jest więcej?

Hmmm…

Czasem jadąc wieczorem człek patrzy w te puste, ciemne okna i jakoś go to mocno przygnębia, bo już nie remontuje się miejsc, nie odnawia, nie można ich też zburzyć, więc tak stoją póki stoją, a odporne są… a potem upadają i nadal stoją, bo to podobno spadek kogoś, a ten ktoś ma gdzieś to wszystko, może po kolejnym ataku pandemii zacznie prowadzić kanał na YouTube i remontować gaard, a może jednak wszystko pokryje dzikość mszano-pleśniowa?

A może…

No właśnie, może jednak te pola zapełnią się onymi nowymi inwestycjami, domami z tak zwanej przyszłości, wyglądającymi jak klocki bezduszne, z oknami bezczelnie wpatrzonymi w morską dal… bo co jak co, ale onych inwestycji na Wyspie masa cała. Nawet już nie wiesz, czy prawnie to w ogóle możliwe, ale… kto to teraz na to patrzy? Kogo to obchodzi… a Wyspa sama się sypie. Morze zjada ją po kawałku…

… krwawi…

Co to będzie?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.