Pan Tealight i Bóg Hallołinów…

„Siedział, wiecie… niespokojnie.

Zdjął z głowy tę plastikową dynię, odłożył ją obok schodków, przysiadł, przycupnięty na pierwszym z nich próbował drżącymi, wychudzonymi dłońmi, utrzymać kubeczek bambusowy – jakoś miał uczulenie na ceramikę… z gorącą herbatą. Z pływającą po jej powierzchni cytrynką i kilkoma kwiatami hibiskusa… i jeszcze oną wonią miodu. Taką, ostateczną…

Po prostu tak się kulił do tego stopnia, jakby nic innego mu nie pozostało, jakby wszystko wciąż go goniło, mu groziło, jakby nie do końca wiedział kogo się bać, a kogo nie, no i komu o wszystkim opowiedzieć. Bo oni czekali, chociaż może i nie… ona spoglądała na rzekę, starając się go nie widzieć, a on, bo to chyba był on, wielka szarość z długimy kończynami, jakoś tak…

Był mu znajomym.

Jakoś tak.

Jakby znali się kiedyś, jakby naprawdę byli jakoś połączeni, jakby… nie wiedział co zrobi, nie wiedział jak, ale wiedział jedno, miał dość tego cyrku. Tej przeszłości, którą zmieniono w farsę, w której się nie chciał nawet odnaleźć, chociaż próbował przez chwilę w imię… gdy nie możesz wygrać, przyłącz się do wroga…

Ale już miał dość.

Naprawdę.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Zakupy w polu…

No więc…

… ostatnio jakoś tak, po prostu, wiecie, próbują coś znowu takiegi, ekologicznego, naprawdę owocowo-warzywnego, ludzkiego i prostego zrobić, ale tak, wiecie, nie do końca im wychodzi, naprawdę. Na razie to, co się jakoś utrzymuje to MarkenBornholm w okolicach Allinge… ale kurde, dojechać tam, to po prostu, bez urazy, napęd na cztery koła, pełna terenówka, szczególnie jeśli zależy wam na zakupach…

No a wiecie, jak tam się jedzie, to raczej po kilka kilogramów ziemniaków, marchewek, cebul czy czego tam… bo co jak co, ale to, co wyrosło tutaj, to wiecie, jakoś tak w pełni inaczej smakuje. Jakoś normalniej…

I pachnie…

Choć na pierwszy rzut oka, to całe to miejsce mnie przeraża.

Wystarczy zjechać z asfaltu i już wiecie, że w końcu zabrnęliście w jakieś zapomniane przez wszystko miejsce. Naprawdę. Tutaj gumofilce z futerkiem to musowo mieć. I jeszcze gruba kurtka i rękawice, no wiecie, i na pewno coś może was pogonić. Chociaż dwa konie na poboczu, jakoś tak kompletnie nie były zainteresowane naszą obecnością, że aż się poczułam pominięta…

… ale co ja się im dziwię, sama starałam się tylko nie otweirać ryja, bo t droga, to perfekcyjna polówka, kostkę wykręci, z rowera sprężynkę zrobi, więc ino autem, ale jednak, no wiecie, nasz to nie terenówka.

Choć wiele tak przeszedł…

Dzielny Nutek.

Kochanie moje.

No ale…

Dookoła pola.

Niby normalność, w końcu mówimy o miejscu, które ma dawać jedzenie. W znaczeniu jedzenia dla ludzi, jedzenia bulwiastego, jedzenia nawożonego naturalnie, jedzenia warzywnego i pewno owocowego… tylko że… no właśnie, najpierw mija się jakieś domostwo, potem coś mniejszego, a potem, to wszystko zaczyna wyglądać jak przerażająca komuna. Taka wiecie, połączenie sekty i wszelakiego ekologiczngo świrostwa… co dla mnie kiedyś było normalnością taką. Wiecie, ciocia i wujek na wsi, jeden koń, kury, kogut wściekły, świnki…

A tutaj…

Jakby człek był na jakimś szczycie czegoś, między polami, wszelako odsłonięty, a dookoła niego wciąz w ziemi selery i jeszcze dziwne budy i już… i już od razu przypominają mi się one wszelakie dokumenty o tych sektach, mnogości dzieci i jeszcze, i jeszcze wiecie… ino czekać na tego proroka.

Nie wiem dlaczego tak czułam…

Ale czułam.

No więc… owocki cudne, dyńki, patisony czy co tam, ziemniaki takie i słodkie, wszelakie pory, selery i cebule kolorowe i tak dalej.

Gdzie kalfiory i brukselka?

Helloł?!!!

No cóż, trzeba przyznać, że towar mają, mam nadzieję, że ludzie naprawdę tutaj przyjeżdżają na zaupy, ale brzydko powiem, że wątpię. Bo daleko, strasznie, a na co dzień potrzebujesz ile, ziemniaczków tylko kilka? Tosz weźmiesz je ze zwykłego sklepu po drodze. Pewnie, że nie będą tak smakować, no ale…

… kto dba o smak?

Mam nadzieję, że będą trwać, kukurydzę mają super!!!

Ale kiepsko to widzę.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.