Pan Tealight i Ustępy prawnych ustępów…

„… więc mieli dział prawny w Sklepiku z Niepotrzebnymi, głównie dlatego, by się wywinąć od sprzedaży, bo nie oszukujmy się… nikt z mieszkających tam obiektów nie chciał być stąd usunięty. Sprzedany, pakowany, kokardkowany i wiecie… tak z paragonem wysłany za morze może?

Albo i oceany.

Nie.

Nawet ci wystawieni w oknie reprezentacyjnym, wiecie, dziwacy z najdziwaczniejszych, co to w rzeczywistości nigdy nie patrzyli przez nie, na ten cały Zewnątrz, świat i przemijania, ale zawsze do środka… nawet oni, choć sami chcieli tam sobie mieszkać, bo światło, a i zboczenie pewne… to jednak wiecie, tylko szyba by grzała plecy, ale cała reszta, od środka, w Sklepiku, jakby wiele światów zebrało się w onym jednym budynku i jego dość nowych podziemiach i jaskiniach.

A tak, przecież ten świat był tak bardzo intrygujący.

I one wszelkie osobowości!!!

I te problemy, kłótnie, sfary i wszelkie połajanki, no wiecie, taka mnogość i różnorodność osobowości oczywiście prowadziła do drobnych, większych i cłkiem krwawych rozwiązań. Niektórym wyrastały nowe kończyny, innym ich ubywało, języki się zawijały, czy inne odcinki rzeczywistości cielesnej, albo… oj, tutaj to naprawdę już wyobraźnia szalała jak się jej podobało.

Wolność pomszczenia niech żyje nam!!!

W końcu w magię nikt nie wierzy…

Ale prawo… hmmm, w prawo nie musicie wierzyć, wiecie dobrze, że ono tu jest, a już w takim miejscu, prawnicy musieli być specyficzni. Odporni i najlepiej w jakiejś ołowianej zbroi z cynowymi czapeczkami.

Z antenką.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

No więc wieje.

I trochę pada…

Ale ogólnie to ciepło i krokusy szaleją jak co poniektórzy powsadzali cebulki bardziej mnogo, to można sobie popatrzeć… ja nie powsadzałam, ale jakby ktoś miał na zbyciu, to miejsce jest. Szczerze. Ale u nas ceny za te cebulki, to gwałtu rety… pewno też i jak w innych wymiarach wszelakowatości, no drogo jest i tyle.

Ale Szwecja się otwiera…

Ech…

Gdyby tylko jakieś ono, piękne i potrzebujące wyznawców, Bóstwo Obfitości się nad człekiem ulitowało i za oną robotę, wiecie, no płaciło, a tak to od nastu lat człowiek za darmo robi. Robi, bo głupi i nauczono go, że nie wolno się lenić, ale wiecie, nie umie przestać, choć ci co uczyli już nie żyją, wciąż się napędza, nakręca, wymyśla nowe deale i tak dalej… i chce tworzyć, bo jak to, tylko leżeć i TV oglądać… zresztą telewizora nie ma, wywalił w zeszłym wieku, dzięki temu innych ludzi nie rozumie, a czasem i może siebie samego, ale… nawet to leżenie, dobra, poczyta książkę, ale jak czyta, to i coś zanotuje, zresztą i sam coś musi napisać, no jak to inaczej…

… więc nie umiem w lenistwo.

Nawet jak czasem tu pada.

Wciąż myślę o tym, że krzaki dwa przed oknami przyciąć trzeba…

Ale…

U nas już Turyścizna.

Już ten dziwny czas, nagle jakby ludzie zaczynali zapominać, że coś się w ogóle dzieje na tym świecie, innego, gorszego, złego… wiecie. Małe sklepy pootwierane, pewno że maseczki na rju, ale jednak cała reszta, no jakoś wciąż na poważnie.

Wciąż strachliwa.

Ale…

Co do świąt, to weźcie no, tutaj one święta… to może jakieś kolorki, jakieś tam piórka, kiedyś spotkania, zjazdy rodzinne, ale to teraz mało u kogo, większość zwyczajnie ma wolne i tyle. Wolne na przyrodę, ogród, wszleakie lenistwo i odpoczynki, najczęściej aktywne. Bo tutaj spacer, to musowa sprawa. Inaczej się nie da. No i jakoś tak, wiecie, pewno ludzie pójdą do sklepu, pewno niektórzy stworzą swoje stroiki jajeczne, inni znowu przeorają trawniki…

A jeszcze inni wyleją gówno na pola.

No co… przecież nie napiszę, że mieszanki chemiczne straszne, wszelakie rąbane randapy, bo my bright green island. No i i tak nikt mi nie wierzy, że to najwięsza bujda Skandynawii. Ona cała rąbana ekologiczność. Największa.

Pada.

Wieje.

Ciepło.

Pogoda oczywiście pędzi ku onej ciepłej wiosenności, ale jakoś liście, kwiatki i tak dalej, wiecie, nie spieszy im się. Wciąż krokusy wyłażą, dopiero przekwitają przebiśniegi… trawy jakieś i inne tam zieleninki próbują przebić się przez grubą warstwę liści, ale… marnie im idzie. Marnie i powoli.

Może zwyczajnie wiedzą coś, czego my nie?

Może?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.