Pan Tealight i Dziwny Gość…

„Właściwie, to bez urazy, ale Wiedźma Wrona Pożarta od zawsze była antygościowa. Jakoś tak nie lubiła spraszać ludzi do domu, nie lubiła łazić innym po pokojach i sikać w cudzych łazienkach, a już spotkania na zewnątrz były dla niej wizją przyszłego piekła. Mniejsza, że tatuś Szatan tam… no nie mogła z żyjącymi i tyle. Obce oddechy, obce dupska kalające jej Studnię Życzeń, obce wszystko… No tak było i już. W końcu pozwoliła sobie to zrozumieć i dzięki grzmieniu o tym na prawo i lewo, głównie w postaci pisemnej, jakoś nie musiała przepraszać… wiele… Ale Wyspa miała na to inne spojrzenie. Lubiła Turyściznę, wiedziała jak z niej korzystać, a i z łagodną swoją naiwnością karała śmiertelnie i krwawo tych, którzy nabroili.

Ale jednak gdy ten Dziwny Gość pojawił się na jej ciele… zawahała się. Poczuła coś, czego od dawna się wystrzegała. Miała refluks! I dziwne uczucie w żołądku, a na dodatek jeszcze czkawkę. I przeczucie miała. Nie potrafiła jednak do końca stwierdził, czy chodziło wyłącznie o niego, czy o coś więcej, bo drzewa owocowe kwitnęły, więc… trochę nią mroczyło. Bardzo nawet…

Właściwie, czy ktoś go zaprosił, czy sam tak jakoś się spojawił… Gdy Ojeblik – mała, ucięta główka spotkała go na swojej, leśnej i pełnej zawilców drodze – akurat zbierała ich łebki na Zawilcową Nalewkę, którą pędziły Niechciane Księżniczki… przeraziła się. Jakoś tak. Był duży taki, owłosiony, o ciemnej, ogorzałej twarzy… wielkiej głowie i ogromnych uszach!!! I miał warkoczyki!!! Ozdobione kokardkami, dziwne futerko z krótkim rękawkiem i szalik, który dziwnie nie do końca otaczał jego szyję. Serio, był zaskoczeniem! Bardziej przeraziło Ojeblika to, że leżał tak na ścieżce i gapił się na nią, niż jego oryginalny, intrygujący wygląd. Serio!!! Jej krzyk sprowadził wszystkich z Białego Domostwa, ale… dziwnego Gościa już nie było, gdy tam dotarli.

Nie szukali go, ale Pani Wyspy odczuwała coraz większe zaniepokojenie. Przeczucie nie mijało i rzucało się na sny Wiedźmy Wrony Pożartej. Ostatnio śniła sie jej śmierć w wypasionej pelerynce skomplikowanie połączonej, pewno faszionowo, z lekkim peniuarem, tudzież szlafroczkiem…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_0358 (2)

Z cyklu przeczytane: „Akademia Dobra i Zła 3” – … bajki się kończą. Wszystkie. Nawet te co rzucają ino, że „żyli długo i szczęśliwie”. Kończą się… i oto kolejna seria zamyka swoje podwoje, a ja wciąż jedną nogą w niej…

Opowieść o przyjaciółkach, zaczarowanym lesie, zaczarowanej szkole i wszelako zamagicznionych osobowościach wciąż zaprasza z półek. Nawet jeśli już dawno dorośliście, pieluch nie pamiętacie, a nawet nastoletniość to dla Was przeszłość… zajrzyjcie do owej trylogii. Serio!!! Poznajcie przyjaciółki, specyficzną szkołę bohaterów książkowych i pełną niespodzianek fabułę, bo… to jedna z tych opowieści, w których do końca nie wiecie co i jak, kto kogo lubi, kto kogo kocha i kim naprawdę jest.

Zatopcie się w magię, zakochajcie w pięknym języku i nietypowym humorze. W owej specyficznej niegrzeczności właściwej tylko autorom, którzy pozwalają swoim boahterom decydować o fabule. Bo to z jednej strony bajka, dla większych dzieci i dla tych, którzy zapominają powoli jak to jest być niedorosłym… ale też zwyczajna przygoda, odnalezienie siebie, odpowiedź na pytanie: czym jest przyjaźń, przeznaczenie i dobre zakończenie. Czy warto do niego dążyć po trupach?

Naprawdę warto!!!

IMG_6828

Mistrzostwa Wyspy w jedzeniu lodów. Ktoś chętny? Chociaż, gdy ja to napiszę, pewno już będzie po wszystkim, co nie? Zresztą i nagroda kijowa: jedzonko dla czterech osób. Skąd ja wezmę cztery osoby? I to żerte takie, bo przecież szkoda tak nic nie zjeść, co nie? Jak już spraszają i nagradzają, nie wypada no!!! Przecież w dzisiejszych czasach wszyscy kurna są ino na diecie. Ten na bezmięsnej, ten bezcukrowej, bezmącznej, bezjedzeniowej, bezjajecznej, bezpłciowej… No i tylko 10 minut? Niektórzy wolą sie delektowac, a nie tak żreć na siłę… No nie wiem.

Co o tym myślicie?

Zainteresowani?

Na Wyspie zbliża się czas Folkemodetu, czyli wiecie, takie tam zebranie folków, znaczy ludzi i wiele gadania. Głównie o polityce i polityce i jeszcze tej no, polityce. Dla takiej małej Wyspy to wielkie obciążenie. Czasem mi się wydaje, że to całe gadanie, zebrania i pogawędki tak jej ciążą, że zwyczajnie się zanurza coraz bardziej i bardziej i bardziej i w końcu wystaje jej ino maszt i Rytterknægten i nic poza tym. A ludzie wciąż gadają i mają gdzieś jej zmieszanie. Bo Wyspa rozumie interesowność, ale jej nie lubi. Rozumie potrzeby zmian, ale nie kuma potrzeby wycinania drzew, by postawić cos, co już istnieje, czego nikt nie potrzebuje, tylko dlatego, że EU dała kasę na takie coś. Ech… wiecie, każdy ma problemy. Ale na najazd folków jesteśmy chyba gotowi. A może nie? Nie mam pojęcia. Policja bynajmniej już ćwiczy, ale robotnicy kładący te wszelkie w ziemi ustrojstwa raczej się nie spieszą. Ciekawe, czy objazd, wkurwiający strasznie w Allinge, zostanie do czasu spotkania. Ciekawe…

Mniejsza z polityką! Wolne! Długi weekend! Cudownie! Może i trochę jak dla mnie za ciepło, ale co tam. Kwiatki rosną, kwitną i szaleją. Wszystko pachnie, chyba że zwyczajnie wtranżolicie się w chmurę opadu gównoklarnego znad jakiegoś pola, wtedy oj sorry. Wymioty możliwe. Ale poza tym pięknie. Coraz bardziej rozpukuje się na żółto rzepak. Te jego zielone doły, błękit nieba, słonko i morze w oddali, kurcze… jakie to chrzanienie piękne. Do tego kwitnące drzewa owocowe, wszelkie krzaki, których nazw jeszcze nie odkryłam, pączkowanie, no i ta zieleń…

Ja piernicze!!!

IMG_1316 (5)

Kukułka szerokolistna… to moje najnowsze odkrycie. Stała sobie w towarzystwie znajomych i rodziny w lesie, zaraz obok pierwiosnków lekarskich. Znaczy prymulek tych!!! Wiecie, mają liście jak prymulki, ino wyższe sa i kwiatuszki mają maciupeńkie i żółciutkie jak słonko. Taka fioletowa sobie stała, troszkę młodością przypominała łubin, ale liście miała inne… z czasem chyba owe kwiatuszki się od części głównej odrywają, odstają od niej i pojawiają się dzwoneczki. Kurcze, znaleźć coś takiego na obrzeżu lasku… zwyczajną, czy też niezwyczajną orchideę. Może serio życie przyrodnika fajne jest? Tutaj orchidea, tam znowu szczaw zajęczy rosnący na skale, w mech zaczepiony, chwytający owe drobinki ziemi, jakie mu się tam z wiatrem dostaną, mieszając korzeniami owe szyszki, listki i wszelkie wiecie… butwienie.

Tym bardziej, że jasne noce się zaczynają, więc serio można zamarudzić na spacerze. Oczywiście warto pamiętać o tym, że sklepy w większości wciąż ino pracują do wczesnych godzin wieczornych, więc jak pustka w lodówce, to serio kanał… no i Turyścizna powoli pączkuje i prądkuje, więc wiecie, ser żółty znowu atakują… Warto zrobić przy tych jasnych nocach jakieś wczesniejsze zakupy. Wilczy głód czeka, w końcu jak się tyle człowiek ślaja po świezym powietrzu…

Bażant mi przeszedł za oknem… właśnie. Tak o, bo wiecie, bo może. Coś mi się zdaje, że bażantowe pogłowie się zwiększyło, gdzie się człek nie obejrzy tam one i perliczki. Miotają tymi długaśnymi ogonami, ciągną je, ale jednak nie do końca tykając ziemi, jakby były wiecie, za dobre na owa zwyczajną trawę, ścieżkę i drogę. Kurcze, niczym kury, ino te piórka mają bardziej złote takie… A jednak, trochę to dziwne, czyż nie? Wielki, tłuściutki bażant, idealny na półmisek… z ziemniaczkami, koperkiem. Kurcze, chyba nigdy kurcze nie jadłam bażanta, a Wy?

Dieta dietą…

Festiwal chórów w Gudhjem oferuje ucztę dla uszu. Ekhm, jakby ktoś, to wiecie, kierujcie się za głosem… Wszystko u nas rośnie, płodzi się i kwitnie, więc nie dziwota, że w ludziach się potrzeba do pienia naradza?! Czyż nie?

IMG_3792 (2)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.