Pan Tealight i Kaszanka z dmuchawców…

„No bo Wiedźmy z Pieca się nudziły, to wiecie, jakoś takoś, po prostu postanowiły poszaleć, a wysuszone, dmuchawcowe główki, umieszczone bezpiecznie w wielkim słoju, tylko na to czekały…

I zamiast poddać się maceracji, to z wiatrem oczywiście uleciały.

Okno było otwarte, więc trudno się im dziwić… a i wiatr był sprzyjający, ciepły, wiosenny, bo to przecież już wiosna… niestety. Wiedźma Wrona Pożarta była całkowicie niezadowolona z tego przekręcenia się nagłego pór roku i ciągle jęczała, że ciepło, że świeci, nie no, pewno, że grzebanie w ogródku było fajne, ale jednak… ale jednak tęskniła za ciemnością, mrokiem, onymi wczesnymi wieczorami i takimi tam… no wiecie, do września jak dla niej…

Ale Wiosna Nadziejowa, upierdliwe stworzenie, którego nikt nie chciał w domu, bo wprost tryskała optymizmem, pewno te testy się jej rzuciły na głowę, czy coś innego, więc wiecie… działała na nerwy każdemu. A to kwiatki podrzucała, a to domagała się jajek malowanych, co Wiedźmy z Pieca odpowiednio skwitowały i zrobiło się jej niedobrze… nawet jej rzyg zakwitł.

Pewno jakimś grzybem atomowym, no ale…

Ale…

Nie można było powstrzymać tego wszystkiego. Onych kwiatów, tej zieleni, ptaszków świergolących, więc Wiedźma Wrona, wiecie, próbowała przetrwać. Żyć, chociaż oddychać jakoś… chociaż. Ale na nalewkę miała smaka, a tutaj… czekanie na mleczyki to jeszcze sporo czekania, więc… nie poprawiło jej to humoru. Całkowicie, ale to wcale ni wcale… bo wiecie, do kaszanki miała być też nalewka, więc się lekko nastawiła na odstresowanie, czy nawet i całkowitą nieprzytomność, albo coś w ten deseń, ale nie… została z humorem…

Zresztą ostatnio jakoś w ogóle nie miała onego humoru…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Nobliwy proceder” – … najmniej. Chyba najmniej mi ta powieść podeszła, z tych takich, wiecie, „nietudorowych” nie wojnoróżanych… chociaż, porusza temt, o którym częśto się nie wspomina. Co więcej, wielu z nas o tym nie wiedziało. W szkole przemilczeli…

Ale, o co chodzi?

Niemłoda kobieta, Frances, XIX wiek, Bristol i handel niewolników. Co jak co, temat na pewno na czasie, bo kto z nas pamięta, że w tak niedalekich czasach w onej pięknej Anglii odchodziły takie akcje, aczkolwiek, jeśli ktoś czyta uważnie, zauważy, kto tak naprawdę kogo sprzedawał, ale…

Oto kolejna opowieść o zderzeniu się kultur. O kobiecie, której wciąż niewiele wolno i kapłanie, który, nagle wrzucony zostaje w całkowicie, wprost kosmicznie inną rzeczywistość. I nie, rozwinięcie tej akcji to nie romans, to raczej obyczajówka z tamtych czasów, ale jednak… coś posżło nie tak. Powieść jest zwyczajnie nudna, główną bohaterkę mam ochotę dekapitować, ale…

Temat…

Intrygujący.

Warto liznąć, może nie wczytać się, ale poznać historię tamtych czasów. Może coś więcej zrozumieć. Może… wiecie, potem zrobić własny research i sięgnąć po powieści opisujące oną codzienność tamtych czasów. One handlowe statki, ten ból, poniżenie, ale też… popatrzeć na to z obydwu stron.

Podobno na Wyspie śnieg spadł dni kilka temu, no ale… jak zwykle kurna nie u nas. I tak, wiem, oczywiście, że wiosna już… ale jednak, bez urazy, może i w marcu jak w karncu, ale kwiecień plecień, więc czemu nie?

Nie, oszczędzę wam opowieści o tym, jak to drzewiej bywało i na imieniny kiedyś tony śniegu miałam. Ech, jaka to była dzika, cudowna radocha. No dobra, to był Karpacz i szczerze, śnieg do wieczora poszedł sobie pa pa, ale jednak sprawił mi… radochę. Jakąś taką, normalną, darmową nawet, bo już wyjeżdżaliśmy z miasteczka, wracaliśmy do Wrocławia…

Chowaniec, oczywiście w ramach pracy, pojechał sobie na inny koniec Wyspy i jak zwykle jet lag zaliczył. Ale tak często jest. W końcu dla nas wyjazd z Gudhjem do stolycy, to po prostu całkiem inny świat. I nie, nie mówię o Kopenhadze. Nie. Całkowicie mówię o naszej stolycy wyspowej, ale jednak, ta cała odległość tutaj jest… pokręcona. 20 kilometrów to jak 2 tysiące! Inna strefa czasowa.

Inne ludzie, inaczej gadają i w ogóle…

Nawet w Gudhjem czy Melsted ci na górze inni niż ci na dole.

Ale… przecież wciąż na sprzedaż jest pewien domek w Melsted.

Żółty taki, który przerobili na coś wakacyjnego, ale to, co mnie w nim intryguje, to szpa, stary dom, czy coś w ten deseń, które stoi zaraz obok. Naprawdę. Niesamowita mieszanka starych cegieł, którą… którą bardzo chciałabym sfotografować, ale głupio tak spytać się sprzedawcy, czy można…

Głupio?

Bardzo.

Szczególnie, gdy jesteście mną.

Ale…

Dlaczego wspominam o tym miejscu, bo warto kupić, a poza tym, to chyba jedyne sensowne coś do kupienia obecnie tutaj. Nie żebyśmy opływali w jakieś posesje. Ale ceny, szczerze wariują!!! Naprawdę!!!

Niektóre są powalone.

Jak to dobrze, że człek o tym nie myśli…

Ech…

No ale, kilka dni później w nocy minus pięć, intrygujące. Muszę przyznać, że pogoda zaskakuje. Czy śnieg czy wiatr, ja piernicze, wciąż nie mogę się ogarnąć. Wciąż boję się onego zewnętrza, które u nas według wszelakich doniesień, to właściwie opuszcze sferę chorobową i wolno nam będzie więcej, a w tym samym czasie reszta świata się zamyka… no serio?

Jak to działa?

Jak!!!

Jedno wiem na pewno, od końca 2019 nic już nie będzie znajome. Teraz tylko wszelakie niespodzianki i testy. Szkoda, że na mądrość nie robią. Chociaż, człek bałby się wyników. Wyobrażacie sobie te roczniki z poważniejszych zawodów, takich pracujących z żywymi osobami… bo ja to tam pracuję z już dawno nieżyjącymi, a inni… jak zdali egzaminy, jak się bronili, jak stworzyli prace…

Nie wiem.

Znowu wiatr wieje…

… ciekawe czy coś przyniesie, czy odbierze, bo wiatr tak ma.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.