Pan Tealight i Syrenieczątko…

„No połkła no…

Nie żeby specjalnie, dyć się zdarzyło, mogło każdemu, przecież to był przypadek, nielogiczny, całkiem nieobliczalny, ale akurat padło na nią. Wiedźmę Wronę Pożartą Przez Książki. I trudno nie dodać… znowu padło. Może rzeczywiście ma coś w sobie, co przyciąga wszelakie cuda i wianki? Może zachętę jakąś wytwarza, a może jednak… no wiecie, taka już jest.

Mniejsza…

… zaraz po kąpieli wzięli ją na spytki i prześwietlania. Merlinowie z Podziemi i Nieświęci Mikołajowie zaczęli coś warzyć i mieszac, opłukiwać ją, postukiwać, prześwietlać, puszczać w nią bańki i świetlne zajączki, postawili ją przy jednorożcu, skąpali w święconej wodzie, która poza wypryskami na odkrytych częściach ciała i ogólnym wiedźmim wymiocie, nie zrobiły nic… Zaczęli ją nakuwać, upuszczać wszelkich ciecz, nawet chcieli ją ogolić, ale wtedy już jej nerwy puściły, zwymyślała im od Mengelów Czarodziejskich Światów i po jadowej, ocznej wypluwce, oraz kilku ciosach rozdanych czym się dało, wypełzła z Podziemi Sklepiku. Nie mogła jednak zakazać im obserwacji i dziwnych kradziejstw… To zniknęły jej włosy, to znowu dziwnie zaczęła bulgotać woda w Łiszingłelu… na odwrót, a potem, no właśnie, ktoś zaczął grzebać w śmieciach, a przecież nie było tam niczego, chyba?

W końcu dorwała ich wszystkich i zażądała wyjaśnień. Na początku kłamali. Oj w żywe i martwe oczy. Strasznie i przebrzydliwie. Wulgarnie i filuternie. Ale nie z nią te numery! Oj nie… gdy zaczęli pękać, na początku nie wierzyła. A może chciała się tylko oszukiwać przez dłuższą chwilę? No bo jak uwierzyć w to, że ma się w środku Syrenieczątko? No jak? Bulgoczące w sokach trawiennych. Nieumyślnie połknięte podczas wodnych rozkosznych zabaw? No jak? Zgodziła się na wszystko i w końcu jakoś tak je wydłubali z niej. Spokojnie – nie z TAMTEJ strony. Spokojnie…

Było trochę odurzone, może i lekko nadgryzione zębem kwasu, ale przede wszystkim wściekłe! Bo całkiem się mu w Wiedźmie Wronie podobało i nie chciało wracać do morza. W ogóle!!!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_2080

Z cyklu przeczytane: „Czerwony rycerz” – … tak. To chyba mój bubel roku. Serio. Zdaję sobie sprawę z tego, że dopiero sierpień, ale ta powieść, jest straszna.

Najarałam się na nią jak dzik na wszelako miękkawą, trufle skrywającą powierzchnię. Wskoczyłam w jej objęcia zmamiona opisem i co… i nie, to nie jest to, czego obiecywała okładka. Oj nie.

Powieść jest ogromna, ciężka i trudna. Świat niby średniowieczny, rycersko-królewski, mamy ludzi i Dzicz, więc zdaje się, że nic nowatorskiego. Masa dialogów, lekko dziwnie przycięte opisy, ale co najtrudniejsze dla mnie… masa osób, każdy chce być pierwszym planem, autor przerzuca nas od jednego do drugiego, miesza. Chce być dziwnie wulgarny, aż nadto, co serio nie ma wpływu na fabułę… Jest on – Rycerz, twardy koleś z dziwną przeszłością, jest Królowa, Rycerz, Leśnik, potwory, zakonnice. Śmierć i drobina magii. Dziwnej, nieokreślonej do końca.

Powieść nie jest humorystyczna, jest ciężka, toporna. Niczym średniowieczna rekonstrukcja sprawek jakiejś krainy, ale przez te ciągłe przerzucania nas pomiędzy bohaterami, brak uwalniającej głównobohaterskości i króciutkie wstawki/rozdzialiki… nie, nie dla mnie.

IMG_6667 (2)

W końcu… serio, po koszmarnym miesiącu przepychanek z Gandalf.com… Tak, w końcu ponownie wysłali mi książki. Ponownie… ale oczywiście kurcze nie wsadzili wszystkiego. I ponownie to moja wina. Obsługa klienta na tak niskim poziomie, że do diabłów od spodu nawet nie stukają. Serio… Nie polecam. Nie zderzcie się nagle ze ścianą, gdy ktoś po drugiej stronie jest mega zadziwiony, że brak wszystkich książek, że pewno nie zauważyłeś. No jakoś Kornewa nie widzę…

IMG_4264

Pada.

Takie to niesamowite, że po raz pierwszy od ponad dwóch miesięcy mogłam założyć na tyłek portki. No wiecie, serio, gdy pracuje się na kompie można po prostu siedzieć w gaciach! Zwyczajnie. Nawet chyba gadając przez Skype’a. A już w szczególności przy tych upałach… ale w końcu trochę chłodniej. Pada cudnie, mocno i wyraziście. Pada taka jakoś, że aż chce się wyjść na dwór, a kurcze nie można. Wciąż jeszcze rąbią mnie zatoki po ostatnich pląsach z H2O.

Pada.

Człowiek mógłby po prostu zwyczajnie położyć się w drzwiach na tarasik i gapić się i cykać fotki i w ogóle… takie wiecie, nagłe odkrywanie normalności. Słońce-deszcz. Deszcz i słońce. Wszelakie mokrości, suchości, żniwa. Mam nadzieję, że zebrali to, czego słońce nie wypaliło. Strasznie to dziwnie wygląda z takimi przedwcześnie wygolonymi międzymiedzami. Tak nago, dziwnie… chorobliwie?

Pada.

Ciekawe jest to, że człowiek, a może tylko ja, z wiekiem jakoś tak kompletnie szaleje na punkcie deszczów, gradów i wszelkich opadów. No wiecie, jakoś tak? Może to już starcza demencja, a może jednak… coś więcej?

IMG_2086

Morze się lekko przeczyściło, niebo oczywiście bawi się z kropelkami wody, a tęcze wytryskują, niczym dziwacznie pokrętny obraz naigrywania się z mojej nieumiejętności odnalezienia onego mitycznego garnca pełnego złota. Zresztą, nawet jeśli bym go znalazła… po pierwsze: jak bym go przetransportowała? Po drugie: jak bym je wymieniła? No i w ogóle, co sie w dzisiejszych czasach robi ze złotem? Kiedyś robiło się zęby, kiedyś… obrączki i wszelakie inne cuda, a dziś? Czy ludzie wciąż jeszcze uznają złoto za skarb? A może tylko bitcoiny i inne cuda wianki?

Zdrowie?

Oczywiście, że lato kręci się dalej. Co ma robić. Rozpędziło się i tyle. Dzięki chłodniejszej aurze pływanie, to serio szaleństwo. Aż się nie chce wyłazić. Można by tam po prostu zostać. Wpatrywać się dalej w tą dziwną linię pomiędzy niebem a wodą. Niebem lekko ultramarynowym, z paskiem jasności chmurkowej. Wodą dziwnie szklistą tym razem, lekko zielonkawą, niebieskawą… gdy tylko lekko muśnięcie ową gęstość dłonią, światło się załamuje i tworzy srebrzyste plamy.

Dziwnie jest.

Jakby czegoś brakowało. Ludzie coraz bardziej agresywni, stłuczki, wypadki. A przecież to tylko mała wyspa… moja Wyspa! Strach pomyśleć, co będzie dalej? Co stanie się za rok? No co? Z drugiej strony, po co się martwić. Czy coś można zmienić poza samym sobą? A może jednak… nic. Dobra, serio jest depresyjnie. I znowu wyszło słońce, po deszczu ni śladu. Może zwyczajnie lepiej kupić sobie doniczkę z kwiatkiem i jakoś tak… zostać w domu. po prostu…

Schować się znowu?

IMG_2087

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.