Pan Tealight i Walizka…

„Nie miała nóżek, tylko u spodu swego, bukowego, biliardy bilionów maciupkich srebrnych, złotych i całkiem zardzewiałych, jakby to był jakiś specjalny minerał, kuleczek. Nie tyle kółek, co serio takich, wiecie, onych trybików, jak to kiedyś były… albo magnesiki takie, też były… jak się rozkręcało tyle żyć i nieżyć, to wiecie, wszelako człek i nieczłek dziwne mieć może…

Skojarzenia.

No wiecie, kulki, kółeczka nie do końca, jakieś takie, prawie no gąsienice związane w sobie, niechcące być motylami, kompletnie nie będące zainteresowane onymi kolorowymi cudami, skrzydłami, lataniem i tak dalej, no wiecie, jednakowoż może i były takie… więc może i czasem się przeciągały i wtedy walizka, taka wielka, potężna, skórzana, bokami drzewniana, z metalowymi okuciami wciąż jeszcze łyskającymi sreberkiem i jakimiś rytami floralowymi, i rączkami… aż trzema… czasem opadała na bok jeden lub drugi, bo jakby nie było wiadomo gdzie u niej przód a gdzie tył, więc i prawa i lewa jakoś się nie zgadzała ze sobą zawsze…

No wiecie…

Się pojawiła.

Nic dziwnego, nic niespotykanego, nic kompletnie nie intrygujacego, możnaby pomyśleć, bo przecież, to takie miejsce, dziwów pełne, taka część świata, gdzie one dziwy wszelako się czują chyba najlepiej…

No i ona…

Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki Pomordowane… to musiała być ona i w niej zaklęta jakaś siła przyciągania dziwów wszelakich. Kompletnie ona siła pozbawiona jest oczywiście barier i granic, więc puchnie czasem i wysyła jakieś metafizyczne może i wibracje, wezwania wszelakie…

Może i…

No wiecie, Wyspa.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Książki… nie znam, przyznaję się bez bicia, kompletnie tej serii, ale kocham miśki, kocham kryminały, więc może, czemu nie?

Co myślicie?

A tak w ogóle, to nic nowego, poza tym, że jednak maseczki won i ogólny freedom.

Tylko, czy naprawdę?

I jak długo?

Po prawdzie, to ludzie i tak od dawna olewali wsio jak się patrzy i niby, że wszyscy tacy nagle wolni i tak dalej, kombinowali takie imprezki, że aż za tak zwanej normalności człek nie pamiętał rozpusty takiej… może dlatego pogoda postanowiła w sierpniu, na moje szczęście te upały odpuścić.

Nie no, pewno, że jest ciepło, ale wiecie, nie aż tak.

Druga tura Turyścizny teraz kursuje po Wyspie, oczywiście pewno znowu Niemcy w wieku odpoczynkowym, wiecie, tak to już jest. Ono koło czasu tak działa. Pomarudziłabym, ale serio mi się nie chce. Szopę pomalowałam i ledwo mi nadgarstki działają, dodatkowo kolano mi wyskoczyło, wredne mam te części, pewno dzięki temu sama, wciąż trzymam się jakoś w rozpadającej się kupie…

Wiecie, wredność w życiu pomaga, ale narobić się trzeba.

Ale… szopa wygląda wielce niesamowicie, co wcale nie znaczy, że projekt skończony, ale mam miejsce, w końcu, w którym mogę rzucać w płótna farbą i nikt mi nic zrobić nie może, bo przecież co komu do tego. I sprzątać nie muszę, ino te pająki, im też się podoba mała szopa z okienkiem i suszącymi się ziołami…

Nosz wiecie co, nie płacą czynszu!!!

A przecież doliczyć należy obcowanie ze sztuką.

Ale… sztuka na Wyspie…

Jak w każdym takim miejscu właściwie każdy jest artystyczny. No wiecie, taka przypadłość, patyczki mają fajne kształty i w ogóle… chociaż naście lat temu jak bawiłam się w rzeźby z patyczków, to mnie wyśmiali, a teraz to takie wielce popularne, no ale… mamy obecnie wysta, gdzie nawet dwie zeschłe flądry są…

I dwa patyczki.

Cena dzieła powiela, ale jakby ktoś chciał, to przyznaję, że wystawa w Gudhjem, ale czy ryby i inne zdechliny wciąż do kupienia, nie wiem… za to pewnam, że coś na którejś z plaż znajdziecie. Serio… więc jeśli macie w sobie odrobinę sztukmistrzowej mocy, znaczy porąbało was na tyle, by suchy zezwłok mieć na ścianie czy półeczce, to ja nie oceniam, ale choć zlakierujcie!!!

LOL

Ogólnie… sztuka, jak wiadomo, wiele twarzy i dup ma, więc nie wszystko co się sztuką zwie może was ucieszyć, ale spodziewać się wyskakującej sztuki na Wyspie zza zakrętu, spośród drzew, czy zwyczajnie majtającej się na poboczu, tak, tego warto się spodziewać. No co… ostrzegam szczerze. Ostatnio chyba przoduje ceramika, ale to zawsze łatwiej kubek se kupić, niż obraz pewno… nie wiem, ja nie jestem w końcu turystą… wiecie, szewca nie stać na buty.

Obrazy, rzeźby, konstrukty myślowo-rysunkowe, wszelakie sklejanki, tudzież i robione cuda z rzeczy, które to już na świecie one miliony lat temu znane były, ale tutaj są nagle dopiero co odkrywane… no co? Realistycznie do tego podchodzę. Kopii też cała masa. Niestety… ale czasem coś urzecze.

No i jest fotografia…

Może coś kupicie? Ode mnie…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.