„Czachy porośnięte wrzosem i trawami. Kuliste zwykle, ino ta po prawej lekko długa i spiczasta, a tamta znowu to bardziej klocek, nie czaszka jak czaszka. A ta znowu to serio musi być mocnokoścista, a w tej oczodołach zagnieździły się maleńkie, słodkie muchomorki. Wiecie, te po których leci się najwyżej i najpiękniej, najlepiej i najbardziej bohatersko… i widzi się wszystko. I te kolory i tamte i te stwory i tamte i jeszcze te zapachy i jeszcze te cudowności wszelakie. Ale… ale raz ino i na wieki wieków amen. Wiecie, wiekuiście. Ale czyż po śmierci to mija? A może jednak nie? Bo może istnieją powtórne narodziny, a zresztą sorry, ale wieczność na haju nie zdaje się być czymś, czego człowiek chciałby nieposmakować.
Wiecie… szczerze.
A może tak naprawdę to plantacja?
No wiecie, hodują tu głowy, które zastępują nam te, który sie z nami narodziły? A może to złodzieje ciał? A może tylko porywacze i gwałciciele? A może chodzi o myśli? I smaczne oczy… no wiecie, tak sobie ktoś nasadził głów, jak drzew na orzeszki?!!! A może dział IKEA, w którym produkuj ino równiutkie kubeczki i pojemniczki, by zaspokoić wszelakie, nawet najbardziej OCD gusta? A może… no wiecie, nie da się o tym nie myśleć, ale może one głowy nie mają mózgów, a ino są pomieszczeniami dla jakichś tam ufoków?
A może?
Nie da się tak po prostu uciec od onej pogoni wszelakich myśli i pomysłów, no nie da się ludzie! Stoicie, lekko dziwnie po kostki w onych głowinkach różnorozmiarowych i… jakoś tak nie można się ruszyć, a ich zęby ogryzają najpierw wasze stopy, paliczki, potem kostki i łydeczki… Powoli ogryzają, a wy niczego nie czujecie, nawet onego mlaskania nie słyszycie, bo już nie jesteście sobą, już wasza głowa spadła i odtoczyła się na bok. Już wszystko to, co było problemem, nie ma znaczenia…”
(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)
Popadało.
Trochę.
Oj oczywista, że malutko, tym bardziej, że przecież wiatr wieje, hula, fale wbija i wsio suszy! A to oznacza, że wciąż nasze wodospady są wyłączone. Wciąż rzeczki mniejsze suchą nogą macane, a te większe to ino strumyczki liche i chudzinke. Wciąż jesteśmy suchotliwi mocno i choć w gardziołku coś drapie, a i wiecie, okna solą pokryte, to jednak kurcze… to jednak kurcze jakoś tak mikro w wilgotności.
Wieje…
Za to w morzu wody więcej. Zamiast portów mamy wielkie, buzujące, głębokie kałuży, na których kołyszą się łódeczki, na których… jakoś tak niespokojnie. Do brzegu już nie dojdziesz, zresztą lepiej nie, bo przecież z łatwością fala taka cię porwie i zabierze do siebie. Bo wiecie, fale lubią mieć ludzi ze sobą, jak dzieci swoje ukochane misie, laleczki i inne tam zabawki. Ale jak się fali dziwić. Choć w tłumie, to jednak może i czuje się samotna, w tym wyścigu mokrych szczurów, by ino chłostać to, co brzegiem, Wyspą, niemorzem. By tylko wtargnąć na powierzchnię… i wziąć sobie ludzika.
Podobno jakaś pani nie spała cały dzień…
… bo widzicie otwarcie Lidla było dzisiaj i taką się to okazało dla niej rozrywką i przeżyciem, że nie umiała. Nie mogła. No i jak tu spać, jak sklep otwierają i chyba ciastka były za friko… choć pewna nie jestem. Za to promocja była na pewno na różne rzeczy, aczkolwiek większość i tak w cenie rzeczy jak w innych miejscach, ale… Widzicie, gdy tak człek patrzy pod oną kolejkę pod Lidlem, bo fotki są… to mu się Polska przypomina. Ech, widzicie, ludzie wszędzie są tacy sami, ino w niektórych miejscach więcej kłamią i udają i tyle. A kolejka do Lidla z rana była ogromna. Oczywiście, że w większości namacalnej seniorzy. I jakoś ci, co do roboty nie poszli, bo przeca u nas z rozrywkami wiecie posucha w tym okresie, więc nie dziwota. Sama nie byłam. Może kiedyś będę, ale spoglądając na gazetki reklamowe, to wszystko w tym Lidlu jak w innych sklepach, więc po kiego serio on Lidl? No serio ludzie!!!
Wieje… może to popłuczyny po tych innych huraganach, a może coś innego, nie wiem, za to sorry, ale idę złapać czereśnię. Poleciała!
22 koty…
Mówiłam już, że kontynentalna Dania zwala na Wyspę wszystko… natenczas zwala koty. Bo wiecie, bo czemu nie. Bosz one słodkie i tak dalej. Sorry, ale nie jestem kociarą i ich słodkość mnie nie przekonuje. Za to wiem jak trudne jest zachowanie równowagi na Wyspie, tej biologicznej, ekologicznej, onej naturalnej. Nie rozumiem po kiego w miejsce, gdzie kotów już starczy, a nawet jest za dużo przywozić nowe. Sorry, ale jeżeli tutaj kot nie żre myszy, to zwyczajnie jest ino srającym, wkurwiającym sąsiadów zwierzakiem. Straszącym ptaki, zeżerającym hodowlane króliki i zmniejszającym kruche pogłowie dzikowatych cudowności jak zające czy bażanty.
Nie.
Nadmiar kotów nie jest okay ludzie! Czy Australia niczego Was nie nauczyła? No serio!!! Tak wiem, puchate kulki ble ble ble. Ale gdzie rozum? No i jeszcze jedno, bo to zakrawa na rasizm specyficzny, że właściciele psów nie dość, że bulą podatki, pieski muszą być na smyczy, inaczej chyba tysiączek się płaci – choć większość to kurcze wiecie, olewa to i można zostać nagle obłapionym przez giganta, albo mieć lekko nadgryzioną dupę przez parkę brytanów, miałam nie polecam… to jednak koty, a szczególnie te współczesne, niełowiące, wszelako wkurzające, srające pod oknami, wrzeszczące, przejedzone dziwnym żarciem, wykastrowane… to coś dziwnego.
Nie!!!
Bezmyślni ludzie są wszędzie. To nie opowieści ze średniowiecza, gdzie rzeczywiście kot był często na wagę złota i nikt nie urządzał mu urodzin, bo zwierzak pracował i zachowywał swoją dzikość. Sorry, ale psy zdecydowały być z ludźmi, a koty nigdy nawet o tym nie pomyślały. Serio! Nigdy!!!



