Pan Tealight i Snowkurnadropsy…

„Ale się wkurzyła.

No po prostu aż jej uszami szedł dym, piana dziurkami od nosa, a kapiący z zębów kwas wypalał malownicze dziurki we wciąż zielonej trawie. Serio malownicze… i dość specyficzne, bo żarzące się na niebiesko… Aż tak była wściekła. Jakby ktoś jej ubił ukochanego misia, zeżarł ostatnią czekoladę, którą miała na dzisiaj, albo gorzej… podwędził jej te tabletki na wszelkie do ludzi się upodobanie. Taka była wrząca aż! Taka… że mogłaby samym spojrzeniem zgnieść czyjeś jaja. Nawet te ekologiczne!!! Nawet te od szczęśliwych kur, gorzej, nawet te złote, albo i w czekoladzie. Te nadziewane też, a nawet te już zjajecznicowane! Gorzej, bo nawet kinder niespodzianki nie były pewne swego stanu skupienia… i inne…

Taka była wściekła!!!

A wszystko oczywiście przez Zim, która się wzięła i skończyła 1 lutego. Bo wtedy Wiedźma Wrona Pożarta zauważyła pierwsze Snowkurnadropsy!!! Wredne, maleńki, delikatne dzwoneczki, niczym te szczupłe blondynki, eterycznie eklektyczne, które mogły wpierdzilić dwa torty śmietanowe, a jednak nigdy nie tyły! Nawet pryszczów nie dostawały, choć żywiły się nutellą i bułeczkami z kruszonką.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_9759

Z cyklu przeczytane: „Ród. Wiedźmy z Savannah 1” – … potrzebowałam. No czasem kobiety mają takie napady i naloty. Na dodatek trafiło się coś, co nie jest o nastolatkach, ma być zabawa… więc dlaczego nie?

I wpadłam w Savannah. Nadzwyczajne miasteczko pełne magii i pokręconej lekko, pełnej tajemnic rodziny Taylorów. Naszą narratorką jest prawie dwudziestojednoletnia dziewczyna. Jedna z pary bliźniąt, której nie dostało się nic z mocy. Sierota… zakochana w chłopaku siostry, ale i posiadająca niezwykłego przyjaciela… i właściwie tyle. Gdyby nie to, że głowa rodziny nagle odwala kitę… no cóż, to zawsze jest jakiś problem.

Lekka, przewidywalna historia… choć nie do końca, bo ten może Was naprawdę zaskoczyć. Coś odrywającego każdego od codzienności, znaczy chyba bardziej żeńską część populacji, ale ja tam nie oceniam. Coś magicznego, utopijnego miejscami, naiwnego, ale i trzymającego w napięciu do końca! Takie fajne czytadełko.

IMG_6118

Jedzonko, słodkie pożywienie… cud aromatyczności i pełnia opowieści, czyli wiecie, zwyczajne książki… Ha ha ha!!!

IMG_6684

Ciemność…

Na Wyspie ciemność to jest tak różnorodna, jak moje własne zachcianki. A to raz chce mi się tego, a to raz tamtego, a to znowu niczego mi się nie chce, no wiecie kobita! Albo jak kwiaty na łące, dzikusy totalne w różnych rozmiarach i kształtach, w korzeniu miejące wszelkie normy i gówniane UE. No po prostu dzikusy no, a jednak etyczne. Skąd im się to bierze i skąd one się biorą? Kto to tam wie? Widać Matka Natura też baba i różnorodność wpisaną w siebie ma… ale ciemność… Z nią jest inaczej. Jakoś tak. Zawsze dość nagła, zwykle niespodziewana, jakaś taka włochata, mechata, ale nie jak potwór, a raczej mało śliniący się, długowłosy kundelek, który cię strasznie kocha, ale często zamyka przy tym kochaniu oczy. No wiecie… ciemność.

Zwyczajna, a przecież nie właściwa wyłącznie nocy… miła i spokojna, cicha niczym… właściwie cicha, jak nic innego na ziemi, cicha, że już nie boli, ale nawet twoje głosy w głowie, zwykle nadmiernie rozpuszczone, jakoś tak… cichną. Cisza, która pozwala odnaleźć w sobie takie dziwactwa i spokojności, że głowa mała!!! Atawistyczna cisza, właściwie coś, co w dzisiejszych czasach chyba jest niemożliwe… Bo przecież, czy macie dostęp do takiej ciszy? Wyłączonych wszelkich urządzeń, nawet rutera, nawet ogrzewania, nawet… telefonu? Macie? Ciszy, która nie pije w uszy, nie obgryza kości, a staje sie brakującą cząstką twojej tożsamości, gdzieś nigdyś zagubionej…

Taka jest ciemność nad Wyspą, a może w Wyspie? U góry tak rozgwieżdżona, że na nowo odkrywasz w sobie pasję astronoma i jakoś znowu ci sie zdaje, że przyszłość, przeszłość, teraźniejszość i wszelakość można w nich odkryć. Że to, co widzieli inni przed tobą, pozbawieni elektryczności, tak naprawdę wcale nie jest straszne, jest tylko… inne, może i bardziej swojskie, może i odebrane ci siłą? Bardziej prawdziwe niż to, co pokazuje elektryczność? Wrażliwe?

Ciemność pierwotna, w której wszystko widać, bo nie przysłaniają jej nie tylko światła, ale przede wszystkim budynki i wrzaski cywilizacji. Ciemność dla wrażliwych książkofilów i tych, którzy kochają śnić. Którzy nie tłumaczą sobie snu, jako marnotrawienia czasu. Jako przymusowej przerwy w pracy.

IMG_8962

Pierwsze przebiśniegi.

Luty kurde! Co ja gadam, luty, pierwszy luty, a w ogródku, w zielonej trawce co? A cholerne przebiśniegi. Nie, no oczywiście, że kwiatki są super, ale nie wtedy, gdy człowiek, czyli ja, czeka sobie na zimę. Na pogodę poniżej zera, jakieś wzgledne się wyziębienie. Na to wszystko, co uplastycznia cholerne cztery pory roku!!! Bo wiecie, mi to kompletnie ta ciepła nowomoda nie odpowiada. Niby wiem, że Wyspa to jednak specyficzna klimatyczność, ale przecież ja tak ładnie proszę!!!

Ale gdzie mnie tam ktoś słucha. Kwiatki pierwszego lutego!!! Bazie wypuszczają swoje szalone kwiatki, a ja kurcze mam na nie alergie psychiczną! Czyżby rzczywiście wiosna miała zamiar przybyć w  tym roku nad podziw prędziusiem? Ale dlaczego? Za jakie grzechy? No przecież… no przecież byłam grzeczna!!!? Może i byłam grzeczna, ale i tak w poniedziałek napadną mnie dzieci. Chyba serio nie rozumiem fastelavn. Znaczy kumam ostatki i cały ten rejwach, ale zbierać kasę po domach? Kto w dzisiejszych czasach ma jakieś drobniaki… chociaż może jednak nie wypominać dzieciakom tego, bo będą łazić po domach z czytnikiem kart kredytowych… Zresztą, przecież ja nie mam żadnej karty!!! Że płatność przez telefon? Też nie mam!!! Ha ha Ha!!! Ale dzieciaków się tak łatwo nie pozbędę. Będą waliły we wszelkie dostępne drzwi od godzin porannych do południa, a potem za uzbieraną kase kupią tatusiowi fajki…

Nie kumam świata! I tej upierdliwości… W Halloween to nie ma komu łazić po cukierki, ale jak po kasę, to kurna wszyscy?

A może zwyczajnie jestem zgryźliwa? Jak myślicie? W końcu przecież wszyscy lubią dzieci, czyż nie? Dzieci są kochane i cudowne, naturalne podobno takie, biją cie czym popadnie i opluwają, ale to przecież tylko dzieci… dzieci są super! Wszyscy w końcu są dziećmi na zawsze, a może nie? W końcu jak ja komuś przypierdolę wózkiem w supermarkecie, to jak nic oberwę z powrotem. Ale dzieci są super… z posypką, smażone w sosie, a może panierowane, albo wiecie jak korniszony w słoiczkach, na potem, do pogryzania, jak ci smutno i źle? No co…

Dzieciom to wszystko wolno, a mi nie!!?

IMG_6317

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.