Pan Tealight i Powitania…

„Sprawa była taka, że Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki Pomordowane nie lubiła się witać. Żegnać też nie, a życzenia, wiecie, nie że prezenty, to kochała robić, ale życzenia mówić…

… nie, pisać tak.

Jak najbardziej.

Mogła napisać cały poemat i odę, nawet fraszką rąbnąć, nawet jeśli by ktoś pragnął wierszem białym, czy też innokolorowym, albo też, no wiecie, od razu rozprawkę z dodatkiem dlaczego takie słowa zostały użyte, dlaczego też i inne sprawy zostały podmienione… dlaczego jednak nie każdy mógł one słowa otrzymać, tylko ty, nikt inny, bo tak jesteś specjalny…

Tak bardzo specjalny.

Mogła napisać na papierze, mogła wydrukować z komputera, dorzucić rysuneczek, wszelakie fiksum dyrdum jakieś dokleić, a nawet wstążeczką przewiązać czy coś tam w ten deseń i jeszcze skropić olejkiem, perfumami, dodać suszonych kwiatów, może i prawdziwych, może…

No i prezent, oczywiście.

I najlepiej, coby wszystko dobrze do siebie pasowało.

Bo lubiła jak pasowało. Jak zwyczajnie było ładnie i dokładnie i jeszcze jakoś tak spokojnie, pięknie, może czasem wystrzałowo i nawet miękko i twardo i jeszcze wszelako fakturowo jakoś tak i nawet… nadzwyczajnie.

Mocno…

Wolała pisać. Po prostu… tak wszystko miało większą moc.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Dzień jabłek.

Wiatrowo…

Ech… wiecie, jakoś tak co roku w Melstedgaardzie mamy to święto jabłka, jabłek, pierun wie, bo tak naprawdę, to po prostu jest free entry i pół świniaka i jeszcze miód i gość z drewnem – tym razem miał patyki pomagające panom siusiać… no co? Ładnie chciałam to napisać… Taki siusiopatyk.

Znaczy trochę wygląda jak ona laska, co to ją dostajecie jak zwichniecie nogę czy złamienie nawet, ale ino z podpórką bez opaski na ramię. Chodzi mi bardziej o wymiar komiczny, bo był rysunek jak używać, a ja jakoś nie umiałam skumać, dlaczego nie ma prezentacji. W dzisiejszych czasach ludzi ze srajfonami, no wiecie, domagam się pokazu na żywo, weźcie, jakiegoś reelsa czy coś?

You Tube?

Ale… jak zwykle, tak naprawdę było nic. Pewno, że można miód kupić i deskę do krojenia, ale kurde, za każdym razem wydaje mi się, że tyle potencjału się marnuje. Naprawdę. Dobra, ja jakoś nie prę ku tańcom swojskim i pieśniom biesiadnym, więc może wciąż niedorosłam, ale jednak…

Powinno być dla wszystkich.

No nic… dla zdjęć wlazłam do srodka, a od razu powiem wam, że dla mnie to traumatyczne doświadczenie i dla Chowańca też, więc… zdjęcia i wypad, ale… zauważyłam, że wysprzątali i pomalowali parę ścian. Inne znowu oczyścili, trochę odkurzyli. Nadal mnie to przeraża, ale jednak doceniam.

Mogę tam znowu nie zaglądać przez 5 lat. LOL

Dlaczego?

Bo mi to przypomina stare domy w Polsce. Aż nabytnio, a już szczególnie ten dziwny zapach, ta wilgoć, smrodek, to… wszystko… progi, szafy, ciemność, ciasność, duchy, straszy… nie, nie dla mnie.

No dobra, mam uraz do wsi.

Nie wiem dlaczego, ale zawsze wolałam miasto, albo wiecie, one opłotki. Nie że centrum, ale coś, co bierzesz tramwaj i z zielonego jesteś w mieście, ale jednak nie krowie placki, barany i tak dalej. Jakoś… dlatego zrezygnowałam z etnografii w Polsce, bo się okazało, że etnologii z tego nie będzie…

… i będą mi kazali krowy doić.

Jakby ktoś nie wiedział, krów się boję i jeszcze gęsi… panicznie.

No ale… wiadomo, że to muzeum. Chociaż wciąż w Polsce takie rzeczy można znaleźć jako codzienne, to pamiętam, że naście lat temu mnie zszokowało, że taką codzienność pokazują tutaj jako coś ciekawego. Ech, co kraj to obyczaje inne, co nie? Prawda jak nic. No ale… poza tym wszystkim, to wiecie, jesień.

Październik.

Deszcz za oknem, świeczka, hygge w mordę!!!

A co… i jeszcze muszele z wakacji i pisanie, czytanie, no dobra, w końcu mam półki na książki, może książek niewiele, ale jednak są, więc są i półki i po ponad dwóch latach ja mam własną biblioteczkę!!! Ja pierdziu, nie wiadomo jak ja to przetrwam, znaczy wciąż muszę poukładać na półkach, muszę jeszcze to ładnie poukładać i instagramowo i w ogóle… i może nie będą mi sarny przeszkadzały… no serio, matka z 3 młodych przyłazi i wyżera co się da z naszego ogródka. Ja kumam śliwki, ale nie żryj mi młodej jabłonki, no kobieto, weź na wstrzymanie!!!

Trawa zła?

Ziołowa!!!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.