Pan Tealight i Szopka na Robale…

„Wiecie, taka świąteczna, z takim no Jezuskiem nawet jeszcze i wszelkimi gwiazdkami i jeszcze mędrcami, czy królami takowymi, mitycznymi, legendarnymi nawet, czy też może i tymi tam kosmitami, no co? Przecież teorie były różne. Wiedźmy z Pieca były w nich najlepsze. Naprawdę… pracę doktorską obroniły w tym temacie, w znaczeniu onych trzech, a prawie czterech…

Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki Pomordowane podobno znała jednego z nich, ale wiecie, w dzisiejszych czasach to lepiej o tym nie wspominać, bo przecież, ten świat, te czasy… nie, lepiej nie…

Ale jednak, Szopka… tak…

Podobno ktoś tam sławny ją zaprojektował, ale nikt się tym nie interesował. Ważne, że wsio było, drewniane, słomiane i z dziurkami. I zwało się Szopką na Robale, czyli dosłownie tym, czym było. No co… podobno w dzisiejszych, nazbyt czystych czasach robalom brakuje tego eM coś? Podobno naprawdę sytuacja na rynku robalowych nieruchmości jest niezwykle napięta. Ktoś z pająkowatych coś tam naplutł, ktoś z tych plujących napluł i się posklejało, tamto znowu porwało, a potem przyszedł żuk i mu kulka upadła… a świeża względnie była…

I tak, gówniana sprawa.

… więc może w ramach prezentu, czy coś?

W końcu to taki czas prezentowy, chociaż Wiedźma Wrona znowu nie do końca dostała co chciała… co prawda śnieg był, ale książki nowe nie dotarły, może i nie głodowała, ale dziwnie łaknęła czegoś nieokreślonego… Strach i Smutek, które to ostatnio w niej się stopiły w jedno i nadal szukały dla siebie dobrego imienia. Nie mogli się zgodzić, czy ma być takie, na Be czy Ne… wiecie, czasem nie dogodzisz, a jak jedno się telepie i kiwa głową, a drugie pod stołem schowane, to rozgawor trudnym jest. No i jakoś taki mocno żałosny, więc… więc jeszcze nie zdecydowali.

Na razie…

Ale Szopka działała.

Choć podobno zima była…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Mokro wszędzie…

Ciemno wszędzie, choć przez chwilę nie, słońce było… dziwne takie, ostre, za mocne, wszelako rażące i bolące, dodatkowo wieje i choć 5 stopni w C, to jednak jakoś takoś… no serio, się mi to nie zdarza, nie dało się iść na spacer. No okay, rozumiem, że nogi mi się rozjeżdżały i jeszcze buty stały się cięższe o kilka kilo, a to nie jest dobry znak. Wiecie, no nigdy. Nie… po prostu.

Ale człek chciał na spacer, więc wylazł.

Połaził tu, przewiało go, połaził tam, powdychał jodu, i jakoś tak poczuł się gorzej i chyba se coś z plecy zrobił człowiek, się znaczy ja, no i jakoś takoś wsio kijowo. Boli jak k… ch… d… pier… Biiiiiip!!!

Powiem wam, że święta nie święta, tak naprawdę robić przecież trzeba, więc o co chodzi? Na dodatek początek roku się szykuje mocny, ale jakoś tak, damy radę, kurna jasna i ciemna i jeszcze pomiędzy kurna, damy radę. Bo to trzeba załatwić. Zwyczajnie i już. Po prostu. I na skos i boki… ja nie mogę…

No ale…

Żebyście się nie zdziwili, w Gudhjem w tym roku nie ma choinki.

Znaczy, kilka jest, w porcie małe, znaczy w każdym porcie po małej choince, przy knajpkach, ludzie mają, ale wielka, tam przy tej wielkiej kotwicy! Wiecie, na rogu, tam, gdzie po drugiej stronie paliwo!

No nie ma…

Wszędzie są, u nas nie ma.

I teraz jestem w szoku.

Po pierwsze jakoś mi się wydawało, że te choinki miejskie, wiecie, nawet w Listed mają taką, to są jakieś takie państwowe. W końcu jak to se tak wielkie drzewo jebnąć na środku miasta? A po drugie, Gudhjem jest podobno takie świateczne, takie chce być całoroczne, nawet stronę rąbneli na FB.

I co?

I okazuje się, że na choinkę wielką ludzie się zrzucali, ci ze sklepów. Nie wiedziałam. Przyznaję… więc jeżeli i tak są otwarci, więc dlaczego się nie zrzucili w tym roku? Co się stało? Czy to karmelkowy spisek?

Czy diamentowy?

I jak bardzo obciachowe to jest, że wszędzie te choinki są, a u nas nie ma? A może jednak nie są wszędzie? Może to ostatni znak… dla mnie, żeby jednak przemyśleć swoją egzystencję… bo szczerze, tam przy kotwicy to drzewko fajne stoi, mogliby je ubrać, liściaste takie… mogliby ino światełka, wiadomo, wieje, więc mocno przymocować je i gra gitara. Za darmo prawie!!!

No więc… jej, kiedyś w Gudhjem to i girlandy na głównej ulicy były, nad drogą, od domu do domu… dlaczego to wszystko tak się wali? To nie sprawa pandemiczna, bo bez urazy, ale pierdolić się zaczęło o wiele wcześniej… i pastora baby nie chcieli, wywalili ją, dostali znowu, inną, ale bez penisa wciąż.

Co się dzieje?

Bo musi w tym być coś więcej?!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.