Pan Tealight i Taki Sobie Las…

„Niby tylko las.

No przecież drzewa są takie milusie. Może i niektóre potrafią zrzucić ci szyszki na głowę, może i swędzą pod koszulką ich igły, a żywica sprawia, że się od nich oderwać nie można… ale to powietrze, to poszumienie, ściółka milusia, wszelkie pomiędzy pniami strumyki i gniazda nad głową się do pni tulącego… Po prostu raj. I to zmienny. Nie można się nudzić. Najpierw gołe wszystko i zimne, potem pączkujące, liściaste i gęste, zmieniające kolory, aż w końcu i znowu… gołe.

Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki od zawsze czuła pewną bliskość jeśli chodzi o drzewa. Od dziecka do nich uciekała. Jako berbeć zwyczajnie przełaziła przez płoty, darła gacie na siatkach i drapała skórę… ale tam czuła się najlepiej. Nawet tam pająki tak jej nie przerażały, dziwne głosy w głowie jakoś były też na miejscu i ciągłe widzenie innych, dziwnych, kątem oka łapanych postaci. Las i wszelkie jego cienie, dziwne pomruki, szelesty, poruszenia i ciągłe wzrastanie sprawiało, że w końcu się uspokajała. Jakoś tak zwyczajnie las zabierał z niej ten nadpobudliwy nadmiar myśli i pozwalała znów oddychać, żyć i egzystować tylko w jednym planie…

Bez rozrywania się.

Ale Taki Sobie Las miał w sobie coś, na co nie była przygotowana… nawet ona, znająca las. Nawet ona, śniąca czasem jgo sny. Nawet ona…

Widzicie, bo on był naprawdę smaczny. Niewielki, szczupły, chudy nawet, tylko górą rozłożyście lesisty, z małą rzeczką, jednym mostkiem i jedną Wyspą Nieprzystojną. Niebzyt wiekowy, mało piętrowy… był smaczny.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_7003

Z cyklu przeczytane: „Dora i Witkac. Ropuszki” – … opowiadanie opowiadań. I znany z heksalogii świat. Magia i zwyczajność, niezwyczajność i magia. Wiecie, ot Toruń. Miasto i kraina, z której można przejść w całkiem inny świat, czyli Jadowska dorzuca do swojego cyklu przygrywkę. Ot kilka opowiadań, które można przeczytać dopiero po zakończeniu cyklu. Nie przed!!!

Oto niewielkie perełki, małe wyjaśnienia, powrót do znanego świata, znajomych postaci. Oto wszystko to, co już się wydarzyło, wyjaśnione bardziej. Jakoś tak nagle jaśniejsze. Spotkacie tutaj nie tylko Dorę i Witkaca, nie tylko moce niebiańskie i piekielne, ale w szczególności tych, których polubiliście, chociaż nie udzielono im przecież głosu w nadmiarze. Są przyjaciele i wrogowie, są ci całkiem nieznani i ci, za któymi tęskniliście najbardziej. Ale przede wszystkim jest akcja, zbrodnia i wszelaka magiczna dysfunkcja!!! I komizm oczywiście, giętko-cięty język…

… i zabawa!!!

Jeżeli tęsknicie za Jadowską, oto i ona!!! W formie, która pozwala powrócić do wspomnień, wyjaśnić to, co wciąż w Was jątrzyło… albo po prostu się zabawić. Bo przecież o to chodzi!!!

IMG_2631 (5)

Czasem… a może raczej coraz częściej wydaje mi się, że cała Wyspa została zanurzona w bursztynie. Serio. Gdy tylko wiatr na chwilę ucichnie, gdy tylko słońc wyjdzie ekshibicjonistycznie zza chmur i rozświetli wszystko, świat się tutaj zatrzymuje. Jakoś tak, a światło… no właśnie, to owo niskie światło, dziwnie zimne, a jednak ułudnie wrzące bawi się z liśćmi. Większość z nich już zaczęła brązowieć, zmieniać się… ale jednak, gdy pojawia się słoneczne okno, słoneczny dzień, czy raczej garść godzin przecinające zasłony ciemności, po prostu wychodzisz i patrzysz jak bardzo inaczej wszystko wygląda. Jak liście potrafią się bursztynić i złocić. Jak bardzo to, co nazywają patyną, jest logiczne, jak przemijanie może być piękne. I choć za cholerę nie będziesz tak myśleć o swoich zmarszczkach i obwisającej skórze, to liście przekonują o swojej urodzie. Wystarczy położyć się na ziemi i spojrzeć przez nie na Wyspę. Tak zwyczajnie. Oj wiem, że mokro i wszelakie gnicie dookoła, wiem, że błoto i na pewno wrócicie do domu w wersji: szlajał się i podtapiał… ale warto!!! Naprawdę. Nawet mimo iż zimno jak pierun, a raczej jak tutaj sporadycznie. Nawet było poniżej zera!!!

Hurrra!!! Ale bez śniegu… BUUUUUUU!!!

… więc leżysz. Gleba, droga w lesie, wszelkie wyciszenie. Patrzysz przez liście i widzisz całkiem inny świat. I nagle rozumiesz, dlaczego ten mały ludek w dębowej czapeczce dźga cię spiczatym patyczkiem w ucho i przesuwasz mu się z drogi, albo płacisz za parking swojej cielesności tiktakami. Serio, zawsze można się dogadać z podziemnym ludem. Także i z tym podziemnym, co nieortodoksyjnie woli mieszkać na powierzchni. Wiecie, każdy ma swoje preferencje…

… więc leżysz i się gapisz. Na te bukowe listki, brązowe, słoneczne, aż miodowe właściwie. Taki późny miodek, spadziowy, całkiem jeszcze wczesny, płynny, jeszcze się nie skrystalizował, możnaby sobie nim polać chlebek i gdy łapiecie sie na tym, że zaczynacie ze smakiem obgryzać suche liście, przekręcasz głowę, a tam jasne, serowe żółcienie. Oto klonowe cudo. Spadło jako pierwsze, więc już powoli zaczyna tracić blaszki i przeobraża się w koronki. Miękkie, drastycznie wytrzymałe, przepiękne i zmuszające oczy do patrzenia na wszystko w specyficzny sposób. Jakoś tak nagle przekręcasz głowę i już nic nie jest takie, jak ci mówiono. Wszystko ma skrzydła, jednorożce paczkują fastfooda w gazety, a małpy latające prowadzą ożywioną dyskusję dotyczącą ptasiego radia. Gdzieś tam elfy kopcą jakieś ziele, a krasnoludy… ekhm, nie nie nie, to moje kolczyki, żadne tam Wasze znalezisko kopalniane!!!

… więc leżysz. Bo wiatr ucichł i chociaż wiesz, że powinieneś wstać, bo ten spory, łaciaty niczym krowinka pies omal nie zszedł na zawał, gdy dojrzał, że nie jesteś spodziewanym, zwyczajnym kawałkiem drewna, ino oddychać; jak nic, gdyby nie odskoczył, wpadłby na tego miękkiego kamienia, który ma nóżki i właśnie ucieka… a może teraz goni psa i jego właścicielkę?

Może się zakochał? A może głodny?

Chyba czas już wstać, czyż nie?

IMG_3047 (2)

Fale całkiem leniwie, trochę tak na odwal obmywają Wyspę. Jakby odpoczywały po serii karkołomnych aerobikowych ćwiczeń. Po tych sztormach, wichurach i wszelakich tam podmorskich imprezkach…

Myślicie, że takie fale też piją? Znaczy no serio? Pociągają z gwinta? A może kieliszkami? I czy ino rum? A może piwsko z wodorostów guglają? Bo tak serio, to mimo wszelakiej jakiejś tam regularności, to czasem jak pijane tańcują. No serio, jakby się chciały tylko bawić, a wiecie, przy procentach to i wszelakie hamulce puszczają, więc… i falom wolno wszystko. Zresztą, kto to tam wie, co w podmorskościach siedzi? Szczególnie dookoła takiej wyspy, jak moja Wyspa. Nie dość, że w okresie jesienno-zimowym to podobno jeden z bardziej zwodniczych akwenów, tak na dodatek pod powierzchnią kryje w sobie potęgę zaprzeszłą II wojny światowej, cudactwa, coto skazić nas mogą i zabić w ciągu chwili, a i podobno… syreny. Nie wiem już komu wierzyć poza swoimi zmysłami, ale wiem jedno… jeżeli chodzi o Krakena, to na pewno mamy go też. A nawet jak nic ma rodzinę i to powiem wam same kurna wkurzające nastolatki. A i głośne kilkulatki, co to za nic mają ból innych i przypieprzą ci drzewnianymi klockami, ot bo tak.

Bo się rozwijają…

Widzicie. Jak wieje, to człowiekowi się pod mózgownicą kotłuje, ale jak na dzień lub dwa wiać przestanie, to kotłowanie ino nadzwyczajnie zmienia kierunek i myśli szaleją. Bo przecież w takich okolicznościach względnego i wyględnego się Wyspy naturzenia, to jakoś wszystko jest możliwe, a może… może tylko to, co w innych miejscach jest skrajnie niemożliwe, tu u nas nabiera całkiem znajomych kształtów, smaków i zapachów? No nie wiem… ale wiatr wraca. I wieje znowu i duje i każdy, kto pracuje w domu zastanawia się nad mocą tak zwanego: egzystowania piżamowego. Bo przecież po kiego wstawać z łóżka, gdy wszystko na zewnątrz raczej przytula do kołdry?

No jak?

Spoglądając na miotające ziarnowymi kulkami powiewy jakoś człowiekowi jednak przechodzi ochota na przekąskę. Co jak co, ale i na powierzchni sporadycznie chwiejnej, jak Wyspa, można dostać morskiej choroby patrząc na te ptaszki. Żesz kurcze, w jaki sposób one się bujają, buj, buj, buj… a jednak i jedzą, a potem buj, buj, buj, i odrywa je wiatr od jedzenia i fikołek robią i buj, buj, buj…

Wybaczcie…

IMG_2989

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.