„Właściwie, to jeśli chodzi o oną geniuszowatość, to wiecie, definicja definicją. W końcu przypasować można ją było pod wszystko. Mogłeś być geniuszem i brudu i smrodu, tworzenia burdelów i wszelakiej skrzywioności i jeszcze tych rzeczy i spraw, o których wszyscy woleli nie mówić, no wiecie, wszelakie sprawy i wycieki, które wiadomo, zdarzały się, ale jakoś tak, no lepiej było się tym nie chwalić, chyba, że byłeś Geniuszem Niezbrodni i miałeś w tym cel jakiś
Albo kimś innym byliście…
No cokolwiek sobie chcieliście.
Można było wybierać, znaczy kiedyś można było wybierać, bo po prostu teraz tyle się tych bogów nowych i awatarów ich porobiło i bóstw, bóstewek, i ino Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki Pomordowane uważała, że jest Bogą, nikt inny nie zdecydował się na taką odmianę, ale…
Czy była od czegoś?
Chyba od niezdecydowania…
… wiecie, tak naprawdę, to nie wiadomo, czy już ktoś zaklepał oną szufladkę, czy nie, jakoś jej to nie obchodziło, wiedziała jedno, wyznawcy i dary mogą być, ale potem niech znikają. Co jak co, ale w nowy rok postanowiła wkroczyć ze słowem „jestem i będę bitchą” i tyle. Pan Tealight był lekko zaniepokojony… co tu mówić lekko, tak naprawdę nie wiedział co teraz ma zrobić?
Dlatego też Geniusz Niezbrodni był lekko nie do końca zauważony…
A jego się pojawienie nie do końca dostrzeżone.”
(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Cierpię na jakieś dziwne schorzenie.
Nadmierną opisywalność, przemyśliwalność, postrzegalność i ogólną dedukcyjność nawet tego, co onej dedukcyjności naprawdę nie wymaga. Nie potrzebuje. Wszelako od wszystkiego nie ucieka, ale włazi z tym swoim popapranym mózgiem i… wiecie, no i rozmyśla.
Nadmiernie i zbyt wiele.
Jakby mój mozg nie mógł odpocząć…
Nawet badania miałam, żeby nie było, jak nic wykazały, że zbyt wiele tychfal pod sklepieniem. No wiecie, każdy coś tam ma i z czymś żyć musi, co nie? Każdy ma swój problem. Na pewno, ja na przykład mam taki, iż nie wierzę w zbawczość 2021 roku. I nie, nie wierzę w to, że będzie lepszy.
Weźcie, wciąż jeszcze leczę się z 2019!!!
Naprawdę.
2020 był przerażający, straszny, wszelako pokręcony i inny, ale tylko to.
Czy był zły?
Ech, widzicie, no i tu mamy problem, bo dla większości 2020 jest wytłumaczeniem wszystkiego. Nie mówię, że to był cud miód i orzeszki czas, ale jednak, bez urazy, większość z ludzi jęczy tylko dlatego, że dzieciaki w domu były i na wakacje nie mogli. Co do dzieciaków, to sorry, ale jeśli nie umiecie się nimi zająć, to dlaczego je zrobiliście? Macie stworzyć z nich ludzi, a nagle wychodzi na to, że wyrzucasz je babo z ciała i oczekujesz, że świat zrobi z nich ludzi.
Odzwierzęcy jakoś ich dzwaczne postrzeganie świata…
… a potem…
Marudzisz jak to zrobił.

No dobra, przynajmniej tak tutaj to wygląda.
I chyba nic tego nie zmieni…
… a może to przez to, że w końcu obejrzałam te „Opowieści podręcznej”, wiecie, za darmo było tydzień HBO. I przyznaję, że nic innego mi jakoś nie podeszło. Ono wydłużanie wszystkiego w tych serialach jest po prostu dołujące. I jeszcze ona powtarzalność, że właściwie wiecie, że jedna baba drugiej babie…
No grabie.
I tyle.
… więc obejrzałam to w 3 dni i tyle.
Mam przemyślenia. A dokładniej to mam ich całą masę!!! Przeogromną, przeokreślonoą, przeogarniającą mnie i w ogóle… bo po pierwsze, to tych całych platform z serialami i filmami moc wielka. Jak ludzie to wszystko łykają? No wiecie, nie potrafię się na tym skupić, wiem, że to nudne, przekręcam, popędzam, no jakoś tak… to nie jest jak z książkami. Jest nudne i dziwaczne. Przewidywalne i schematyczne, ale przecież ludzie to oglądają.
I to chyba nie czytając jednocześnie książki?
A ja?
Przeczytałam Margaret Atwood wiele lat temu. Byłam jeszcze za dzieciak by zrozumieć one Opowieści i o co w tym chodzi i w ogóle, ale przeczytałam. Zszokowałam się, ale nie do końca, bo książki czytałam już różne, więc wiecie…
Zszokowałam się teraz.
Bo teraz zdało mi się to tak… prawdziwe i możliwe.
Książki to zło. LOL

