Pan Tealight i Krafttime…

Krafttime wymyśliły Wiedźmy z Pieca.

I niby na początku miało to być super i milusio i w ogóle… wiecie, ona wspólnota, wszelakie bycie razem i tak dalej, do tego może i da się zarobić, bo o sklepiku internetowym zaczęły myśleć, bo tam Księżniczki i Królewny Po Best Before miały jakiś pomysł, który rumienił nawet Mikołajów, ale Smok z Komina była za i to bardzo… wiecie, te wszelakie treści na socila media, że niby czemu nie miałyby spróbować? Przecież to dla każdego.

Przecież…

One są takie cudowne i różnorodne, ale jednak, no…

Możliwe, iż w tym wszystkim były pewne wartości, które nawet Pana Tealighta zmuszały do pewnego, dziwnego zachowania. Znaczy krzyczał. Bardzo. Znaczy bardzo krzyczał, aczkolwiek dziwnie cicho, znaczy w ogóle go nie było słychać, a może nie słyszeli go tylko ludzie i Jednorożcowie?

Kto tam wie?

Ale Wiedźmy zdecydowały się na niewtajemniczanie go w nic, a tylko i wyłącznie zwyczajnie uznanie go za tło, na którym będą się wystawiać, a jemu pokazali skarpetki, na widok których Wiedźma Wrona Pożarta dostała dziwnego kokluszu i rechocząc zmyła się na zewnątrz wypluwając po drodze herbatę, ciasteczka i resztki własnej, jeśli w ogóle jeszcze ją miała,godności…

Wiecie… zimno jest.

We wszystko.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Niedźwiedź i słowik” – … ech… dobra, nie oszukujmy się, ukształtowały mnie opowieści zza wschodzniej granicy. Jeszcze jak Rosja była i CCCP i tak dalej… wiadomo, z czasem wiele się zmieniło, ale opowieści…

Pozostały.

I oto są one, splątane dookoła jednej osoby, dziewczęcia specyficznego. Wiedźmy, ale czy na pewno? Musowo dziewczęcia, które po prostu dobre jest i otwarte na wszystko, no może poza onym narzucanym chrześcijaństwem, ale jak się je zna, widzi w pełni, to jakoś takoś, no wiecie, zwyczajnie nie da się myśleć o tym dobrze.

I oto jest ona, nasza bohaterka otoczona onymi mitami i legendami, właściwie i będąca jedną z nich. Tutaj jest i macocha i jej córka, ojciec i bracia, no wiecie, są one wszelkie elementy, ta piastunka, ten piec i wszelakie byty domowe i jeszcze oczywiście wszystko inne. I oczywiście ona i wszelakie ludzkie przywary i jeszcze…

Magia.

Nie oszukujmy się.

To fantasy baśniowe.

Piękne i niesamowite. Z jednej strony przygodówka, ślicznie spisana, bajucha, ale też i coś zwyczajnego, opowieść rodzinna, no i jeszcze, oj, no te okładki… a bo od razu powiem, że 3 tomy są cyklu, oto pierwszy… ja pierdziu, te okładki, nosz kurna wodna, dzieciństwo, one bajki radzieckie…

Ech…

A w Gudhjem… pizga.

Wciąż.

Tak po prawdzie wielkiego ruchu może nie ma, ale zaskakująco wiele ludzizny jest. Nie wiem skąd się biorą i jak wciąż niektórzy mają jakieś wakacje, czy coś? Nawet na polach namiotowych są już i campery i domki zajęte, jakby ludzie już naprawdę nie byli przywiązani do swoich domów i miejsc i tak dalej… jakby wszyscy nagle stali się onymi panami świata, chociaż, oczywiście, wiecie, nie ma tak dobrze, nawet ze szczepionką teścik!!!

A wiedzieliście, że jak wyjedziecie z Danii na pół roku, to szczepienie nagle niczego wam nie daje i musicie przechodzić testy, kwarantannę i tak dalej? Kurde, nie no, ja wsio rozumiem, ale nie rozumiem jak moje badania nad wszelakimi pandemiami nagle biorą w koński łeb… dobra, pewno, to była rąbana cholera, no co, tak się nazywało, czy wciąż nazywa…

Wolicie Czarna Śmierć?

Hmmm?

No ale…

… tak to jest. Kłują, ale i tak niczego to nie zmienia. Tak naprawdę kupa straszna, jeszcze szczególnie tam, gdzie za testy bulić trzeba, u nas nie… ech, nie wiem, ale jakieś to wszystko jest, nie no, w tych czasach lepiej powiedzieć, że się głupim jest i nie wypowiadać własnych obaw i wszelakich niepewności.

Lepiej nie.

Wiecie… social media bolą!!!

Popadało.

Podobno od ponad 20 lat tak nie lało w przeliczeniu na godzinę.

I pizgało, a zacinało pod takim kątem, że żyletki to same się ostrzyły.

Mówię wam, jak kurna nigdy. Po tylu tygodniach onej suszy, to był szok. Waliło w ściany, szyby, dachy. Od razu człek myślał, że kurde, fajnie, z jednej strony super się nawodni wszystko, ale z drugiej, kurde, przecież ziemia się obsunie.

Przecież to spłynie, zbierze się…

No i się zebrało.

Pamiętacie opowieść o jeziorze i łące dla motylii?

Jezioro jest… Jak nic te domy spadną, już zaczęły się obsuwać, pękać, ludność panikuje, bo to przecież biedota i tak dalej, wiecie, sami mieszkaliśmy w takim domku, pleśń i tak dalej, ostatnio je odnowili, ale pewnych rzeczy nie da się powstrzymać. Nie da się… ziemia ma dość. Nie chce tego nosić i tyle… zrzuca z siebie. Ale… deszcz padał noc całą i poranek, a potem wieść buchnęła, że tyle onego nie było od ponad 20 lat. W znaczeniu opadów na godzinę.

Ech…

Jakby co, to jest nowy rekord.

Hmmm…

Podobno ma jeszcze być pochmurnie przez kilka dni… podobno. Się zobaczy… ale dobrze by było, coby człek nie musiał podlewać zbyt wiele. No i trawa przecież wzrośnie, no i wiecie, one melkebotteny sobie mocniej u nas cudnie wzrosną, może i zakwitną w pełni one drzewa…

Ech…

Zobaczym.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.